Odkąd mamy basteję zamkową „odtworzoną” z suporexu, sądziłem, iż nie będzie już niczego, co bardziej unaoczni jakość myślenia o mieście w ścisłym kręgu decydentów.

Przykładów jest znacznie więcej przez minionych osiem lat. Nawet biorąc poprawkę na dopuszczalny margines błędu, skala niwelowania ambitnych celów oraz miałkość i fasadowość akcji prowadzonych przez ekipę podwładnych urzędującego od 13 grudnia 2010 r. burmistrza Ząbkowic Śląskich – powala. W ramach kampanii wyborczej jesteśmy raczeni przez Marcina Orzeszka filmikami wrzucanymi do sieci, gdzie słyszymy narrację sukcesu „za nami” i świetlanej przyszłości „przed nami”. Nie ma w tej akcji niczego nadzwyczajnego, bo ani forma, ani treść nie odstają od dotychczasowej formuły autopromocji pana burmistrza. Oddaje ona jego styl i trafia w upodobania jego sympatyków. W zasadzie nie nazwałbym tego kampanią wyborczą Marcina Orzeszka, bo w tym roku nie prowadzi on agitacji. Marcin Orzeszek utwierdza swoich zwolenników w przekonaniu, że było, jest i będzie dobrze. To ma wystarczyć do zdobycia większości głosów w pierwszej turze i wyciągnięcia większości w nowej radzie miejskiej.

Udało się jednak Marcinowi Orzeszkowi (przypuszczam, że bez świadomości skutków) wyjść z pułapu przeciętności. Najpierw, gdy miesiąc temu stojąc w tle fontanny pod ząbkowickim ratuszem, zapowiedział przebudowanie tejże fontanny „bo cieknie”. Instalacja ma dwadzieścia lat i wykonana w zupełniej innej technologii dożyła swojego czasu. Kwestią gustu jest jej kształt, ale fakt, że „cieknie”, a nowa nie będzie cieknąć to rzeczywiście szczytny cel na kolejną kadencję. Jestem chyba jedyną osobą, która może szczerze powiedzieć panu burmistrzowi, że filmik jest kompromitujący. Okraszenie obietnicy wybudowania nowej fontanny (w kontekście niemal identycznej obietnicy sprzed kilku lat, w myśl której miała powstać nowa fontanna w pobliżu placu Jana Pawła II i do dzisiaj jej nie ma, choć wydano pieniądze gminne na jej projekt) to przysłowiowa „zasmażka”.

Dzisiaj jednak Marcin Orzeszek (wspólnie ze swoim zastępcą, którego dotąd oceniałem jako rzeczowego urzędnika) przebił szklany sufit umiaru albo – jak kto woli – zanurzył się w mule poszukując dna ignorancji.

W pierwszych zdaniach słyszymy o tym, że obaj panowie chcą „przedstawić koncepcję zagospodarowania terenu za naszymi plecami”. Wyostrzam wzrok i słuch. Znajdujemy się na ulicy Powstańców Warszawy, a z tyłu mamy ulicę Żeromskiego”. Otwieram szeroko oczy. „Teren, który za nami tutaj widzicie planujemy wypełnić wodą, czyli wykonać tak zwany zbiornik retencyjny”. Jeszcze szerzej otwieram usta, bo zaczyna brakować tchu. „Docelowo ten zbiornik retencyjny będzie można również wykorzystywać rekreacyjnie, a więc poprzez pływanie różnego rodzaju rowerami wodnymi, kajakami, pontonami”. Serce zaczyna bić nierówno. „Jeżeli stan wody znajdującego się tu potoku Zatoka będzie na tyle dobry, że będzie można go wykorzystywać również jako kąpielisko, to tak też ten zbiornik będzie wykorzystywany”. Leżę. „O szczegółach będziemy państwa informować. A teraz pozdrawiamy państwa serdecznie i życzymy wszystkiego dobrego”. Ogarnia mnie histeryczny śmiech. Ze zmęczenia śmiechem zasypiam. Śni mi się rejs po jeziorze ząbkowickim. Snuję się statecznie rowerem wodnym pomiędzy kąpiącymi się dziećmi a balansującymi na pontonach zakochanymi parami. Nagle z tyłu słyszę niepokojący dźwięk motorówki. Pogotowie wodne przez tubę budzi mnie, krzykliwym głosem „To tylko wyborcze bajki!”. Koniec snu.

Nie wiem na co liczy Marcin Orzeszek wypuszczając ten filmik. Być może na to, że fani łykną bajkę. Bajkę o tym, że obok budującego się od ośmiu lat krytego basenu, obok starego basenu, który ma być – według innej obietnicy burmistrza – poddany kapitalnemu remontowi, niedaleko od zapuszczonego oczka wodnego (nomen omen przy ul. Powstańców Warszawy, gdzie panowie kręcili filmik), i co najważniejsze: w miejscu, gdzie są zlokalizowane studnie wody pitnej dla miasta – będziemy mieć staw czy jezioro (w „koncepcji” pada słowo „zbiornik”).

W tym momencie zaczynam się niepokoić o to, co jeszcze może się pojawić na przedwyborczym straganie Marcina Orzeszka. Naprawdę nie ma granic odpowiedzialności za słowo?

Pozwolę sobie na koniec jedynie przypomnieć, że już ponad rok temu zgłaszałem inicjatywę wybudowania kosmodromu w Ząbkowicach Śląskich. Nie roszczę sobie praw autorskich, ale będę wdzięczny za zaproszenie na otwarcie placu budowy. Mamy jeszcze dwa tygodnie, termin da się uzgodnić.

  • PS 1: Jak już puszczamy wodze nieposkromionej chłopięcej fantazji, to może mający powstać zbiornik wodny, zimą przekształcić w wielkie lodowisko? I będziemy mieć całoroczny ośrodek aktywnego wypoczynku. Jesienią urządzimy tam konkursy dla wędkarzy, a wiosną będziemy mogli kręcić filmy grozy o ząbkowickim bagienku. Tak czy inaczej mamy absolutny produkt „made in Ząbkowice”!
  • PS 2: Marketingowo filmikiem o „zbiorniku” osiągnięto cel, bo ludzie mówią o burmistrzu z imienia i nazwiska. Nie będę cytować.