Miasto mojego urodzenia. Miasto moich pierwszych kroków przez życie. Miasto, z którym czuję się nierozerwalnie związany. Miasto, którego kształt i rozwój był i jest, będzie, nieustannie źródłem inspiracji. Miasto, którego oblicze zmienia się.

Drugi już tom albumu „Ząbkowice Śląskie na dawnej widokówce”, podobnie jak pierwszy wydany pół roku temu, uzmysławia jak bardzo zmienił się wizerunek miasta. Dzisiaj odbyła się promocja tomu drugiego, a ja często wracam do pierwszego z serii, jaka ma się ukazać dzięki prywatnej inicjatywie pasjonatów historii. Relacja z dzisiejszego spotkania ukaże się na Ząbkowice4YOU.pl

Wizerunek w znaczeniu słowa „wygląd” i w znaczeniu słowa „funkcjonalność”. Także wizerunek rozumiany jako obraz miasta w postrzeganiu jego mieszkańców i obserwatorów. Dla jednych i drugich wizerunek w dwóch pierwszych rozumieniach wpływa na jego subiektywną ocenę. Jest też czynnikiem przesądzającym o obiektywnie mierzalnej jakości życia w mieście.

Pojmując – często współcześnie stosowanymi kryteriami marketingowymi – pozycjonuje markę miasta, co z kolei indukuje wartość inwestycyjną miasta. Ta wartość nie opiera się tylko o poziom skłonności do lokowania przedsięwzięć biznesowych. To również niebagatelne kwestie: primo – stopnia utożsamiania się z miastem przez jego mieszkańców, secundo – poczucia sensu trwałego osiedlania się w mieście przez osoby spoza niego, tertio – potencjału magnetycznego miasta wobec ludzi, którzy z różnych względów (studia, praca, sytuacje losowe, etc.) faktycznie wyemigrowali zeń, ale mogliby tu wrócić, aby znów stać się ogniwem lokalnej społeczności.

Rzeczony już album w obu odsłonach obrazuje jak wyglądały Ząbkowice Śląskie ponad 70 i więcej lat temu. Nikt nie zaprzeczy, że teraz nie ma już naszego miasta takiego, jak wtedy. Oczywista na tak długim dystansie czasu ewolucja nie ominęła żadnego miasta na świecie. Obok tego cywilizacyjnie naturalnego procesu, są jeszcze zmiany wynikające z działań lub zaniechań kolejnych pokoleń i ich elit (jakkolwiek słowo „elita” rozumieć). I widokówkach może ktoś powiedzieć, iż są egzemplifikacją kultury masowej, swoistych upodobań i stylów właściwych danej epoce. Co do tego zgoda. Są jednak odzwierciedleniem powszechnie w danych czasach akceptowanej percepcji miasta oraz treści i kierunku jej eksponowania. W odróżnieniu do opracowań urbanistycznych i analiz, jakie zawsze prowadzili przedstawiciele rozmaitych profesji, stanowią coś, co można nazwać potocznie uformowanymi odczuciami o tym jakie miasto jest, jak się w nim mieszka, jak się w nim spędza czas, co stanowi unikatowy urok miasta.

Poza tym wszystkim, co napisałem powyżej, jest jeszcze jeden wątek wymagający zaznaczenia. Jeszcze 10 i więcej lat temu, widokówki były popularną formą przekazywania zwięzłych serdeczności, ale technologiczny postęp sprawił, że najpierw sms, potem mms, a teraz całe mnóstwo innych komunikatorów, przesunęło fenomen widokówek do niszy. W polskich warunkach pomiędzy 1945 a 1989 rokiem widokówki, jak wszystkie publikacje, przechodziły sito państwowej cenzury. Nie eliminowało to z obiegu ciekawych zdjęć, ale zawężało promowane obrazki do kręgu stereotypowych fotograficznych schematów. Początek lat 90. uwolnił wydawców widokówek spod rygorów politpoprawności, ale zbiegł się ze wspomnianymi zmianami w sposobach komunikowania się. Najpierw upowszechnienie dostępu do telefonii, chwilę potem wejście i następujące niezwykle dynamiczne zmiany w internecie, przeniosły strumień dotąd papierowych obrazków do rzeczywistości wirtualnej. Trudno zatem porównywać obraz miasta z setek czy nawet tysięcy „dawnych widokówek” (które z dużym stopniem prawdopodobieństwa da się enumeratywnie zebrać i zobaczyć, czego dowodzi kolekcja Stanisława Ignaciuka, będąca kanwą albumu) z dziesiątkami tysięcy zdjęć, jakie są zamieszczane w sieci publicznie i wielokrotnie większą liczbą zdjęć przesyłanych w prywatnej korespondencji lub zamkniętych kręgach internautów. W istocie takiego porównania nie da się przeprowadzić. Nie oznacza to, że nie można w pewnym stopniu naszkicować powszechnie akceptowanego wizerunku miasta, ale środowisko digitalne oraz masowość zjawiska fotografii cyfrowej znacząco zmienia charakter  tego, co nazwalibyśmy „nowymi widokówkami”.

Gdzieniegdzie dostrzec można renesans widokówek w papierowej wersji (wydawanych okazjonalnie czy w celach kolekcjonerskich) lub można się spotkać mutację widokówek w formie wirtualnej, ale graficznie łudząco podobnych do papierowych, ale generowanych półautomatycznie i wysyłanych pocztą elektroniczną lub indywidualnie drukowanych (w tej drugiej wersji można także stworzyć własny znaczek pocztowy stanowiący swoiste uzupełnienie takiej widokówki) i doręczanych tradycyjnie. Ta współczesna gałązka w domenie widokówek nie ma jednak tak dużego znaczenia, jak miały onegdaj widokówki.

Obejrzyjcie oba tomy albumu „Ząbkowice Śląskie na dawnej widokówce”, a w oczekiwaniu na kolejne zapowiadane dwa, rozejrzyjcie się po mieście. To są dwa światy. Który jest piękniejszy?