Przeciętni ludzie mierzą nisko, płytko i blisko, bo to zwyczajnie wygodne i bezpieczne. Sarkazm może da się wyczuć w tym zdaniu, ale nie jest moim zamiarem wyzłośliwianie się na kogokolwiek. Raczej głośno zastanawiam się nad tym, jak często godzimy się na szorowanie po szorstkim dnie pustego basenu zamiast chcieć szusować po autostradach i zdobywać to, co lepsze od przysłowiowej ciepłej wody w kranie.
Natrafiłem w oceanie mediów społecznościowych na perełkę w postaci wypowiedzi Marco Rubio. Jeszcze jako senator republikański (teraz jest sekretarzem stanu w administracji prezydenta USA Donalda Trumpa) wygłosił przemówienie, które mimo upływu czasu i odległości geograficznej od naszych polskich politycznych igrzysk zasługuje na uwagę. Oto fragment tego, co Marco Rubio powiedział w Senacie USA 7 stycznia 2021 r.
Myślę, że polityka doprowadziła nas do szaleństwa. Wszyscy w tym kraju stracili rozum z powodu polityki i zapomnieliśmy, że Ameryka nie jest rządem. Ameryka nie jest prezydentem. Ameryka nie jest Kongresem. Pozwólcie, że powiem wam, czym jest Ameryka. Ameryka to wasza rodzina. Ameryka to wasza wiara. Ameryka to wasza społeczność. To jest Ameryka.
Gdyby te słowa strawestować i odnieść je do… Polski? A może nawet jeszcze bliżej, bo do mojego / twojego rodzinnego miasta? Zastąp „Amerykę” „Polską” lub „Ząbkowicami Śląskimi”. Zastąp słowo „Kongres” „Sejmem” lub „Radą Miejską”, „burmistrzem” czy „urzędem miejskim”. Możesz sobie wtedy uzmysłowić, że nie jesteś (jeśli nie chcesz) trybikiem czyjejś machiny, mięsem armatnim w rywalizacji pozornych czy faktycznych oponentów i nie musisz być redukowany do funkcji petenta, płatnika, głosu w wyborach czy poddanego pomiędzy wyborami. Nie musisz być przedmiotem, a przynajmniej nie musisz godzić się na uprzedmiotowienie.
Owszem, polityka została zdeformowana do postaci transakcji, utylitaryzm uchodzi za kryterium bycia jej beneficjentem, a pragmatyzm uznawany jest za cnotę polityka. Nie znaczy to jednak, że nie wolno tobie / mnie dostrzegać wartości jaką jest wspólnota. Wspólnota języka. Wspólnota celu. Wspólnota drogi. Tak rozumiana wspólnota nie jest imperatywem jednomyślności czy tym bardziej jednolitości. Ona wyznacza dziedziny, w których coś nas (ciebie / mnie) z innymi łączy i ujawnia to, co zasługuje lub wymaga wzajemnego szacunku czy też różni nas.
Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli – tak brzmi art. 1 Konstytucji RP. Mieszkańcy gminy tworzą z mocy prawa wspólnotę samorządową – to z kolei art. 1 ustawy o samorządzie gminnym. Jak te zapisy, które nieprzypadkowo są na samym początku ważnych aktów prawa, mają się do codziennego poczucia partycypacji w „dobru wspólnym wszystkich obywateli” czy we „wspólnocie samorządowej”? Przypuszczam, że gdyby zapytać o te kwestie reprezentatywną grupę obywateli Polski, w tym mieszkańców twojej / mojej gminy, wyniki nie oszałamiałyby optymizmem. Chciałbym się mylić, ale bazując na rozmowach z różnymi osobami, stosunkowo często (częściej) odnoszę wrażenie braku udziału w tych „dobrach wspólnych”.
Można ścinać drzewa lub budować wysokie domy i przez to bezpowrotnie zmieniać krajobraz, nie naruszając przy tym przepisów prawa, a nawet mając na uwadze niezbędne zmiany w sposobie zagospodarowania przestrzeni wspólnej. Można wydatkować środki publiczne, które przecież nie biorą się znikąd (co najwyżej z pożyczek długoterminowych) i tym sposobem zaklejać aktualną panoramę kolorowymi obrazkami przesłaniającymi nieco bardziej skontrastowaną rzeczywistość z jej demograficznymi, ekonomicznymi i kulturowymi ryzykami. Można całkiem efektownie odrywać ludzi od problemów codzienności darmowymi imprezami, za które w istocie płacą wszyscy niezależnie od tego czy na czas potupajki wbijają na plac zabaw czy też wtedy zamykają okna lub wyjeżdżają tam, gdzie jest spokojniej. Nie zmieni to statusu ludzi, dla których brak pracy lub długie dojazdy do niej, kolejki do lekarzy lub szukanie porady poza „bezpłatnym” systemem publicznym wypełnia każdy dzień i spędza sen z powiek nocą. Dodam, że rozumiem potrzebę zabawy, beztroskiego luzu i tylko cieszyć się można z faktu, że ludzie spotykają się ze sobą, a nie siedzą „na kwadracie”.
Żyjemy w dobie zlewania się demokracji z mediokracją. Tiktokowanie, fejsowanie czy iksowanie, aby zdobyć kolejne lajki i komenty pod kontentem może być kanałem komunikacji, ale nie głównym zajęciem i celem polityków. Tak na marginesie, warto byłoby zastanowić się, ile z tych łapek i serduszek lub innych słitaśnych emotikonków liczonych codziennie wieczorem wynika z faktycznej sympatii, a ile podyktowanych jest zwyczajnym oportunizmem.
Przewidywanie, projektowanie, przekonywanie, planowanie, podejmowanie i realizowanie wyzwań z horyzontem ponad kadencję czy dwie lub trzy i więcej – to są wyznaczniki skuteczności polityka. Tego domagajmy się od polityków – nie tylko, gdy zabiegają o nasze głosy w wyborach, ale jeszcze bardziej każdego dnia po wyborach. Im mniej czują oni na swoich plecach oddech swoich współmieszkańców, współobywateli, tym szybciej zamieniają swoje gabinety w bunkry. Tym łatwiej przychodzi im zapomnieć, że są sługami dobra wspólnego (jakkolwiek górnolotnie to brzmi).
Powiem wam, czym jest Polska. Polska to wasza rodzina. Polska to wasza wiara. Polska to wasza społeczność. To jest Polska. Powiem wam, czym są Ząbkowice Śląskie…


































