Nie ma dnia, abyśmy nie dostawali obszernej i jałowej zarazem, niczym wata cukrowa, porcji medialnych komunikatów. Cukier szybko syci, wata błyskawicznie rozpuszcza się w ustach, słodycz zaczyna mdlić i odkładają się kalorie. Większość z nich ma znikomą wartość informacyjną dla zwyczajnego odbiorcy i służy raczej przekonywaniu przekonanych. To taki swoisty wypas…

Nawet zestawianie ich ze sobą (w celu porównania) nie przynosi efektu w postaci uzyskania zobiektywizowanej treści. Na wysiłek porównywania decyduje się zresztą nieliczna grupa czytelników, słuchaczy, telewidzów czy internautów. Nie mogę posłużyć się dostępnymi od ręki wynikami badań socjologicznych, ale mam przeświadczenie graniczące z pewnością, że większość z nas tylko konsumuje przekazy medialne. Życie w swoistej medialnej bańce informacyjnej jest łatwiejsze. Trud samodzielnej analizy przyjmowanych komunikatów wymaga z jednej strony orientacji w danym temacie (a przecież nie można orientować się we wszystkich ani nawet w większości problemów), a z drugiej strony wyciągania wniosków. Konkluzje przyjmowane niezależnie prowadzą dość często do kolizji z interpretacjami autorów rzeczonych już komunikatów. „Wszywają” oni w treść będącą nominalnie informacją swoje narracje. Oddzielanie informacji od jej interpretacji stanowi wprawdzie kanon rzetelnego dziennikarstwa, a publicystyka nie jest stricte dziennikarstwem, jednak oba gatunki aktywności medialnej mieszają się. Trzeba zatem sporego osobistego zaangażowania, aby odcedzać z medialnego zalewu treści, wnoszące wartość komunikatywną, inspirujące do refleksji i aktywności oraz umożliwiające debatę nad informacją, której rezultatem powinna być partycypacja w dobru (wspólnym dobru) oraz eliminacja lub przynajmniej ograniczenie zjawisk negatywnych, dezintegrujących jednostkę i społeczeństwo czy wręcz prowadzących do agresji lub autoagresji.

Kilkanaście dni temu wymieniłem się z moim przyjacielem poglądami o tym, co dzieje się w Ząbkowicach Śląskich jeśli chodzi o kondycję społeczności lokalnej w naszej gminie. Obaj jesteśmy mocno przejęci tym, co ząbkowickie, a patrząc na obraz pt. „Ząbkowice Śląskie 2018” bardzo chcielibyśmy podzielać tzw. urzędowy optymizm, ale bez używania przysłowiowych różowych okularów, nie jest to możliwe. Należąc do kręgu osób z nabytym lub wrodzonym przekonaniem, że racjonalne myślenie jest bezpieczniejsze, widzimy nasze miasto (gminę) w naturalnych – czyli prawdziwych – barwach. Mój rozmówca – w pewnym momencie naszego dialogu – zauważył, że w naszej gminie demokrację zastąpiła idiokracja.

W pierwszej chwili skojarzyłem to sformułowanie z amerykańskim filmem pod tytułem „Idiokracja”, który ponad dziesięć lat temu w szaty komedii ubrał dość ponure proroctwo przyszłej cywilizacji. Uczestnicy eksperymentu wymyślonego przez twórców filmu po długiej hibernacji obudzili się kilkaset lat później i okazało się, że „nowa” ludzkość to zbiorowość ludzi, którzy w wyniki „postępu” utraciła zdolność do samodzielnej oceny faktów i de facto stali się „trybikami”. Nie było szans na powrót do „swoich czasów”, więc musieli znaleźć sposób na życie w zastanej rzeczywistości. Po paru chwilach doszło do mnie, że teza o przewadze wpływów idiokracji nad mechanizmami demokracji w odniesieniu do naszej lokalnej społeczności nie jest pozbawiona cech prawdziwości. I to mimo swojej ekstremalnej wymowy.

Widać to doskonale, gdy przychodzi dyskutować na argumenty z osobami deklarującymi poparcie dla ekipy urzędującej od 2010 r. w ząbkowickim magistracie. Obrazoburcze jest to, co piszę, ale koncentracja na idiokratyzowaniu ząbkowiczan przez minionych osiem lat przyniosła oczekiwane efekty. Jeśli bowiem ludzie nie dostrzegają związków przyczynowo-skutkowych i choćby nie porównują kierunku, w jakim zmierzają sprawy naszej gminy w zestawieniu z ościennymi czy podobnymi samorządami; jeśli punktem odniesienia staje się przeciętność i jeśli zadowolenie na poziomie ekstazy wywołuje przekładaniec imprez i obiecanek okraszany rozdawaniem świecidełek oraz wspólnymi pląsami – to co to wszystko oznacza? Reakcje idiosynkrazyjne stają się nieuniknione, co wprost prowadzi do dezintegracji społeczności. A tego nie chce nikt, kto dobrze życzy Ząbkowicom.

Zapas cukru wyczerpuje się (mimo pożyczania kolejnych worków). Nawet jeśli (dzięki podniesieniu temperatury) wata zachowuje objętość i nawet jeśli miewa różne kolory (przez dosypanie barwnika), słodycz wcześniej czy później okaże się iluzoryczna. Słone łzy i pieprz zgrzytający miedzy zębami mogą się okazać objawami wybudzenia z hibernacji. Będzie gorzko.