Ominęło mnie kilka dni temu wydarzenie, które od szeregu lat obserwowałem. Koncert „Miłość niejedno ma imię” to już swego rodzaju nasza miejscowa kulturalna tradycja. Mimo zmieniających się okoliczności, zazwyczaj w kalendarzowej okolicy „walentynek” można posłuchać słów i melodii nasyconych uczuciami.
Tym razem wydarzenie organizowane wytrwale przez Magdalenę Halikowską na scenie ząbkowickiej instytucji kultury – dwunaste już – ominęło mnie. Szczęśliwie jednak mogłem obejrzeć cały program w wersji video, czym już podzieliłem się na You Tube, gdzie odsyłam zainteresowanych i spragnionych przeżyć, które wykreowali młodzi ludzie. Bo to właśnie młodość i charakterystyczna dla wieku młodego energia serca emanowała z wszystkich wykonywanych punktów programu.
20 lutego 2026 r. na scenie pojawiła Natalia Molęda z ciepłą interpretacją piosenki „Świat to muzyka”. Agata Woźniczka, która wykonała utwory „Nie wiem czym jest miłość”, „Łódka” i „Pomidory” prowadząc wokalnie po bardzo różnych nastrojach uczuć. Zespół „Husaria” wystąpił z bardzo ekspresyjnymi wykonanymi piosenkami „Kochałem” oraz „Akustyczny”. Barbara Barylak refleksyjnie zaśpiewała „Tamtą dziewczynę” i „Księżniczkę”. Bartosz Pajdak śpiewał solo „Chodź, przytul, przebacz” wytwarzając aurę listu miłosnego, a zespołem piosenką „Pomiędzy” przypomniał zapomniane brzmienia prywatek. Formacja „Out of Sync zaprezentowała sentymentalno-dynamiczną interpretację piosenki „Nic się nie stało”. Wiktoria Olejnik odświeżyła nostalgiczno-optymistyczny utwór „Moja i twoja nadzieja”. Tomasz Blicharski zagrał na saksofonie pełne ciepła klasyczne kompozycje „What a wonderful world” oraz „Can’t help falling in love”. Julia Krawczyk medytacyjnie zaśpiewała solo „Etc” i „Absolutnie”, zaś w duecie z Krzysztofem Kasprzykiem piosenkę „Nadzieja”. Kalina Halikowska recytowała „Nic dwa razy się nie zdarza” i śpiewała z właściwą sobie radością „Przytul nas wielki świecie”. Na scenie trzykrotnie wystąpiła formacja taneczna „Różyczki”. Repertuar – jak widać z powyższego – był bogaty w bardzo różne emocjonalne smaki i kolory.
Tegoroczna edycja koncertu „Miłość niejedno ma imię” w pewnym sensie była odejściem od lirycznej dominanty na rzecz szeregu występów w klimacie ostrych brzmień wokalnych i instrumentalnych. Pojawiły się także występy taneczne. Była zatem spora amplituda emocji, choć wszystko obracało się wokół motywu uczuć, choć – jak to wśród ludzi – przeżywanych i eksponowanych inaczej. To, co trzeba oddać, żadnemu z wykonawców nie można odmówić zaangażowania i chęci podzielenia się wspomnianą już energią serca.
Jako wirtualna część publiczności, która słuchała i oglądała występy, dziękuję każdej i każdemu z wykonawców – co powtórzę – za energię serca. Dobrze, że i tym razem, stworzyliście baterię energii uczuć, tak potrzebnej nam wszystkim na co dzień.
Jako że jestem przywiązany do liryczno-sentymentalnych brzmień, więc „Łódkę” Agaty Woźniczki – za pogodę głosu i optymizm ducha, „Chodź, przytul, przebacz” Bartosza Pajdaka – za kojący spokój i wokalną szczerość, oraz „Can’t help falling in love” Tomasza Blicharskiego – za oddanie nutami wibracji oryginału piosenki, która powstała w roku moich narodzin, doklejam do niniejszej relacji. Wszystkie dwadzieścia dwa utwory można wysłuchać i obejrzeć na moim kanale You Tube, lajkować i podawać dalej.
Video: „Videostyl” Ząbkowice Śląskie Foto: Janusz Halikowski

























