„Forte – Piano” – taki był tytuł i motyw przewodni kolejnego (przed)wiosennego koncertu Open Vocal Art School. Było emocjonalne forte i piano. Było piano i forte talentów. Dynamiki fortissimo i pianissimo niosły najmocniejsze i najdelikatniejsze przesłania.
Strumienie dźwięków wydobywane klawiaturą i akordy powstające pod dotknięciem strun gitary stanowiły łagodne lub ostre tło dla głosów wokalistek. Od wydarzenie minęło już kilka dni, ale wciąż kreują stan wewnętrzny, do jakiego nie jestem przyzwyczajony. Co więcej, to postać rzeczywistości, w którą można się bez końca zapatrzeć słuchaniem. Pod wpływem pastelowych barw kłodzkich koncertów jestem na pewien czas wybity z rytmu szarej prozy. Ta ożywcza mentalnie i kulturalnie okoliczność podtrzymuje we mnie (i chyba nie tylko we mnie) poczucie, że piękno to nie tylko idea.
Przypomnijmy, według kolejności występów (z których większość można wysłuchać i obejrzeć na video poprzez You Tube), co działo się… „Wariacje Bachowskie” – Roho Konar, „You’re voice” – Milena Gajek, Maja Bogdał, Amelia Pinkiewicz, Wiktoria Sadowska, Agata Rychlińska, Natalia Chłanda, Laura Wodejko, Katarzyna Woźnicka, Martyna Czarnecka, „Someone like you” Amelia Pinkiewicz, „W spodniach czy w sukience” – Wiktoria Sadowska, „Zombie” – Natalia Chłanda, „Childrens crusade” – Maja Bogdał, „Only love can hurt like this” – Laura Wodejko, „Ostatnie pożegnanie” – Martyna Czarnecka, „Chandelier” – Milena Gajek, „Everything I wanted” – Agata Rychlińska, „Fallin” – Katarzyna Woźnicka, „Magiczne ognie” i „Jesteś lekiem” – Soul Mama: Agata Bilińska, Ewa Seweryn, Joanna Jakubowicz, Katarzyna Sułkowska, Karolina Wierzbowska, Ewa Mikołajczak, „My baby just cares for me” i „Scar” – Agata Bilińska, Roho Konar, „Listen to your heart” – Milena Gajek, Maja Bogdał, Amelia Pinkiewicz, Wiktoria Sadowska, Agata Rychlińska, Natalia Chłanda, Laura Wodejko, Katarzyna Woźnicka, Martyna Czarnecka.
Przebieg koncertu przez Swój obiektyw fotograficznie zapisała Magdalena Halikowska, za co dziękuję i co zobaczyć można w poniższym albumie…
Jak drobne punkty składają się na wielowarstwowy obraz, jak krople wody tworzą rzęsisty deszcz, jak płatki śniegu zasnuwają połacie pól, jak gwiazdy komponują się w konstelacje – tak każde słowo i każda fraza, każdy gest i każde spojrzenie składają się na niedostrzegalną, ale rzeczywistą tkaninę ładzącą ludzką percepcję i dającą człowiekowi jego niepowtarzalne i niezastępowalne istnienie pośród otaczającego go świata asumptów.
Impulsy owe, jakimi jesteśmy obdarowywani lub atakowani, odbieramy świadomie lub bezwiednie zmysłami i… niezmysłami, bo człowiek to nie tylko doznania, lecz i doświadczenia. To również wrażliwość i pamięć. To także łaknienie czy pragnienie, ale tęsknota. Muzyka jest jedną z tych tkanin, której subtelnością można się otulić, której delikatnością można pozwolić się dotknąć, w której złożoności można się schronić, której moc można eksponować i eksplorować nią myśl i wyobraźnię. Brzmienia muzyki są najpierw jakimiś przebłyskami światła, potem już jego wyraźnym blaskiem. Z początku drobne cząsteczki przebiegają przeróżnymi prostymi i krzywymi liniami, by znaleźć najlepszy z osiągalnych błysk, promień czy snop oddawany innym osobom, by z nimi współtworzyć i poszerzać krąg przepływów, przekazów, przemyśleń i przeżyć. Muzyka kojarzy się mi z… przedwiośniem. Jeszcze nie jest tak zielono, jakbym tego chciał, ale barwa ta jest już przeczuwalna i ciepłem przebija się (przebiśnieg!) przez chłód bieli.
Jestem subiektywnym „sprawozdawcą”, ale w sferze estetyki to raczej reguła, bo przecież każda i każdy z nas odbiera po swojemu odbiera i interpretuje to, co słyszy i widzi. Za to dziękując występującym osobom jestem bardziej obiektywny, bo każdy z występów i cały koncert zakończył się obfitym i zasłużonym aplauzem. W niniejszej relacji (poprzednimi razy zamieszczałem ją przede wszystkim na VVENA.pl od roku 2013 i na SudeckieFakty.pl od roku 2020) chcę z kronikarskiej potrzeby utrwalić i udostępnić jak najwięcej z tego, co 13 marca 2025 w Kłodzkim Ośrodku Kultury i jego gościnnych wnętrzach kawiarni „Pan Kawka” było dane nam wszystkim, którzy tam byliśmy. Także tutaj, czyli na moim blogu (dziękuję za odwiedziny w tej przestrzeni), gdzie publikowałem niektóre relacje od roku 2018, będę wkrótce wracać do niektórych popisów, aby w nie wniknąć głębiej i bardziej osobiście.
Tym razem więc niech ode mnie wystarczą powyższy album ze zdjęciami i poniższa kolekcja filmików, które załączam. Obie ręce miałem zajęte fotografowaniem i filmowaniem podczas koncertu. Teraz mam zajęte pisząc w odpowiedzi na usilną potrzebę podzielenia się pierwszym wrażeniem z tego, co było moim udziałem. A to jedynie skrawek niebieskiego nieba…