„Szybciej. Wyżej. Silniej.” Maksyma ukuta przez francuskiego dominikanina Henriego Didona w połowie XIX wieku i podchwycona przez jego przyjaciela Pierre de Coubertina, słusznie kojarzy się z ideą ruchu olimpijskiego. Sam zakonnik był zresztą pasjonatem sportu i chociaż owo hasło kojarzył z szeroko rozumianym rozwojem człowieka, to akcent kładł właśnie na sport.
Sport był, jest i będzie tą sferą życia, w której ludzie potwierdzają – pod warunkiem fair play – indywidualne i zespołowe potencjały. Rzecz jasna, ambicją sportowców jest pierwsze miejsce, a nie czwarte czy tym bardziej ostatnie. Jako, że nie jestem aktywny sportowo (o wyzwolenie we mnie sportowej pasji kruszyli kopie kolejni nauczyciele wychowania fizycznego i tylko ostatniemu z nich udało się nauczyć mnie pływania, jazdy na rowerze uczył mnie w dzieciństwie starszy kolega, a bieganie uprawiałem jako nastolatek i tylko przez jakiś czas budząc wówczas konsternację znajomych), mogę tylko teoretyzować albo podziwiać.
Najbardziej poruszają mnie sporty indywidualne, może dlatego, że w odniesieniu do polskich sportowców więcej jest w tej domenie nie tylko sukcesów, ale obrazów prawdziwych zmagań. Osobną kategorią jest sport amatorski, choć ze świecą trzeba szukać jego przejawów w skomercjalizowanym i coraz kosztowniejszym świecie aktywności fizycznej. Nota bene, samo słowo „sport” wzięło się z czasów rzymskich i oznaczało wychodzenie poza bramy czy mury, aby uprawiać ruch dla przyjemności lub zabawy czy rywalizacji wśród przyjaciół.
Współcześnie sport to przede wszystkim stadiony, hale sportowe, ale też inne zorganizowane obiekty lub instalacje, na których można zażywać fizycznego wysiłku. Aktywność ruchowa uchodzi w naszych czasach za synonim zdrowego stylu życia, jest wskaźnikiem siły i odporności człowieka nie tylko w sferze potencjału mięśni. Nie zawsze jednak kultura fizyczna oznacza kulturę człowieka, i nie zawsze nowoczesne obiekty sportowe są arenami rozwoju człowieczeństwa. Zbyt często sport jest traktowany jako fasada biznesu, rekreację uważa się za objaw nowoczesności, a sale, hale, tory, boiska i siłownie są metami ucieczki od problemów codzienności. Inwestuje się w miejsca, dotuje się aktywizm, promuje się tężyznę, aby przesłonić realnie dotykające ludzi i społeczności kwestie.
Śp. Jacek Magiera dzisiaj został pochowany na warszawskich Powązkach. W mediach społecznościowych można znaleźć filmiki lub wpisy odkrywające jak bardzo cenił rodzinę i kształtowanie charakteru. Nie taił, wraz z żoną, religijności i wiary, które „ustawiały” jego życiowe cele. Dowiódł własnym życiem, że sport może być i jest szkołą człowieczeństwa. Pokazał jednak, że ponad sukcesem sportowym, ponad karierą na sporcie, jest coś znacznie ważniejszego. Na ostatniej prostej swojej biografii zostawił myśl, która winna stać przed oczami każdej i każdego, kto chce zmieniać świat na lepszy.
Notatka zapisana 10 kwietnia 2026 r. o godz. 8:21, znaleziona w telefonie Jacka Magiery. To była jego ostatnia notatka, zanim odszedł do wieczności. „To tu toczy się walka codzienna. Robić. Nie robić. Chcę. Nie chcę”.













