To była kampania fałszywa, bo oparta nie o dokumenty, lecz zawieszona na insynuacjach. Obrzucano błotem pomówień produkowanych w przemyśle pogardy. Sączono jad, którym zatruwano świadomość tylko po to, by przejąć „rząd dusz”. Wcale nie chodziło o współczucie wobec skrzywdzonych, lecz o wywołanie lawiny oskarżeń. Miał pod nią stracić autorytet sam Karol Wojtyła. Był „tylko” i „aż” przedmiotem hiper-manipulacji, ale celem był i jest Kościół.
Przez kilka lat po roku 2020 przez media głównego nurtu w Polsce, a w ślad za nimi, przez media zagranicznie, przetaczały się oskarżenia i zarazem wyroki skazujące Karola Wojtyłę o tolerancję i tuszowanie przestępstw seksualnych wśród duchownych. Mnożono w ogłuszającym tempie przekazy mające dowodzić winy nie patrząc na fakt, że oskarżony nie może się bronić. Wykorzystywano emocje, aby wzbudzać nie tyle współczucie wobec osób skrzywdzonych przez księży, ale po to, by eskalować niechęć i wrogość w stosunku do kardynała, potem papieża. „Karol Wojtyła krył księży pedofilów, na długo zanim został papieżem”, „To Jan Paweł II złagodził w 1983 r. kary dla księży molestujących dzieci”, „Jan Paweł II wiedział o pedofilii” – to niektóre z łagodniejszych tytułów produkowanych (właściwie preparowanych) przekazów. Wypełniały one topowe serwisy, których zawartością podsycano temperaturę, która miała spalić nimb świętości i być może ostatniego autorytetu dla Polaków. Wdali się w te narracje także niektórzy publicyści określający się jako „katoliccy” kreując się na współczujących i sprawiedliwych.
13 marca 2026 r. w dzienniku „Rzeczpospolita”, a 14 marca 2026 r. w tygodniku „Rzeczpospolita Plus Minus” na czołowych stronach opublikowano wyniki drobiazgowych badań Tomasza Krzyżaka i Piotra Litki. To dziennikarze powszechnie znani z konsekwentnego tropienia zła w Kościele, którzy wcześniej przeczesali wszelkie zasoby archiwalne dostępne w Instytucie Pamięci Narodowej. Już w 2022 r. publikowali wyniki swoich dziennikarskich śledztw dotyczących księży popełniających zbrodnie seksualne wobec dzieci. W 2026 r. po zebraniu wszystkich dostępnych dokumentów zarówno w IPN, jak i Kurii Metropolitalnej w Krakowie, postawili jednoznaczne wnioski. „Wojtyła nie krył pedofilii” – to tytuł, pod którym ukazała się informacja przecinająca wszelkie wątpliwości, a przede wszystkim obalająca mity i kłamstwa na temat stanowiska kardynała Karola Wojtyły wobec kwestii pedofilii, ale także twardego stosunku do sprawców przestępstw seksualnych, którzy byli duchownymi.
Wojtyła nie przenosił księży z parafii do parafii, gdy dowiedział się o ich przestępczej działalności, ale podejmował szybkie działania, które nakazywało prawo kościelne. Niektóre jego decyzje – jak np. wysłanie w 1969 r. księdza podejrzewanego o krzywdzenie dzieci na badania psychiatryczne – były jak na tamte czasy ponadstandardowe. (…) Nie znaleźliśmy żadnych dowodów, by kard. Karol Wojtyła świadomie tuszował pedofilię (…). Decyzje Wojtyły wyprzedzały działania organów ścigania (…). Kiedy po odbyciu kary wyszli z więzienia, nie przywrócono ich do pracy, ale wysłano na pokutę do klasztorów bez prawa odprawiania mszy i spowiadania – piszą Tomasz Krzyżak i Piotr Litka w „Rzeczpospolitej”. W tej samej publikacji wskazują nazwiska trzech księży, których przypadki poddali szczegółowej analizie, a jej treść znaleźć można w „Rzeczpospolita Plus Minus”. Nie ma tam ani cienia skrywania faktów, ale też nie ma, mimo dociekliwych poszukiwań, grama dowodów, na podstawie których można było postawić w stan oskarżenia Karola Wojtyłę.
Raport „Rzeczpospolitej” zbiegł się z ustanowieniem przez Episkopat Polski Komisję niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce. Nastąpiło to 11 marca 2026 r. i oznacza, że diecezje i zakony będą lustrować swoje zasoby sięgając po dokumenty i świadectwa począwszy od 1945 r. Rozpocznie się wkrótce żmudna praca nad wyjaśnieniem każdej okoliczności, w której krzywdę zadano dziecku, bo tego wymaga sprawiedliwość wobec skrzywdzonych i wobec sprawców.
Jest druga strona medalu. Materiały ujawnione na łamach „Rzeczpospolitej” rewidują fałszywe oskarżenia, w które uwierzyło wielu, dla innych były powodem zwątpienia, ale też dla niektórych stały się paliwem osobistej kariery. Każdy bezpodstawnie stawiany zarzut pozostawia nieodwracalny ślad w życiu pomawianej osoby. Każda niewyjaśniona pogłębia nieuleczalne zranienie ofiary. Domniemanie niewinności konfrontowane z dowodami to zawsze proces rozciągnięty w czasie (sprawy związane z kłamliwymi zarzutami wobec kardynała Karola Wojtyły miały miejsce ponad 50 lat temu, a sam „oskarżany” nie żyje od prawie 21 lat). Uniewinnienie nie jest tożsame z oczyszczeniem, bo samo publiczne postawienie pod pręgieżem dla części obserwatorów jest wyrokiem. Powolne młyny sądów nie nadążają nad maglem posądzeń.
Inspiratorzy pomówień wobec św. Jana Pawła II i skwapliwie je powielający na arenach polityki czy agorach mediów stracili wiarygodność nie teraz, w 2026 r., gdy na światło dzienne wyszły fakty. Pozbawili się jej wtedy, gdy w 2022 r. i w latach następnych zasypywali opinię publiczną gradem kłamstw. I nawet teraz usiłują obracać rzetelne informacje w klikbajtowe przekazy. Kłamali i kłamią. Kłamali mediaworkerzy i wtórujący im politycy (być może kolejność jest odwrotna) nakręcając na tym sondażową rozpoznawalność. Powiedzą publicznie, że skłamali? Przeproszą?
Tekst dedykowany dla serwisu wAkcji.24.pl

























