Pod wpływem majowych emocji składam formalny wniosek, aby przystąpić do procedury zawarcia nowego porozumienia partnerskiego Ząbkowic Śląskich. Jestem zdeterminowany prosić panie i panów radnych oraz włodarza gminy, aby uwzględnili moją petycję nim ktoś inny uzna, że szansa jest niezwykła i rzekłbym absolutnie wyjątkowa. Zanim jednak przejdę do sedna, poczynię wstęp, który pokornie proszę przeczytać ze zrozumieniem.

Najpierw, czyli dwa tygodnie temu, wylądował w naszym mieście zielony elf i zarzekał się jak mógł, że „nie jesteśmy idealni i bezbłędni”. Snuł w domu ludowym bajki z mchu i paproci, a słuchacze dawali się kołysać kolejnym fraszkom i frazom, w myśl których świat byłby piękniejszy, gdybyśmy widzieli go przez różowe okulary wiary, że było dobrze, tylko o tym nie wiedzieliśmy, no i będzie lepiej, jak się o tym dowiemy. W tle miał szacowne sztandary w oczach widza tworzące nimb wodza. Mieszczuch z krwi i kości kreujący się na człowieka prosto z roli, nawijał co mu ślina na język przyniosła, a że spieszył na następny występ do siedliska swoich amatorów do grodu metropolitalnego, z tematu na temat zaliczał coraz większy odlot.

Tydzień później przyleciał do naszego miasta równie wysoki, co poprzedni gość, i równie pasjonujący w tym, co wygłaszał. Tamten miał krawat, ten miał muszkę. Za pierwszym stały partyjne sztandary na stojakach, za drugim restauracyjna kotara zasłaniała mizerię rzeczywistości zza okien. Jeden i drugi mówili, co wiedzieli, choć nie można mieć pewności, że wiedzą, co mówią. Stek farmazonów wcale nie jest lepszy od bigosu andronów. Wizja świata bez podatków w wydaniu przybysza z obecnej stolicy była równie realna jak pomysł na zrównanie wsi z miastem snuty przez gościa z dawnej stolicy. Bajdurzenie o wyższości mężczyzn nad kobietami jest równie ujmujące jak bajanie o górowaniu „mojej opcji” nad „ich opcją”. Z minuty na minutę odlot był coraz większy.

I wreszcie dzisiaj już nie jeden, ale cała załoga z rozmaitych zakątków partyjnego światka zawinęła do nas i zatrzymała się w prestiżowym punkcie, jakim jest ratusz. Z okiennic widać było kominy sąsiednich kamienic, dalekie horyzonty, wnętrze było majestatyczne, a w tle pojawiły się logotypiczne reklamy ugrupowania. Wyjątkowość tego wydarzenia polegała nie tylko na zbiorowym wizytowaniu naszego miasta, ale i na tym, że cumowanie zapewnił włodarz we własnej osobie. Goście bowiem „z jego bajki” przybyli, zatem witał ich na początku i dziękował na końcu, ale też nawigował w trakcie konwentyklu. Przybysze czuli się jak u siebie w domu i nawijali makaron na uszy zaczynając od subtelnie cieniutkiego (jak do weselnego rosołu), poprzez rurkowanego (idealnego do zapiekanek) na nieco twardszym „al dente” (do sosu „bolognese” w sam raz) skończywszy. Mlaskaniu wśród tubylczej rzeszy nie było końca, a więc ekipa odlatywała w tempie (g)astronomicznym.

Trzy tak znaczące odloty w jednym miesiącu wyraziście sygnalizują, że miasto nasze – Ząbkowice Śląskie – stają się kosmodromem dla osób znanych z tego, że są znane jako politycy. Warto dać się ponieść fali entuzjazmu, jaki poszczególni goście niewątpliwie wzbudzali wśród swoich fanów. Dlatego zgłoszony na wstępie wniosek twórczo rozwijam i to na miarę niepohamowanej radosnej twórczości owych przybyszów. Proponuję zatem i nawet nalegam, by rozpocząć starania o nawiązanie przyjacielskich kontaktów i partnerskiego układu z miastem Bajkonur. Dla zdezorientowanych przypomnienie: miasto położone jest w Kazachstanie, liczy sobie ok. 70 tys. mieszkańców i jest administrowane przez Rosję. Dlaczego? Otóż od 1955 r. znajduje się tam najsłynniejszy chyba kosmodrom o tej samej nazwie, a ci którzy pasjonują się astronautyką wiedzą, że z tego właśnie miejsca w swój lot kosmiczny wystartował pierwszy kosmonauta Jurij Gagarin, także pierwszy i jedyny polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski.

Czas najwyższy, abyśmy zaczerpnęli doświadczeń od położonego od Ząbkowic Śląskich o ok. 52 godziny miasta Bajkonur doświadczenia, a może też podzielili się swoimi w dziedzinie odlotów na miarę kosmosu. I może nasz włodarz, o którym entuzjaści mówią, że jest „odlotowym burmistrzem” zostałby pierwszym kosmonautą z Ząbkowic Śląskich?