Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego orzekli, ale politycy i komentatorzy mają skrajnie różne opinie. Nie zmienia to faktu, że kontrowersyjne od początku rozporządzenie o „transkrypcji” dotyczące związków osób tej samej płci na końcu swego żywota okazało się nielegalne.
28 lipca 2026 r. Trybunał Konstytucyjny jednogłośnie uznał, że rozporządzenie ministra cyfryzacji z 22 maja 2026 r. dotyczące „wzorów dokumentów przeznaczonych do sporządzania i wydawania odpisów aktów małżeństwa i zaświadczeń o związkach zawartych za granicą, ale nie będących związkiem kobiety i mężczyzny” jest niezgodne z art. 92 ust. 1 w związku z art. 18 Konstytucji RP.
Przypomnijmy, że artykuł 18 Konstytucji RP stanowi jasno: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Konstytucyjny przepis określający „małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety” jest nadrzędny wobec innych aktów prawa czy postanowień organów międzynarodowych. Natomiast art. 92, ust. 1 Konstytucji RP stanowi jednoznacznie, że: „Rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania”.
Nie trzeba dużego wysiłku intelektualnego, aby zorientować się, że przywołane przepisy ustawy zasadniczej nie są furtką do tworzenia alternatywnej rzeczywistości prawnej tylko dlatego, że takie okoliczności chciałby wykreować organ władzy wykonawczej. Musi on działać w granicach i na podstawie prawa, aby zachować regułę legalizmu czy to się komuś podoba czy też nie.
Działanie „ponad” prawem czy „obok” prawa byłoby krokiem w kierunku anarchii. Jedynym środkiem dla osiągnięcia zamierzonego celu jest zmiana prawa dokonana zgodnie z zasadami legislacji. W przypadku, o jakim tu mowa, wymagałoby to najpierw zmiany Konstytucji RP, potem odpowiednich ustaw, a rozporządzenie pojawić się mogłoby na końcu łańcucha procesu stanowienia prawa.
Był wytrych, jest młotek… Zaledwie dwa miesiące temu pisałem o „wytrychu”, jakim stało się orzeczenie jednego z sądów administracyjnych nakazującego tzw. „transkrypcję” w polskich aktach stanu cywilnego związku dwóch osób tej samej płci zawartego w Niemczech jako… małżeństwa. Teraz mamy „młotek”, bo rządzący wydali „rozporządzenie” będące podkładką dla realizowania kolejnych wyroków i zaspokajania roszczeń osób tej samej płci twierdzących, że są „małżeństwami” – pisałem na łamach wAkcji24.pl niespełna trzy miesiące temu. Do kolekcji rekwizytów używanych przez polityków, po „wytrychu” i „młotku”, teraz dodałbym „balon”.
Balon pustych obietnic napompowany liberalno-lewackim gazem pękł. Stało się to widoczne w chwili, gdy Trybunał Konstytucyjny, wydając wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, wykazał, że nie można legalizować w Polsce czyjegoś widzimisię. Nie można uznawać za normę prawa, czegoś co normą prawa nie jest, nawet jeśli bardzo tego chcą zwolennicy „równouprawnienia” małżeństw ze związkami osób tej samej płci. Co ważne, to nie jest odbieranie osobom tej samej płci prawa do wspólnego życia czy też stawianie im jakichś nadzwyczajnych przeszkód, ale jest to obrona prymatu małżeństwa i rodziny – prawnego i kulturowego.
Polska jest krajem, który kulturowo ewoluuje i co do tego nie ma sporu. Różne są opinie czy te zmiany budują społeczeństwo, czy tworzą warunki dla jego rozwoju na przyszłość oraz w jakim stopniu zacierają specyfikę historyczną, do jakiej większość Polaków jest przywiązana. Wymuszanie zmian społecznych w Polsce zawsze niepomyślnie kończyło się dla pomysłodawców każdej rewolty. Nie inaczej jest, teraz gdy próbuje się – w oparciu o tymczasową koniunkturę polityczną i pod wpływem trendów kulturowych zachodniej Europy – zrównać małżeństwo i rodzinę z relacjami nieformalnymi czy nawet faktycznie formalizowanymi przez wspólne zamieszkiwanie czy codzienne życie osób jednej płci.
Przypomnę, że we wspomnianym na wstępie rozporządzeniu (uznanym przez Trybunał Konstytucyjny RP za niezgodny z ustawą zasadniczą) ustalono między innymi wzór dokumentu o nazwie „Odpis zupełny aktu małżeństwa”, w którym w rubryki z imionami i nazwiskami „osób, które zawarły małżeństwo” miało się dać technicznie wpisać dane ludzi tej samej płci. Dodano tam jeszcze jedną rubrykę o nazwie „Nazwisko dzieci zrodzonych z tego małżeństwa”. Nie można jawniej ukazać absurdalności narzucanych reguł, niż właśnie zakładając, że ze związku „mężczyzna – mężczyzna” lub „kobieta – kobieta” może się zrodzić dziecko.
Reakcje na wyrok przyjęty przez Trybunał Konstytucyjny RP, jak już a wstępie wspomniałem i czego należało się spodziewać, są ekstremalnie różne. Cała polityka w Polsce jest coraz częściej gigantycznym tyglem opinii, programów, pomysłów i zachowań, co do których zwykły człowiek dystansuje się albo patrzy na nie z ograniczonym zaufaniem. Stwierdzam to bez grama satysfakcji, bo od polityków oczekuję – jak większość z nas – odpowiedzialności za składane obietnice.
Politycy i niekiedy samorządowcy w sprawie „transkrypcji” od początku przyjmowali nie tylko skrajne poglądy, co rozumiem. Trudniej natomiast znaleźć racjonalny powód, dla którego ci z nich, którzy deklarowali, że „tym razem” związki osób jednej płci dostaną to, czego rzekomo wszyscy domagają się. Skoro nieznajomość prawa nie chroni przed odpowiedzialnością za jego naruszanie, co może dotyczyć tzw. szarych obywateli, to nieznajomość prawa w przypadku obywateli „nie szarych”, jakimi są politycy dowodzi ich niekompetencji. Przepisy Konstytucji RP nie są wiedzą tajemną, a tym bardziej ci, którzy nie tak dawno wykrzykiwali na ulicach i salach „konstytucja – konstytucja” albo ze łzami w oczach ją czytali, nie mogą obecnie wmawiać nam, że jej… nie znają. Jeśli ją znają, to ich obietnice w kwestii „transkrypcji”, ale także legalizacji „małżeństw” osób tej samej płci czy tym bardziej prawa do adopcji dzieci przez takie pary, są pozbawione racji bytu. Ich wypowiadanie jest obliczone na nadmiar ufności ze strony wyborców lub są ich oszukiwaniem.
W błąd wprowadzono ponadto wszystkie osoby, których związki „transkrybowano” już mimo braku podstaw prawnych. Tylko w samej Warszawie dotyczy to ok. 180 wniosków, ale do takich „wpisów” doszło także w innych miastach. Teraz tych już przeprowadzonych bez podstawy prawnej czynności nie można nawet sanować prawnie.
Ideologie jeszcze niczego w życiu społecznym nie naprawiły. Wobec problemów demograficznych, należałoby pracować nad programami, które zachęcałyby do zawierania małżeństw i tworzenia rodzin, w których dzieci znajdowałyby miłość, stabilność oraz przestrzeń wszechstronnego rozwoju. Zastanawia i smuci fakt uporczywego przeszczepiania do Polski i nachalnego promowania rzekomych innowacji wbrew naszej kulturze. Dzieje się to wbrew obowiązującemu u nas prawu i mimo znacznie większego zainteresowania i oczekiwania społecznego na rozwiązania sprzyjające młodym małżeństwom, takich jak choćby dostęp do mieszkań lub stabilność zatrudnienia. To ostentacyjna niesprawiedliwość wobec małżeństw, które realnie inwestują w przyszłość wspólnoty narodowej, poświęcając wszystkie swoje siły wychowaniu kolejnego pokolenia obywateli – tak działacze ruchów katolickich z Diecezji Świdnickiej komentowali pod koniec 2025 r. ówczesne zapowiedzi w kwestii „transkrypcji”.
Po kilku miesiącach ten społeczny głos pozostaje aktualny. Jest też apelem do polityków, którzy chcą być reprezentacją społeczeństwa, aby nie odstępowali na krok od troski o rodzinę, bez której wszystko inne w życiu człowieka i narodu traci sens.
Tekst dedykowany dla serwisu wAkcji.24.pl



















