Pęcznienie z samozadowolenia pozbawia zmysłu równowagi. Rok temu dwaj ważni panowie strzelili selfie na tle wielkiej wydmuszki ustawionej pod Krzywą Wieżą. W tym roku wpadli na pomysł, aby sfotografować się obok wielkiej czerwonej skorupy, z której wyłazi żółciusieńkie pisklę głaskane przez ząbkowicką wierchuszkę.

Podczas tej sielankowej sesji, obaj panowie pokazujący kciuki na znak sukcesu, musieli wiedzieć, że należałoby skierować owe kciuki w dół. Cały ubiegły rok i pierwsze miesiące obecnego nie są w najmniejszym stopniu pasmem zdarzeń, z jakich obaj panowie i ich zaplecze polityczno-urzędnicze mogłoby być dumne.

  • Ani jednego złamanego grosza nie zdobyli na „największą inwestycję” w dziejach miasta, czyli krytą pływalnię, choć koszt jej wybudowania to kwota bliska 20 milionom złotych. W tym czasie w niedalekiej Głuszycy jest na ukończeniu, a w Strzegomiu już otwarto kryte pływalnie „Delfinek”. Podobnie w kilku innych dolnośląskich gminach, które skorzystały ze wsparcia samorządu wojewódzkiego i w granicach 6 – 8 mln zł oraz przy 50-procentowej dotacji stawiają obiekty służące mieszkańcom. Równie niedaleko nas, a dokładnie w Nowej Rudzie miasto pozyskało 6 mln zł w ramach funduszu aglomeracji wałbrzyskiej na kompleksową basenu, który nie dość, że będzie jak nowy, to jeszcze przez 5 lat wstęp będzie bezpłatny!
  • Odtrąbili jako sukces gminy fakt, iż pewna francuska firma działająca na naszym terenie od wielu lat, optymalizując koszty, postanowiła przenieść swoją siedzibę na dogodnych podatkowo warunkach w inną lokalizację. Oczywiście – mogło być gorzej i inwestor mógł transferować się do innego miasta, ale wygrał rachunek ekonomiczny, bo skuteczność gminnych menedżerów trudno w tym dostrzec. Cichcem potraktowano fakt, że rok wcześniej wiceprzewodniczący rady miejskiej, apelował o zainwestowanie w przygotowanie ząbkowickiej podstrefy ekonomicznej, jako że ów rajca bywa dość krytyczny wobec włodarza i jego ekipy. Natomiast w ościennym Bardzie, dzięki pozyskanej dotacji w wysokości 2,3 mln zł jest już w trakcie realizacji projekt tworzący teren profesjonalnie przystosowany dla inwestorów zewnętrznych tworzących nowe miejsca pracy.
  • Bez entuzjazmu, za to pod presją opinii publicznej, zdecydowali o kapitalnym remoncie ul. Kamienieckiej. Co tam, że nie całej, co tam, że pozostały fragment w połączeniu z ul. Kłodzką będzie nadal w stanie ruiny. Nieistotne, że o prawie 900-tysięczną dotację postarała się jedna z radnych, której apele były wcześniej bagatelizowane, choć ulica ta od 2014 r. (gdy oddano pierwszą nitkę obwodnicy miasta) czekała na bardzo potrzebny remont. Na ostatnią chwilę udało się wykonać tę modernizację, ludzie odetchnęli z ulgą i są zadowoleni. Czekają na dokończenie zadania i pewnie ich cierpliwość będzie znów wystawiona na kilkuletnią próbę. Zerknijcie na bliski nam Złoty Stok, gdzie w ubiegłym roku zdobyli na inwestycję drogową dotację ponad 1,2 mln zł, a w tym roku kolejną ulicę wyremontują z dotacją na ponad 1,8 mln zł. A może na Stoszowice, które dzisiaj otrzymały 1,6 mln zł na remont ponad 2,5 km swojej drogi. Dobrze, że samorząd powiatowy pozyskał 2,6 mln zł na drogę powiatową w Brodziszowie.
  • Zabytki mają pecha czy może gospodarze są nimi słabo zainteresowani? Na poratowanie murów obronnych w 2017 r. schwycili 20 tys. zł. Lepszy rydz, niż nic – zgoda. Może jednak warto uczyć się od lepszych, mając ich „przez miedzę”. W latach 2017 i 2018 gmina Kamieniec Ząbkowicki otrzymała łącznie ok 6,6 mln zł na renowacje swoich zabytków. W tym samym okresie gmina Stoszowice na ten sam cel uzyskała w sumie ok. 3 mln zł. Nie wspomnę już o wnioskach prywatnych podmiotów z różnych gmin, które razem przez 2017 i 2018 rok już zdobyły kwoty rzędu setek tysięcy złotych. Nie będę się też rozwodzić nad faktem, że w lutym br. jedyną z naszego powiatu aplikacją o dotację na remonty zabytków nieprawidłowo złożoną był wniosek gminy Ząbkowice (dotyczył dokumentacji na remont elewacji i wieży ząbkowickiego ratusza).

Tematów, wokół których widać nieporadność lub nieudolność, a na pewno nieskuteczność panów uprawiających modeling wokół wielkiego jaja, można znaleźć więcej: czyste powietrze, budownictwo wielorodzinne i planowanie przestrzenne, dostęp do służby zdrowia, jakość połączeń komunikacyjnych, rewitalizacja miasta, technologiczna depresja instytucji kultury – to tylko niektóre wątki. Prześledzenie raportu o wykonaniu ubiegłorocznego budżetu gminy wymaga cierpliwości anielskiej, choć budzi szewską pasję. Mamy w tym dokumencie do czynienia z niestrawnym omletem upichconym na starym tłuszczu. 49-procentowy poziom realizacji inwestycji, 15-procentowy poziom pozyskania funduszy unijnych, perspektywa ponad 26-milionowego zadłużenia dają do myślenia, ale najpierw powinny niepokoić.

Zamienianej na średniej klasy sypialnię z wielkim telewizorem pełnym masowych imprez, spadającej na koniec peletonu goniącego za gospodarczym sukcesem i zapadającej się demograficznie gminie Ząbkowice Śląskie, w której niewielu ma się dobrze, a reszta martwi się, aby nie było gorzej, nie będzie lepiej. Z wydmuszek to nawet jajecznicy nie będzie na śniadanie.