Gdy się jest w drodze, zależy nam na czasie lub szukamy wrażeń. Jazda po krętej szosie jest niczym w zestawieniu z jazdą po trasie serpentynowej wiodącej po górach.
Mądrzy ludzie twierdzą, że im szybciej się przemieszczamy, tym mniej widzimy, a najcenniejszym ogniwem każdej eskapady jest możliwość zatrzymania się. Delektowanie się nieznanymi wcześniej miejscami i spotykanie tam ludzi to walory podróżowania. Nie stoją w sprzeczności ze skłonnością do wracania ku już wcześniej eksplorowanym przestrzeniom i poznanym ludziom. Samo przemieszczanie się z miejsca na miejsce to zresztą naturalna skłonność człowieka. Jeśli jest wynikiem spełniania aspiracji poznawczych lub zaspokajania egzystencjalnych potrzeb, udawanie się ze swojego stałego miejsca pobytu do innych punktów może odpowiednio fascynować lub stanowić sposób rozwiązania problemów.
Rzecz ma się inaczej, gdy rozpoczyna się podróż niezaplanowana i z nieznanym celem. Człowiek nigdy nie wie, czy przystanek jest jej końcem, czy etapem. Trudno przewidzieć jej przebieg choćby dlatego, że uświadamiamy sobie, że jesteśmy w trasie już wtedy, gdy podróż trwa. Niejako budzimy się, będąc w drodze. W naturalny sposób powstaje wówczas mieszanka niepokoju z nadzieją, dezorientacji z nawigowaniem, a samotność jej przeżywania przeplata się z sięganiem po współobecność innych osób.
Dzisiejszy etap mojego bycia w drodze przeszedłem jak na wspomnianej we wstępie jeździe serpentynami. Cierpiący na chorobę lokomocyjną rozumieją to z autopsji, a fani rollercoastera mogą sobie wyobrażać wibracje. Mam na myśli nie tylko fizyczne dolegliwości, ale rozedrganie wewnętrzne. Dopiero późnym wieczorem, po powrocie do domu, mogąc odetchnąć, uświadomiłem sobie, że dyskomfort jest rodzajem sprawdzianu. Nie mam pewności, czy i jak go zaliczyłem, ale za każdym etapem tej szczególnej podróży wiem, że są dwa światy.
Istnienie dwóch światów nie zaskakuje. Zaskakuje różnica pomiędzy nimi. Są tak odmienne (Iz 55,8) i zarazem są ze sobą nierozerwalnie splecione. Darem jest rozpoznanie tej łączności, ale do tego potrzebna jest pokora (Mt 11,25).















