Na początku postawiono pytanie: „Problemy społeczne i gospodarcze Ząbkowic Śląskich były możliwe do załatwienia już  8 lat temu!!! Dlaczego Burmistrz Marcin Orzeszek nie skorzystał z pozostawionej mu przez poprzednika szansy poprawy gospodarczej Ząbkowic Śląskich i mieszkańców Gminy?” Po czym pojawił się komentarz: „W pytaniu jest wyjaśnienie wyniku wyborów w 2010 r. To nie był i do dzisiaj nie jest sukces Ząbkowic Śląskich.”

Siła sprawcza, dzięki której Marcin Orzeszek wygrał w 2010 roku wybory samorządowe, powtórzył ten wynik w 2014 r., a za kilka miesięcy, stając ponownie w szranki wyborcze, nie jest bez szans na kolejną reelekcję (tym razem na 5-letnią kadencję) – pozostaje jednak poza kategoriami, jakimi posłużyły się w wymianie zdań cytowane na wstępie dwie osoby. Wspomniane „problemy” nie nadają się – jako żywo – na temat kampanii wyborczej, bo wymagałyby ustosunkowania się do nich, zaproponowania realnych rozwiązań i podjęcia ryzyka ich wdrożenia. Znacznie lepiej jest tak „zmieniać na lepsze, by niczego nie zmienić na gorsze”. Natomiast dla osiągnięcia aplauzu konieczne jest stwarzanie wrażenia, że „coś dzieje się”. Nie wprowadzając ani jednego własnego konceptu, kontynuując (na szczęście) zastane projekty, wpinając się w gotowe schematy spływające, przy zagłuszającej codzienne troski kaskadzie imprez, no i przede wszystkim bez wyrazistości ideowej, płynąc z prądem, da się dotrzeć do „szerokich wód” poparcia. Czynnikiem krytycznym dla takiego stylu uprawiania samorządowego ogródka, jaki charakteryzuje Marcina Orzeszka od samego początku sprawowania funkcji burmistrza Ząbkowic Śląskich, jest wprowadzenie do obiegu publicznego zjawiska debaty. To jest instrument wytrącający włodarzowi naszej gminy typowe sposoby, jakimi dotąd albo pozorował dyskurs, albo zamieniał jego fasady w autopromocję.

Nie można jednakże do opisanego wyżej ciągu przyczynowo-skutkowego sprowadzić analizy dotychczasowego sukcesu osobistego Marcina Orzeszka, który – co należy podkreślić: nie jest sukcesem Ząbkowic Śląskich, a jedynie oznacza jego znaczącą popularność. Pan burmistrz jest osobą z kategorii „do rany przyłóż” – niczego nikomu nie odmawia, a gdy czegoś nie deklaruje (co widać choćby po sporadycznych polemikach na facebooku), to używa miękkich sformułowań i z zasady nie pali mostów jednoznacznymi wypowiedziami. To dla drugiej strony może być nieprzekonujące, ale – jak się zdaje – częściej tworzy nadzieję, więc jej dawca pozostaje w korzystnym świetle.

Partie polityczne w wyborach samorządowych na poziomie gminy mają znacznie mniejszy wpływ na decyzje wyborców, niż w wyborach rad powiatów czy sejmików wojewódzkich. To nie oznacza, że nie chcą mieć swoich pretendentów na włodarzy miast i gmin. Marcin Orzeszek jest w oczywisty sposób naturalnym kandydatem Platformy Obywatelskiej. On sam tego nie nagłaśnia, ale jest działaczem funkcyjnym tej partii i chociaż w 2014 r. wystąpił w wyborach burmistrza jako samodzielny kandydat, to równocześnie ubiegał się o mandat radnego powiatowego w listy ugrupowania Donalda Tuska / Ewy Kopacz / Grzegorza Schetyny. Nowa ordynacja ruguje start do dwóch różnych samorządów, więc Marcin Orzeszek będzie walczył o burmistrzostwo Ząbkowic i pewnie pojawi się jako lider listy do rady miejskiej. Czy to będzie lista Platformy Obywatelskiej? Wszystko wskazuje na to, że nie. Jednak nieformalnie, ale faktycznie ząbkowiczanie głosując na MO zagłosują na PO. W chwili obecnej nie wiadomo (przynajmniej oficjalnie) o kandydatach: PiS, Kukiz’15, WiS, PSL, SLD, .N czy innych ugrupowań. Dariusz Jagieła jest kojarzony z prawicą, ale póki co szyldu partyjnego nie używa. Iwona Aibin, o której lokalne media napisały, że będzie ubiegać się o fotel burmistrza z poparciem PiS, jest sekretarzem gminy w Stoszowicach (gdzie wójtem jest działacz PSL), wcześniej była sekretarzem gminy Ząbkowice (najpierw za mojej kadencji, potem za kadencji burmistrza wybranego z listy PO). Ponieważ PiS kilka dni temu a priori wyeliminował z list osoby będące członkami zarządów spółek państwowych i samorządowych, być może potencjał Iwony Aibin znajdzie spełnienie na innym wyborczym szczeblu. Abstrahując od nazwisk – dla racjonalnie myślących wyborców jest ważne nie tylko jaka partia popiera kandydata (wprost lub w cieniu), ale też jakie wpływy ma dany kandydat w partii postrzeganej jako siła, która będzie rządzić Polską przez jego kadencję. Tą partią jest (w świetle wszystkich badań opinii publicznej) jest PiS. W tym kontekście Marcin Orzeszek traci paliwo wyborcze, chyba że zamieni Ząbkowice Śląskie w arkę PO. Podsumowując: wybór burmistrza odbędzie się nie według partyjnego podziału, choć w tle będą z całą pewnością partyjne wpływy i to obustronne.

Wspomniana już wyżej kontaktowość ząbkowickiego włodarza idzie w parze z jego reaktywnością. Potrafi równie łatwo zareagować na z pozoru drobną skargę dotyczącą czystości na placu zabaw, jak i na wysyłane medialnie w jego stronę komunikaty związane z kwestiami o znaczeniu szerszym. W ramach kampanii społecznej „101 Pomysłów dla Ząbkowic” pojawiło się kilka wątków, które niemal natychmiast po tym, jak zostały zainicjowane przez Dariusza Jagiełę, zostały skrzętnie muśnięte przez Marcina Orzeszka. Póki co jednak to Dariusz serwuje, a Marcin odbija. Dariusz Jagieła nie dysponuje machiną urzędniczą, ale wykazuje merytoryczność. Od końca maja regularnie wypowiada się publicznie w wybieranych przez siebie sprawach istotnych z punktu widzenia bytu naszej gminy i losu jej mieszkańców. Nie uprawia przy tym „wycieczek personalnych”, ale punkt za punktem wskazuje na rzeczywiste zagrożenie i realne szanse Ząbkowic Śląskich w perspektywie nie kilku, lecz kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat. Posługuje się sprawnie obiektywnymi danymi statystycznymi i ma odwagę cywilną przedstawiać swoje konkluzje. Marcin Orzeszek usilnie wywołuje wrażenie działania w normalnym trybie, ale de facto gołym okiem widać, że kopie marketingowe przyczółki i wyciąga ciężką broń (na przykład w postaci osławionej i kiepskiej akcyjki internetowej pod hasłem „tak było – tak jest”, w której jeden z internautów zauważył zestawienia zdjęć z placu budowy i po jej zakończeniu, choć obrazki rzekomo ilustrują jak było „przed Orzeszkiem” i jak jest „za Orzeszka”). W sposób charakterystyczny dla siebie, nie polemizuje z adwersarzem, lecz stara się odwrócić uwagę od jego argumentacji. Musi zdawać sobie sprawę, że w przeciwieństwie do kampanii z 2014 r., rok 2018 będzie dla niego tyglem, więc być może kumuluje siły, czeka na pełny obraz pola wyborczego forum i zasłania się tym, że formalnie kampania wyborcza jeszcze nie ruszyła. Wybory odbędą 21 lub 28 października br., będzie  zatem jeszcze mnóstwo kolizyjnych skrzyżowań, rond i pętli, na których wszyscy kandydaci będą się wzajemnie „ścigać”.

Socjotechnika, psychologia, politologia i marketing nie objaśniają jednak całej złożoności procesów, które już teraz toczą się i znajdą finał w wyniku wyborów samorządowych w gminie Ząbkowice Śląskie. Jest jeszcze mająca duże znaczenie warstwa emocji, jakie wzbudzać będą sztaby wyborcze wśród sympatyków poszczególnych kandydatów i jakimi będą niepokoić swoich konkurentów. Im mniej emocji, tym decyzje elektoratu mogą być racjonalniejsze, z doświadczenia jednak wiemy, że bez kołysanki nastrojów kampanii nie będzie. Warto jednak mieć na uwadze jeszcze jedną prawidłowość. Po nadmiernie rozkołysanych emocjach trudno jest wrócić do równowagi. Tak samo jest z obietnicami wyborczymi. Licytowanie się nimi, choć jest częścią kampanijnego rytuału, jest zaklinaniem rzeczywistości, jeśli nie ma poparcia w realnych możliwościach. Drugą stroną medalu jest brak dalekosiężnej wizji, który ułatwia szybkie pozyskiwanie sympatii wyborców, ale oznacza w istocie krótkowzroczność i skrywać może egoizm kandydata. Kandydatów na stanowisko burmistrza będzie zapewne kilku (dotąd było ich zawsze 6 – 7) – wybrana zostanie jedna osoba. Decyzja jest w sercach i umysłach ząbkowiczan. To ta najważniejsza część mozaiki składająca się z tysięcy osób uprawnionych do głosowania.