Mogę o sobie powiedzieć, że jestem bywalcem koncertów organowych w Bardzie. Nie uda mi się w tym roku być na każdym, nad czym ubolewam, ale mam to szczęście, że w latach poprzednich żadnego nie opuściłem, a w tym roku już dwukrotnie trafiłem na wyśmienity repertuar w świetnym wykonaniu. Ta dwuzdaniowa formułka mogłaby wyczerpać temat, ale nie dzisiaj.

Dzisiaj bowiem wspaniałe instrumentarium bardzkiej bazyliki ożywiła Ourania Gassiou. To był jej pierwszy występ w Polsce. Rodowita Greczynka, na co dzień mieszkająca w Anglii, a koncertująca po całej Europie wirtuozka przebudziła każdą z piszczałek. Kompozycje Bach, Mendelssohna i Liszta, ale też transkrypcje utworów tanecznych zakorzenionych w tradycji Hellady – brzmiały przez ponad godzinę. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że kultura muzyczna Grecji praktycznie nie zna organów, bo w tamtejszych świątyniach tego instrumentu nie stosuje się w liturgii. Artystka nie tylko, że przełamała schemat swojego rodzinnego kraju, ale także stała się jedną z najwybitniejszych organistek w Europie. Ourania Gassiou urodzona w Atenach, uczyła się gry na fortepianie u Viny Tsopela w Konserwatorium Filiposa Nakasa, gdzie ukończyła w 1999 roku najwyższe wyróżnienie. W 2004 r. otrzymała stypendium, aby kontynuować studia w Royal Academy of Music pod kierunkiem Nicolasa Kynastona. Jest mistrzynią Ateńskiej Sali Koncertowej i od 2008 r. gra na organach francuskiej katedry protestanckiej w Londynie. Została już uhonorowana wieloma nagrodami, gra na wielu festiwalach i regularnie bierze udział w różnych kursach mistrzowskich.

Imię Ourani Gassiou odnosi się do jednej z mitologicznych muz i można je tłumaczyć jako „Niebiańska”. I rzeczywiście muzyka organowa w jej wydaniu miała niebańską energię. Wyzwoliła bowiem z bardzkiego instrumentu chyba wszystkie brzmienia i ukryte w nich moce. Niezależnie od stylistyki charakterystycznej dla danego twórcy utworu, do której Ourania odnosiła się z pietyzmem, kreowała z każdego granego dzieła niesamowitą kaskadę emocji. Miałem dar obserwowania z bliska i widziałem, jak artystka była niemal zespolona z każdym z dźwięków, jakie pojawiały się dzięki jej maestrii. To był przedsionek nieba! Naprawdę #piękno_istnieje