Dzisiaj nic nie było jak co dzień. Od rana do wieczora sytuacje niecodzienne nadawały coraz to nowszego światła temu, co było, co jest i co zapewne będzie. Zarówno to, co zaskoczyło jak i to, co było w planie, przenikało się nadzwyczajnie i zyskiwało wyjątkową emocjonalną teksturę.
Wszystko, co wypełniło mijający dzień stało się kanwą przeżyć wewnętrznych w trakcie Mszy św. celebrowanej w moim kościele parafialnym pw. św. Anny w Ząbkowicach Śląskich. Dzisiaj i mniej więcej pięćdziesiąt lat temu – w tym samym kościele – udzielany był sakrament bierzmowania. Wtedy byłem jednym z kilkudziesięciu nastolatków, którym biskup Tadeusz Rybak z Wrocławia udzielał sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej. Dzisiaj widziałem jak podobna wiekiem grupa młodych ludzi przyjmowała bierzmowanie z rąk biskupa Marka Mendyka ze Świdnicy. Ta sama duchowa rzeczywistość w tym samym miejscu, ale w zupełnie różnych okolicznościach czasu. To niecodzienność…
Do każdego Pan Bóg mówi… Zawsze: nawet gdy wszyscy inni milczą – wiem coś o tym… Po imieniu: nie każdy potrafi, chce lub może; zwracanie się do kogoś po imieniu to każdorazowo nadawanie osobie niepowtarzalności, wręcz nazywanie jej czy „jakby” jej zrodzenie na nowo; sam, gdy do kogoś zwracam się po imieniu to mam poczucie, że to znaczy więcej niż „pan”, „pani”, etc. i podobnie czuję się, gdy ktoś zwraca się tak do mnie. Mówienie i zwracanie się po imieniu każdorazowo sprawia, że rozmówcy nie mówią jednocześnie, że słuchają się wzajemnie, że są w odniesieniach unikalnych.
Biskup w homilii skierowanej do bierzmowanych, do ich bliskich, ale też – jak to sam zaznaczył przed wyznaniem wiary – do wszystkich uczestniczących w liturgii, kierował uwagę właśnie na te prawdy o tym, że Pan Bóg nigdy nie traktuje człowieka milczeniem i zawsze zwraca się do człowieka po imieniu. Tak też dzieje się w chwili chrztu świętego („…, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen”) i dopełniającego go bierzmowania („…, przyjmij znamię daru Ducha Świętego”). Imię jest tu niepowtarzalnym kodem do duszy człowieka, bo chociaż określone imię może nosić wielu ludzi na świecie, to ono zawsze jest zaznaczeniem indywidualności człowieka. Już w Starym Testamencie pada fraza wezwałem cię po imieniu; tyś moim! (Iz 43,1), a Jezus bardzo często zwracał się do spotykanych ludzi po imieniu. Jakby ich znał? Tak, znał ich!
Wypowiedzieć imię drugiego człowieka z myślą tylko o nim. Zawrzeć w tym imieniu wszystko to, co ów człowiek znaczy dla mnie. Zapisać to konkretne imię, aby brzmiało i było odczuwane w określony sposób jedynie w stosunku do osoby noszącej owo imię. To niecodzienność…















































































