Zapomnienie o Bogu albo i negacja Boga. Utrata zrozumienia tego, kim jest człowiek. Niezrozumienie i pogarda dla ludzkiej płciowości. Brak szacunku i zrozumienia dla godności człowieka. Niezrozumienie prawa naturalnego. Niezrozumienie praw człowieka. Biocentryzm, ekologizm, klimatyzm. I wreszcie kryzys bardziej ogólny i bardziej podstawowy– kryzys prawdy, dobra i piękna.
Wymienione ogniska kryzysu, z jakim mierzy się w pierwszych dekadach XXI wieku człowiek przywołał biskup świdnicki Marek Mendyk w trakcie pierwszej sesji plenarnej I Synodu Diecezji Świdnickiej. Podzielił się tą diagnozą powołując się na niedawno zmarłego profesora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Henryka Kieresia. Nie była to jakaś forma odwrócenia uwagi od kwestii kluczowej, nad którą pracuje duchem i intelektem każdy z uczestników Synodu Diecezji Świdnickiej. Chodzi przecież o to, by Kościół był drogą do Boga.
Żyjemy w świecie coraz bardziej zlaicyzowanym. Kościół jest w kryzysie. Szukamy źródeł tego kryzysu i sposobów na wyjście z niego. Mówi się o potrzebie nawrócenia pastoralnego i o tym, że celem odbywającego się synodu o synodalności Kościoła jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak w dzisiejszym świecie głosić Ewangelię, aby ona została usłyszana i przyjęta. To ważne! Myślę jednak, że problem jest głębszy, niż tylko pastoralny – mówił biskup Marek Mendyk.
Niedostatek wiernych na Mszach świętych, deficyt powołań do kapłaństwa i życia konsekrowanego, łatwość kwestionowania norm katechizmowych i trend dostosowywania się do stylu świata to niektóre tylko objawy kryzysu Kościoła. Jeśli biskup mówi, że „problem jest głębszy, niż tylko pastoralny”, to znaczy, że nie chodzi ani w synodzie, ani w żadnej innej inicjatywie nakierowanej na ożywienie Kościoła tylko o regenerację jego powierzchownej tkanki.
Kościół zawsze był i niezmiennie jest osadzony w ziemskiej rzeczywistości. Jej różnorodność i labilność tak w historii, jak i w naszych czasach generuje szanse i ryzyka. Stan kryzysu jest w pewnym sensie czymś stale towarzyszącym ludzkości na każdym etapie jej dziejów. Kościół, a więc sami katolicy nie są objęci jakimś immunitetem wobec kryzysowych zjawisk. Mamy natomiast, dzięki temu, iż Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa i jest zbudowany „na skale”, łaskę zdolności do odradzania się. Historia potwierdza, że Kościół jest najdłużej istniejącą strukturą i mimo niepoliczonej już liczby obwieszczeń o bliskim upadku, Kościół nadal trwa. To sam Chrystus powiedział przecież: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).
Biskup świdnicki nie jest skłonny – w kontekście mowy o kryzysie Kościoła – ograniczyć się do kuracji zachowawczej. Podejmuje wysiłek wydobywania na światło dzienne przyczyn impasu, w jakim znajduje się Kościół. Umiejscawiając kryzys wiary i wspólnoty na tle przesileń, przez które przechodzi cała cywilizacja, zwraca uwagę na dziedzinę, za którą wprost odpowiadamy – każdy w ramach swojego powołania i charyzmatu – wewnątrz Kościoła.
Konstatacja, że „problem jest głębszy niż tylko pastoralny” musi zatem nurtować, bo jest wskazówką co do metod i celu działania nie tylko w ramach synodu diecezjalnego, ale w codziennym życiu wiary osobistej i przeżywanej wspólnotowo.
W maju 2026 r. na łamach Miesięcznika Katolickiego „w-Akcji” ukazał się artykuł pt. „Wszystko zależy od naszej więzi ze Zmartwychwstałym”. Już samym tytułem biskup Marek Mendyk jednoznacznie wskazał na oś, wokół której należy szukać rozwiązania. Podjął jednak wiwisekcję (określenie nieprzypadkowe) przyczyn tego, że „nasza więź ze Zmartwychwstałym” jest nie dość mocna. Biskup nazwał rzeczy po imieniu nie oglądając się na komfort odbiorców i własny.
Dlaczego to jest tak ważne, abyśmy pozwolili się prowadzić Bożemu Słowu, a nie jakimś szaleńczym ideologiom, które płyną ze świata? (…) Mamy świadomość, że kiedy przywołujemy sposób oddziaływania na ten świat Złego ducha, mogą pojawić się wzruszenie ramionami albo uśmiechy na twarzach bądź inny złośliwy grymas. Ktoś inny powie: katolicka paranoja i przewrażliwienie na punkcie diabła. Papież Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu” w rozdziale o kuszeniu Jezusa nawiązuje do tajemniczej biblijnej postaci Antychrysta. Papież nawiązał do wizji rosyjskiego filozofa Włodzimierza Sołowjowa i jego Krótkiej opowieści o Antychryście. Po publikacji tej wizji rzeczywiście przez prasę przeszłą fala kpin i niesmaku, bo „przecież powoływanie się na takie „operetkowe” przykłady, mówienie o jakimś Antychryście nie jest dzisiaj w dobrym guście”. Prawdziwy problem okazał się ukryty głębiej. Nie chodziło o napiętnowanie jakiegoś krwawego tyrana czy publicznego skandalisty, ale wskazanie na konia trojańskiego wprowadzonego podstępnie w żywy organizm chrześcijańskiej wspólnoty Kościoła.
Uważnie czytając te słowa, nie sposób oprzeć się potrzebie rozglądnięcia się po zakamarkach własnego sumienia i przyjrzenia się temu, co w Kościele rozprasza odniesienie do Jezusa, co stawia je jakby obok innych relacji czy też… (!) odwraca skupienie na Kościele jako sakramencie obecności Chrystusa.
Napisaną w 1899 roku „Krótką opowieść o Antychryście” czyta się jakby wyszła spod pióra (klawiatury) dzisiaj. Jest szokująco profetyczna. Uzmysławia uwodzicielską moc trendów cywilizacyjnych, jakich jesteśmy świadkami i uczestnikami współcześnie. Odwrócenie hierarchii i odmiana znaczeń mają przyczynić się do tego, że świat i międzyludzkie relacje staną się idealnie doskonałe? Tak – taki był i jest zamysł człowieka nowoczesnego, postępowego, dążącego do osiągnięcia wszelkiej maści sukcesów, spragnionego uwielbienia i absolutnej niezależności. Nie – utopijność i upiorność takiego stanu, potwierdzana historią rewolucji, wojen, przewrotów i wszelkich innych modernizacji czy progresizmów, jest twardą przestrogą przed ubóstwieniem człowieka. Jesteś / jesteśmy postawieni wobec zasadniczego wyboru. Stawiasz / stawiamy siebie na piedestale lub klękasz / klękamy przed ołtarzem. Nie ma tu przestrzeni na światłocień, na szarość, na nijakość, na ambiwalencję.
O tym, jak Antychryst dewastuje Kościół od wewnątrz, mówił biskup Marek Mendyk podczas pielgrzymki katechetów do Strzegomia w kwietniu 2026 r.
Jego urokowi opierała się mała grupka chrześcijan, dla których Chrystus zawsze pozostaje w centrum. Którzy dobrze wyczuwają, że chodzi o chrześcijaństwo rozwodnione, chrześcijaństwo rozmydlone, chrześcijaństwo z Jezusem Chrystusem wziętym w nawias. Co mamy sądzić o tej postaci? Gdyby to był jawny przeciwnik Boga czy Kościoła w postaci gorzkiego jak piołun ateizmu czy prymitywnego komunizmu, wszystko byłoby jasne. Wiedzielibyśmy kto jest po jakiej stronie, a tymczasem jest inaczej. Ten sprytny zwodziciel przebiera się w szaty mesjasza tolerancji, mistrza uśmiechu, z serduszkiem na dłoni. Po co? Po to, by przejąć uczniów Chrystusa! (…) Uwiąd wiary, z którym się spotykamy, prześladowanie chrześcijan dokonuje się nie za sprawą ewidentnego przeciwnika, ale za sprawą tego zakamuflowanego dobrotliwego truciciela. Antychryst reprezentuje nowy humanitaryzm, gdzie miłość zastępowana jest filantropią, a wiarę wypiera kultura.
Podczas pierwszej sesji Synodu Diecezji Świdnickiej, ale także w trakcie spotkań komisji, zespołów i grup synodalnych najczęściej poruszanym tematem jest właśnie kryzys Kościoła i kryzys wiary. Kolejność obu kryzysów jest stawiana różnie w zależności od punktu widzenia i doświadczenia, ale są one nierozłączne. I oba wymagają – od nas – odpowiedzi natychmiastowej.
W przesłaniu skierowanym do wszystkich diecezjan za pośrednictwem uczestników Synodu (duchownych i świeckich) biskup świdnicki przypomniał fragmenty obu Listów św. Pawła II do Koryntian (por. 1 Kor 3; 2 Kor, 10). Jest w nich mowa o… podziałach pomiędzy uczniami i kwestionowaniu roli samego św. Pawła.
Ważna jest odpowiedź: „Ja jestem Chrystusa!”, „Ja jestem Chrystusowy!” Jeśli ktoś chce być Chrystusowy, to musi mieć wiarę taką jak ja – wskazuje Paweł. W każdym razie podziały biorą się z tego, że każdy ma tytuł, by uważać siebie za lepszego. A może nawet za jedynego. Jedynie słusznego! – znamy to. Tak i tylko tak! Jeśli przeżywasz inaczej, rozumiesz inaczej – to nie jesteś ze mną. I choćby z tego tytułu jesteś jednak gorszy. Sporo jest przechwalania w naszym życiu. Kreowania siebie, podkreślania swoich zasług. Nawet jeśli pozornie tego nie chcemy to jednak jakoś „wyrywa się” to z naszej duszy – mówił biskup Marek Mendyk.
Podziały i egocentryzm są największymi zagrożeniami współczesnego Kościoła i osłabiają wiarę katolicką. Poszukiwaniem tego, co sprzyja trwaniu i wzrostowi wspólnoty winniśmy się szczerze przejąć. Liturgia, katecheza, przepowiadanie i media były tematami rozważań pierwszej sesji Synodu Diecezji Świdnickiej, bo to są te strumienie, w których musimy iść pod prąd świata i jednocześnie z nurtem wiary. Biskup świdnicki Marek Mendyk nie pozostawia cienia wątpliwości. Daje jasne wskazanie.
Patrzmy na Jezusa! Jezus Chrystus niech będzie dla nas jednoczącym centrum; to jest fundamentalna koncepcja naszego chrześcijańskiego życia. Ona oznacza, że w Jego osobie, Jego życiu, śmierci i zmartwychwstaniu odnajdujemy sens, jedność i cel całego stworzenia oraz ludzkiego istnienia. Jest On punktem odniesienia, który spaja rozproszoną rzeczywistość i łączy ludzi z Bogiem oraz między sobą.
Tekst dedykowany dla serwisu wAkcji.24.pl













