Myślenie zajmuje czas, a mówienie prawdy nie przysparza przyjaciół. Co w takim razie proponował nam Zbigniew Herbert, stawiając imperatyw: Podstawowym obowiązkiem intelektualisty jest myśleć i mówić prawdę. I dodając dalej, że oznacza to siłą rzeczy odpowiedzialność za słowo.

Nie spodziewałem się, że zorganizowany w „moim” Liceum już po raz 17. powiatowy konkurs ortograficzny, przysporzy mi tak wielu inspiracji! Nie startowałem w corridzie językowej, bo to było przeznaczone nastoletnim pasjonatom poprawnej polszczyzny. Gdy już było po wszystkim i mogłem przeczytać teksty obu dyktand (gimnazjalnego i licealnego), musiałem się przed sobą przyznać, że dość dużej wprawy w pisaniu, miałbym nieco kłopotów z poprawnością. Jednak nie sprawdzian z ortografii przykuł moją uwagę, lecz montaż poświęcony biografii i twórczości Zbigniewa Herberta. Licealiści (czyli „moi” młodsze koleżanki i młodsi koledzy), pod okiem swoich pań polonistek (w tym mojej Żony) zaprezentowali program nazwany „artystycznym”, ale w istocie to było bardzo sprawnie opracowane zaproszenie, by zbliżyć się do Herberta i przybliżyć sobie jego dorobek.

Zbliżyć… Życiorys Herberta nie mieści się w encyklopedycznych czy podręcznikowych standardach. Nie wystarczy więc kliknąć na jakąś sieciową bazę danych, bo ten mieliśmy wśród nas jeszcze 20 lat temu, człowieka wolnego, bo myślał. Bacznie obserwował otaczającą jego i nas rzeczywistość i samodzielnie opisywał jej fakturę. Przybliżyć… Nie czuję się znawcą Herbertowskiej twórczości, lecz na podstawie fragmentarycznej orientacji mogę z przekonaniem zauważyć jego bezkompromisowość wobec znajdowanej i nazywanej po imieniu rzeczywistości.

Jakże rzadko jest nam dzisiaj dane spotykać ludzi tak bardzo wiernych odkrytej, rozpoznanej i nazwanej prawdzie. Młodzież licealna – tego nie wiem, ale jakby przeczuwam – może jeszcze nie zdawać sobie sprawy z tego, że odsłaniając przez swoimi rówieśnikami i przed nauczycielami obecnymi na wczorajszym edukacyjnym wydarzeniu w ząbkowickim LO, w istocie dotykają, może nawet doświadczają, zjawiska intelektualizmu.

Humanistyka jest w defensywie wobec nauk ścisłych, a szczególnie hegemonicznie ustawionej w systemie szkolnym matematyki. Zbyt wielu przypisuje zbyt wiele kalkulacjom, konstrukcjom i strukturom. Generowana w ten sposób transakcyjna dominanta w siatce relacji międzyludzkich, wprawdzie przynosi wymierne korzyści i nie jest bez praktycznej wartości, nie rzuca jednak światła i nie jest formułą objaśniającą najistotniejsze ludzkie predyspozycje i powstające dzięki nim wartości. Co więcej, wbija człowieka w błędne przeświadczenie, iż wszystko da się wyliczyć, zmierzyć i zważyć, a dalej każdą relację z innymi wycenić (w przypadku nieopłacalności zerwać). I co gorsza, orientuje liczne osoby na mechanicystyczny stosunek do innych ludzi i do siebie. Ludzie mogą być przedmiotami, to czym są przedmioty? Tu być może tkwi odpowiedź na pytanie o etiologię kultu jednorazowości i jednorazówek.

Życzyłbym młodzieży, która wczoraj w trybie tak pasjonującym pod względem treści i ciekawym w formie, by sięgnęli na głębię myślenia, i by mieli odwagę mówić prawdę. Aby byli intelektualistami! I tego życzę mojej szkole, w której 38 lat temu i dawniej powtarzano jej uczniom, że, kończąc LO, staniecie się częścią polskiej inteligencji, jeśli zdobytą w tej szkole wiedzę przekujecie w dobro wszędzie tam, gdzie poprowadzą was życiowe drogi. Nie wiem czy dzisiaj mówi się licealistom, że mogą być intelektualistami…