To było muzyczne kołysanie w obłokach nieoczywistej rzeczywistości.

Od dwunastu spotkanie przypominające kroplę drążącą skałę przesłaniającą zaświatowe sfery animują Agata Bilińska i Roho Konar.  Zaduszki Wokalne – jak co roku relację zamieści VVENA.PL – to dwa impulsy. Pierwszy, jedyny w sobie – intensywny, esencjonalny, intro całego wydarzenia. Minirecital duetu Agata & Roho. Są dla mnie objawieniem energii iskrzącej brzmieniem gitary Roho i porywającej wokalem Agaty. Oboje subtelnie odsłaniają dar artystycznej, ale też osobistej, synergii serc i myśli. Dzielą się nią, jakby zapraszając do udziału w tej metaartystycznej harmonii. Jednocześnie ujawniają nie tylko to, co ich wnosi ponad płaszczyznę twórczości muzycznej, ale i wyznają to, ku czemu podążają wspinając się po stopniach kreowania przeżyć, wręcz doznań wywoływanych tym, co śpiewając i grając oddają publiczności.

Słuchacze mogą w trakcie ich koncertów – tak też było i tym razem – poczuć coś, co przypomina wejście do nieznanego wcześniej miejsca, w którym trwają niemieszczące się w słowach fenomeny. Ich światło, ich ciepło, ich immanentny smak i (może) eschatologiczny horyzont. Agata i Roho podarowali nam na wejściu trzy cudownie brzmiące kompozycje. Pierwszy to mantra „Aad gureh nameh”, drugi to utwór „Both sides now” Joni Mitchell, zaś trzeci „Chcę widzieć Cię” – piosenka zespołu Fisheclectic. Wszystkie autorsko aranżowane i zagrane przez Roho oraz wyśpiewane przez Agatę.

Drugi impuls, łagodniejszy przez rozciągnięcie w czasie i licznie piosenek. To recital Mietka Szcześniaka i formacji „Projekt Nierówni”. Oparty o wiersze księdza poety Jana Twardowskiego splot tekstów z melodyką południowoamerykańską, złączone sytymi treściowo wypowiedziami, przenosiło w dziedziny wrażliwości na to, co jest domeną duszy, ale i na to, co stanowi oś ciała. A przecież obie sfery są w człowieku jednością i o tej właśnie jedności wewnętrznej i jedności ze Stwórcą opowiadał, a przede wszystkim śpiewał Mietek Szcześniak. Wiersz Księdza Jana, w którym refrenicznie przewija się fraza „Serce to jeszcze za mało żeby kochać” była – w moim odczuciu – apogeum i jednocześnie epicentrum tegorocznych Zaduszek Wokalnych.

Nie można chyba bardziej oddać słowami (perfekcyjnie otulonymi muzyką) istoty miłości. Miłości jaka jest wrażliwą struną biografii każdego człowieka, ale też nicią pozwalającą dotrzeć jednemu człowiekowi do drugiego, a każdemu z ludzi i nam wspólnie – do Boga. Za ten kolejny, szósty już wieczór zaduszkowo-wokalny dziękuje Agacie i Roho. To Wam zawdzięczam uzdrawiające zanurzenie w kojącej serce toni muzycznego piękna, jakim hojnie obdzielacie tak wielu. To cud, że jestem jednym z wielu obdarowanych.