Spełniają się nadzieje, rodzą się nowe idee, ulegają metamorfozie relikty i kreowane są wizje. Zapominane są defekty, admirowane są artefakty, odkrywana jest przeszłość, konsumowana jest teraźniejszość i układana jest perspektywa na przyszłość. Tkanka organizmu, jakim jest #miasto2_0 odnawia się w kolejnych jego pokoleniach.

Świadoma percepcja prawdy o tym, że ktoś był tutaj przed nami, i że ktoś będzie tutaj po nas radykalnie zmienia optykę postrzegania wartości danego nam wspólnego czasu. Stanowi lub co najmniej stanowić winno imperatyw dla osób poczuwających się do odpowiedzialności za dobro wspólne, by dokonywali wyborów i podejmowali decyzje uwzględniając w spektrum motywacji nie tylko czynnik doraźnych potrzeb czy nawet bliskich w sensie perspektywy czasowej konsekwencji tychże rozstrzygnięć. Więcej! Należy domagać się od tego grona, które podejmuje się jakże zaszczytnych i zarazem niezwykle odpowiedzialnej roli przywództwa i przewodnictwa, by eliminowało z listy wskaźników swojej skuteczności wszystko to, co jest korzyścią partykularną. Jeśli #miasto2_0 nie ma być li tylko konstruktem marketingowym lub swoistym taśmociągiem dla sukcesorów kampanii wyborczych, celowym jest dobieranie składników budulca.

Rzecz polega na tym, by nie degradując wartościowych elementów już istniejących dóbr natury niematerialnej i materialnej, jednocześnie pomnażać trwałe zasoby i przysparzać jak najszerszemu kręgowi mieszkańców nie tylko wrażenia, ale realnej partycypacji w dodawaniu do skarbca wartości, jakim jest wspólnota lokalna, wszelkich walorów, jakimi każda osoba może zapisać się w historii miasta. Tu konieczne jest zastrzeżenie, bo nie należy egalitarnie zakładać, iż każdy z uczestników zbiorowości miejskiej może, czy tym bardziej musi, mieć równie istotny i realny wkład w nieustannie powstającą i zarazem ulegającą metamorfozom społeczną i techniczną „infrastrukturę”.

W tym miejscu nie można nie poruszyć wątku obaw związanych ze starciem różnych punktów widzenia, kolizjami odmiennych wizji i zderzeniami skrajnych ocen – nieuniknionych i czasem bardzo potrzebnych zjawisk cechujących procesy demokracji lokalnej. Daje się bowiem zauważyć – chyba naiwne – zapotrzebowanie na jednomyślność i wynikające zeń tendencje do sztucznego zacierania różnic w debacie wokół tego, co wspólne. Nie sprzyja to rozwojowi, którego paliwem jest dyskurs. Nie ma rozwoju, gdy ulega się samozadowoleniu. Rozwój nie jest możliwy, jeśli społeczność petryfikuje stan istniejący. Bez rozwoju zaś nie ma przyszłości dla wspólnoty. Grozi jej stagnacja i postępujący zanik.

Trzeba brać pod uwagę oraz liczyć się z negatywizmem i toksycznością niektórych ludzi – świat przecież nie składa się z aniołów i nie jest rajem. Jednakże nawet te ujemne procesy mogą prostować nadmierny radykalizm wszelkich idealistów i pięknoduchów usiłujących kształtować wizerunek, a jeszcze bardziej wygląd tego, co jest codziennym udziałem każdego z mieszkańców, w oderwaniu od rzeczywistych strumieni egzystencjalnych potrzeb i przynależnych każdemu człowiekowi praw do godnego życia i osobistego rozwoju.

Dla dobra wspólnoty, jaką jest #miasto2_0 , ożywcze jest, gdy w każdej ze sfer życia lokalnej wspólnoty odbywa się proces definiowania wyzwań i wyznaczania środków służących rozwojowi. To jest warunek nieodzowny dla trwania wspólnoty lokalnej i utożsamiania się z nią mieszkających tu dzisiaj i tych, którzy będą mieszkańcami w przyszłości.