Widzimy je codziennie, co zobojętnia jego krajobraz. Nasz punkt widzenia pozbawia panoramicznego oglądu i tym samym, dominanta detaliczności przesłania atut horyzontalnego widzenia danego nam miejsca na ziemi.

Niedawno oglądałem kolejny wydany w tym roku album poświęcony temu, jak Ząbkowice Śląskie wyglądały sto i więcej lat temu. Zarówno udostępnione w nim kartki pocztowe, jak i zebrane w poprzednim wydawnictwie unikatowe i niepublikowane wcześniej fotografie, poza oczywistym walorem poznawczym (pasjonującym) i porównawczym (inspirującym), mają jeszcze jedną istotną wartość. Uzmysławiają metamorfozy, jakie Ząbkowice Śląskie przechodzą przez cała swoją ponad 720-letnią historię. I stawiają pytania o kolejne przemiany, jakie czekają moje rodzinne miasto. Zarówno fantastyczne wydawnictwo przygotowane przez Kamila Pawłowskiego  „Ząbkowice Śląskie. Historia zaklęta w obrazach”, jak i „Ząbkowice Śląskie na dawnych pocztówkach” – antologia widokówek z kolekcji Stanisława Ignaciuka, to genialna podroż w czasie. Bynajmniej nie tylko podróż w przeszłość…

… bo także w przyszłość. A ta jest nie tylko nieznana, ale frapuje już dzisiaj. O ile twierdzeniem, iż człowiek jest nieustannie w drodze, nie zaskakujemy, o tyle świadomość, że miasto – traktowane jako organizm, którego komórkami są jego obywatele – również jest permanentnie w drodze. Wprawdzie geograficzna tożsamość pozostaje niezmienna (bywają absolutne wyjątki, gdy dana miejscowość jest „przenoszona” w inną lokalizację w związku z jakimiś wielkimi planami infrastrukturalnymi) lub zanika (ze względu okoliczności losowe czy dziejowe), to jednak zdecydowana większość miast trwa w swoim położeniu. Zmieniają się czasem nazwy i uwarunkowania polityczne, ale określony obszar, choć ulega modyfikacjom, jest stale tym samym miastem. Jest bowiem „to coś”, co sprawia, że mamy do czynienia – choć płynie czas i z nim zmienia się wszystko wewnątrz i na zewnątrz – z tym samym bytem. Niektórzy mawiają, że to genius loci…,

… czyli zbiór cech tworzących niepowtarzalność miasta (nawet jeśli jego konstrukcja architektoniczna i schemat komunalnego funkcjonowania), nadających mu tę wartość, jakiej nie przypisujemy żadnemu innemu miastu, a przynajmniej nie w takim stopniu. Odczuwanie tej niemieszczącej się w materialnych kategoriach więzi z miastem to zarodek lokalnego patriotyzmu, poczucia dumy z tego, a nie innego miasta, utożsamianie się z nim oraz swego rodzaju intelektualna i emocjonalna odpowiedzialność za to, jakie ono jest…

… i to niezależnie, czy przeważają powody do satysfakcji, czy też więcej jest przyczyn dyskomfortu, gdy jest się jego mieszkańcem lub jest się z nim kojarzonym ze względu na miejsce urodzenia. To, a nie inne miasto jest moim, nawet jeśli brakuje mu wiele do innych miast.

***

Osiem lat temu wykpiono sformułowanie „dumni z Ząbkowic Śląskich”. Dla doraźnego celu wyborczego (bo nie politycznego) cynicznie obrócono prawdziwą na wskroś deklarację w argument przeciw tym, którzy się pod nią podpisali. Jestem jednym z tych, którzy mimo naporu 8-letniej propagandy wyborczych agitatorów i rozmaitej maści oponentów, nie zmienili zdania. Nic nie wskazuje na to, bym miał swoje przekonania zmienić. A tym, którzy z Ząbkowic Śląskich nie są dumni, chociaż idziemy obok siebie w naszym mieście, nie umiem zaufać, tym bardziej, gdy widzę jak są dumni z siebie.

Tymczasem miasto jest nieustannie w drodze…