Prawie 9,4 mln złotych, jakie w formie kolejnego kredytu chce w najbliższych tygodniach otrzymać gmina Ząbkowice Śląskie, nie są niczyje (nawet gdyby były znalezione na ulicy, można mówić jedynie o „znaleźnym”, gdyby wygrano je na loterii – trzeba od nich zapłacić podatek). I nie jest tak, że spłata tego i wcześniejszych zobowiązań odbędzie się bez drenowania portfeli ząbkowiczan. Pieniędzy publicznych nie ma. #Miasto2_0 to wspólnota rozwoju, a nie projekt doraźnych transakcji.

Kredyt, jaki ma być zaciągnięty w wysokości 9 398 320,28 zł mieści się w granicach prawa, co stwierdzono w uchwale składu orzekającego Regionalnej Izby Obrachunkowej z marca 2018 r. Radni zdecydowali o tym w uchwale z lutego br. Burmistrz ogłosił przetarg na udzielenie kredytu dwa tygodnie temu. W świetle dokumentów budżetowych, tegoroczny deficyt gminy wynieść ma 7,7 mln zł plus spłata wcześniejszych kredytów i pożyczek w łącznej kwocie 2,7 mln zł (obie kwoty po zaokrągleniu). Ta dziura budżetowa (w zasadzie to już budżetowy lej) ma być pokryta właśnie z kolejnego kredytu i mieści się we wskaźnikach ustawowych. Zadłużenie gminy planowane na koniec 2018 r. wynieść ma ponad 28,2 mln zł, a na koniec 2017 r. wynosiło 20 mln zł. Spłata najnowszego kredytu ma się zakończyć w 2033 r.

Istnieje pojęcie tzw. „środków publicznych”, przez co rozumie się zasoby materialne (w tym pieniądze gromadzone na rachunkach bankowych), jakimi dysponują na przykład jednostki samorządu terytorialnego (2478 gmin, 314 powiatów i 16 województw), ale w istocie są to dające się ująć w kwotach wartości stanowiące majątek danej wspólnoty samorządowej. Tę wspólnotę z kolei z mocy prawa tworzą mieszkańcy, których w wyniku procedur demokracji pośredniej reprezentują wybierani w drodze głosowania przedstawiciele (radni, w gminach wybrani bezpośrednio włodarze, w powiatach i województwach wybierana kolegialnie zarządy). W istocie zatem decyzje podejmowane przez organy samorządu winny odzwierciedlać cele i odpowiadać na potrzeby ogółu mieszkańców. Stosowanie mechanizmów demokracji bezpośredniej w odniesieniu do bieżących rozstrzygnięć, a nawet w kwestiach o długofalowym znaczeniu (np. w trybie konsultacji społecznych czy referendów lokalnych), mimo swych zalet, jest nader rzadkie i w praktyce odbywa się raczej pod presją negatywnych ocen wobec organów samorządu.

Powyższy wstęp był konieczny, abyśmy uzmysłowili sobie, że rada miejska i burmistrz nie są osobami, które działają na własny rachunek. Radni są zresztą z puli „środków publicznych” systematycznie wynagradzani, a burmistrz otrzymuje umowę o pracę z określonym miesięcznym uposażeniem oraz do dyspozycji aparat urzędniczy, którego koszt funkcjonowania również jest pokrywany ze wspomnianych „środków publicznych”. Burmistrz (w przeciwieństwie do radnych) ponosi odpowiedzialność cywilną i karną za podejmowane przez siebie decyzje, gdyż jest jednoosobowym organem administracji publicznej, ale jeśli działa w granicach i na podstawie prawa, naraża się jedynie na uzasadnioną lub bezpodstawną krytykę czy też szczere lub fałszywe pochwały ze strony niezadowolonych lub zadowolonych mieszkańców.

Wracając do zasadniczego wątku tzw. „środków publicznych” (najczęściej rozumianych jako kwoty zapisane w budżetach i prognozach budżetowych), trzeba powtórzyć: środki publiczne to majątek wspólny mieszkańców gminy zarządzany przez wybranych w tym celu przedstawicieli, jakimi są radni i burmistrz. Jeśli więc przysparzają gminie majątku trwałego, jeśli swoimi decyzjami sprzyjają racjonalnemu wykorzystaniu gminnych zasobów na rzecz wspólnoty lokalnej, wówczas można oceniać ich jako odpowiedzialnych. Niekiedy konieczne okazuje się ryzyko w ramach prawa i jeśli nie zabraknie decydentom odwagi i determinacji, to podejmując określone rozstrzygnięcia, stawiają się w szeregu postaci, które zasługują na respekt. Jeśli jednak podejmowane przez nich kroki są brawurą czy też podyktowane są krótkowzrocznością związaną z perspektywą końca kadencji i chęcią uzyskania reelekcji, wtedy zasługują na krytyczny osąd.

Do rzeczy… „Środki publiczne” wypracowują mieszkańcy gminy. Nawet jeśli budżet jest zasilany kwotami pozyskanych dotacji, przyznanych subwencji czy zaciągniętych kredytów i pożyczek, to zawsze są one adresowane do mieszkańców i mają służyć zaspokajaniu ich potrzeb. Radni i burmistrz zarządzają „środkami publicznymi” w imieniu mieszkańców, na podstawie mandatu otrzymanego przez mieszkańców i dla ich obiektywnego dobra.

Treść zamieszczonego dzisiaj w social-media przez byłego radnego rady miejskiej Franciszka Gawędę, alarmistycznego postu o zamiarze zaciągnięcia wspomnianego na wstępie kredytu, w ogóle mnie nie zaskoczyła. Dzień wcześniej, w trakcie ceremonii na placu „największej inwestycji w najnowszej historii gminy Ząbkowice Śląskie”, jak mantrę powtarzano przez mikrofon, że budowa basenu to sukces, i że środki na jej sfinansowanie są zapewnione.

Mówienie o sukcesie po ośmiu latach zwodzenia mieszkańców obietnicami to raczej ironia. Finansowanie nie jest zapewnione. Nadal bowiem można mówić jedynie o tym, że co najmniej 75% kosztów zadania obciąży budżet gminy. Biorąc pod uwagę, że ta kwota przekracza 18,4 mln zł, to należy jasno (czarno na białym) stwierdzić, że bez kredytów nie obędzie się. Burmistrz ani radni, w trosce o reelekcję (już najbliższej jesieni wystartują do wydłużonej, bo 5-letniej kadencji) nie zrobią niczego, co mogłoby zaszkodzić ich wizerunkowi, więc o oszczędnościach wewnątrz gminy nie ma co mówić. Zasłoną dymną budżetowej brawury ekipy zarządzającej gminą Ząbkowice Śląskie od ośmiu lat jest obiecywanie kolejnych dotacji na basen. Dopóki nie ma dofinansowania powyżej 50% mamy do czynienia z urzędniczą nonszalancją w kwestii budowy krytej pływalni, ale jej skutki – choćbyśmy zamykali na to oczy i zasłaniali uszy na argumenty – dotkną całą gminę. Arytmetyka jest nieubłagana i kompletnie apolityczna.

Wcześniejsze kredyty trzeba spłacać. Wykonawcy krytej pływalni trzeba zapłacić. Jest jeszcze kilka innych projektów, które mają być zrealizowane w tym roku, bo są potrzebne mieszkańcom i są zapisane w planie inwestycji. Trzeba utrzymać szkoły i przedszkola. Trzeba zapewnić stosowne sumy w sektorze pomocy społecznej. Trzeba zapłacić urzędnikom. Zapłacimy wszyscy, bo nie ma „środków publicznych”. Są pieniądze obywateli gminy. Tylko tyle i aż tyle.