Dwanaście razy powtarzało się koniugowane na różne sposoby słowo „pozdrawiam” w dzisiejszym pierwszym czytaniu mszalnym. Lektor, który udostępnił wiernym przewidziany na dzisiaj passus z 16 rozdziału Listu Świętego Pawła do Rzymian, wykazał się rzadkim darem liturgicznego czytania. Tekst zabrzmiał tak, jakby przemawiał do nas sam Apostoł Paweł godzący porywczość z łagodnością, dzięki czemu jego świętość tak wyraziście wpisała się w dzieje chrześcijaństwa.

7 razy słyszymy „pozdrówcie”, 1 raz „pozdrawiają”, 1 raz „pozdrawiam” i 2 razy „pozdrawia”. Wśród adresatów tych wezwań mowa jest m.in. o: „współpracownikach (…), którzy za moje życie nadstawili karku”, o pewnej kobiecie, jaka „poniosła wiele trudów dla waszego dobra”. Autor listu wymienia także „moich rodaków”, tego, który jest „gospodarzem moim i całego Kościoła”, a nawet „skarbnika miasta”. Święty Paweł wskazuje konkretne osoby z imienia i roli pełnionej przez nich w określonej geograficznie wspólnocie. Nie tworzy jednak na karcie listu obrazu archipelagu odrębnych wysepek chrześcijaństwa, ale maluje mozaikę, z której wyłania się wers po wersie jeden Kościół. Zwrot „pozdrawiam” jest synonimem spoistości nie tylko formalnej, czyli wynikającej z przyjęcia Chrystusa, ale tej niepisanej, bo wynikającej z podobnie przeżywanej wspólnoty wiary. Ów duchowy klimat do dzisiaj fascynuje, bo jest przecież istotą Kościoła – domu ojczystego chrześcijan.

Pozdrawiamy kogoś witając w miejscu wspólnym dla nas. Ślemy pozdrowienie zaczynając klasycznie pisany list. Prosimy o przekazanie pozdrowień poprzez osoby trzecie tym, o których serdecznie myślimy. Radujemy się pozdrowieniami, jakie otrzymujemy od ważnych dla nas ludzi. Kształt, znaczenie…, więcej: waga słowa „pozdrawiam” dzisiaj, w dniu Narodowego Święta Niepodległości, nabierają szczególnej wartości. Gdybyśmy umieli myśleć w Polsce – także tu, gdzie mieszkamy, żyjemy i pracujemy – pozdrawiać się tak szczerze, jak czynił to Apostoł Paweł i wypowiadać to słowo z taką atencją, jak wspomniany na wstępie lektor, może ostrość wszystkich słów czy dobitność naszych gestów służyłyby bardziej wyrażaniu troski o innych i to, co jest naszym dobrem wspólnym, niż deprymowaniu i stygmatyzowaniu ludzi mówiących, jak my, po polsku. Polska to przecież dom ojczysty Polaków.

Dom, do którego w dziejach Polski tak wielu tęskniło, tak wielu nie zdołało wrócić, w którym jesteśmy u siebie jak nigdzie indziej. Gdy dzisiaj wieczorem, podczas zorganizowanego społecznie spotkania wypełnionego patriotycznym śpiewem, usłyszałem piosenkę „Powrócisz tu…” w wykonaniu Agaty Woźniczki ze Stoszowic, przeszło mi przez myśl, że ta piosenka wygra konkurs i tak się stało. Jeszcze bardziej jednak poruszające było dla mnie wyśpiewane przez tę uzdolnioną wokalnie nastolatkę przesłanie. Skądkolwiek bowiem wracamy, to zawsze do jednego tylko miejsca. Do domu.