Fluktuacja znaczeń w połączeniu z wypieraniem wagi słów na rzecz ich siły perswazyjnej powodują, iż słowa coraz mniej znaczą. Mówione, pisane, czytane, słyszane ulegają deprecjacji do tego stopnia, że pojawia się w nas skłonność do ich odrzucania lub ograniczania przestrzeni dla słów.

A przecież pierwsze jest zawsze słowo, po nim dochodzi do czynu, a następnie mamy jego opis. Tak zwyczajnie przebiega proces określany związkiem przyczynowo-skutkowym. Nie ma przypadków, są za to zbiegi okoliczności, ale i ich łańcuch zdarzeń i efektów zawsze ma początek werbalny, a finał praktyczny. Ciężar słowa (lub jego lekkość) daje impuls faktom, może je także dezawuować lub nawet je wykluczać. Posługujemy się słowami w stosunku do siebie samych i w relacjach z innymi ludźmi. Słowa zaistniałe w umyśle, słowa przełożone na decyzje, ale i deformowanie słów poprzez nadawanie im innej treści, a co za tym idzie zniekształcanie odniesień do innych osób i uderzanie we własne istnienie – to wszystko ma niesamowicie subtelny, rzekłbym finezyjny charakter.

Gdy ludzie śpią, w umysłach kreatorów przekazów medialnych w czcionki, zdania, frazy i teksty przekuwane są zasoby informacji pozyskane w czasie, gdy większość z nas zajęta jest swoimi sprawami. W newsroomach tworzone są narracje, które coraz częściej zdają się zastępować opis faktów. Pojawia się nawet teza, że o ile kiedyś mówiło się, że „władzę ma ten, kto ma wiedzę”, to obecnie należy uznać, iż „władza należy do tego, kto tę wiedzę streszcza”. Szum w jednej sprawie wypierany jest przez większy szum w innej sprawie. Skandaliczne zachowania, które wczoraj bulwersowały, dzisiaj bledną wobec nowych skandali. Afera, o której mówiono i pisano, że jest największa, okazuje się niewielką wobec tej, o której słyszymy lub czytamy dzisiaj. Treści zapowiadane jako medialne bomby okazują się socjotechnicznymi kapiszonami, podczas gdy naprawdę poważne procesy przechodzą pod zasłoną dymną pozornych sensacji i zmieniają (oby tylko na dobre, ale wiadomo, że to nie jest możliwe) środowisko, w jakim się na co dzień obracamy.

Mogliśmy usłyszeć parę dni temu, nagraną skrycie, spontaniczną reakcję powszechnie znanego polityka na – jak się zdaje – niepojętą z jego punktu widzenia modę noszenia „podartych” spodni. Dla jednych wszystko zasługuje na #jprdl . Inni odnoszą się do faktów poprzez #jcnm . To też są słowa, ale jakże inne od siebie. I jak wiele mówią o tych, którzy ich używają.