Kształty okrągłe uchodzące za przejaw doskonałości ustępują teorii perfekcjonizmu. O ile okrągłość / kulistość daje się ocenić dokładnymi obliczeniami, o tyle perfekcjonizm jest bardziej kwestią uznaniową. W przypadku wzorów geometrycznych nie ma miejsca na niedokładność, a gdy mowa o opisie charakterologicznym, pole definicyjne jest tak bardzo otwarte, że nie ma niczego pewnego.

Postawienie w wywiadzie prasowym pytania „czy jest pan burmistrzem perfekcyjnym?” jest w aż nadto oczywisty sposób nakierowane na to, by uzyskać słodko-skromną odpowiedź i równocześnie docelowo wytworzyć podświadomą przeciwną reakcję czytelnika: „nie jest tak źle, jest lepiej”, etc. Podtytuł wywiadu „rozmawiamy z…” sugeruje, że to „nasza” rozmowa, podczas gdy faktycznie jest wykazem uprzejmych pytań i okrągłych odpowiedzi. Zresztą już odpowiedź na tytułowe pytanie potwierdza wyżej naszkicowaną hipotezę. „Chcę być burmistrzem profesjonalnym…” mówi rozmówca. Mamy więc kolejny poziom otwartych definicyjnie sformułowań, jako że „profesjonalizm” to nader pojemne określenie. Ku mojemu absolutnemu zaskoczeniu rozmówca sam (lub ręką copywrightera) spłaszcza pojęcie „profesjonalizmu” do sprawnego administrowania. W zasadzie rola stróża dziennego i nocnego zadowala pytanego. Sięga nawet po proszące o litość stwierdzenie „…jak każdy człowiek popełniam błędy, ale wydaje mi się, że tych błędów jest coraz mniej”. „Mi się” wydaje, czyli jest niepewny co do tego czy ubywa błędów, czy też nie ma przekonania do własnej samooceny w ogóle?

Kolejna kwestia, podobnie jak pierwsza, zaczyna się od tezy, że: „przez osiem lat w ząbkowickiej gminie nie było żadnej spektakularnej porażki odniesionej przez samorząd, tak jak to się wcześniej zdarzało”. Po serii samochwalnych zdań z kategorii zwyczajnych obowiązków administratora, ujawnia się, przemycana laurka. Brzmi nieskromnie: „Raczej nie ma rzeczy, które mogłyby nas zaskoczyć”. Kropelka asekuracji zawarta w słowie „raczej” jest neutralizowana poprzez pluralis maiestaticus schowane w słowie „nas”. Cała fraza poświęcona jest indywidualnym zaangażowaniom rozmówcy i stosowana liczba mnoga może sugerować zespołowość pracy, ale równie dobrze jest ostrym zmarginalizowaniem prawdy, że włodarz nie działa w pojedynkę – nawet, gdyby tego bardzo chciał, nie jest to po prostu możliwe fizycznie i formalnie.

Zachęcony tezą pytającego, pytany puszcza wodze fantazji: „od ośmiu lat szczególnie na terenach wiejskich nadrabiamy zaległości, których nikt nawet palcem nie dotknął przez kilkadziesiąt lat”. Wcześniej było „nic”, a teraz jest „coś” – klękajcie narody… I dalej: „Uważam, że w tym czasie zrobiliśmy nie dużo, ale bardzo dużo. Można powiedzieć, że pokonaliśmy przepaść cywilizacyjną…(…)” – jak już klęczycie, to nie wstawajcie narody. Manicheizm włodarza czy jego koncept na opis nieskomplikowanej wizji oddanego mu osiem lat temu lokalnego dobra. Tak nieskomplikowanej, że wolnej od skomplikowanej prawdy. W słusznie minionych czasach mawiało się o „prawdzie czasu i prawdzie ekranu”. Schemat ten sam, tylko środki inne.

W dalszej części tekstu prasowego mającego cechy wywiadu, włodarz zgrabnie podpina się pod ustawę o strefach inwestycyjnych. Ustawę wprowadziła rządząca większość sejmowa (dla jasności sam burmistrz jest funkcjonariuszem głównej partii tworzącej totalną opozycję w parlamencie), snując znaną z szeregu wcześniejszych wypowiedzi narrację o gminnych terenach inwestycyjnych. Znów wyrażając się liczbie mnogiej obiecuje, iż „niebawem zaprezentujemy tereny gminne, gdzie przedsiębiorcy będą mogli inwestować”.

Odrzuca także sceptycyzm wokół kwestii budowy krytej pływalni, stwierdzając autorytatywnie, że „nie powinno się krytykować tej inwestycji w celu uzyskania jakichś korzyści politycznych, bo to jest nieuczciwe wobec mieszkańców”. Ustawia tym zdaniem każdego, kto wyraża – moim zdaniem słusznych – wątpliwości wobec sposobu realizacji tego „wiekopomnego” projektu, w szeregu nieuczciwych. Mówi prawdę (znów liczba mnoga!), gdy twierdzi: „Pozyskaliśmy dofinansowanie na budowę basenu i będziemy starać się o kolejne środki”, ale przemilcza jednocześnie ile kosztuje basen i jaką kwotę JUŻ pozyskano. Przypomnijmy, że w optymistycznym wariancie do chwili obecnej gmina może liczyć na dotacje na poziomie zaledwie ok. 25% kwoty, jaką musi wydać na budowę obiektu.

Szybko przebiega, przez problem bezrobocia w gminie, które według niego jest jednocyfrowe i dokłada pakiet dobrodziejstw, jakimi samorząd wspiera lokalnych przedsiębiorców. W takim też kontekście umieszcza rzekomy sukces, jakim ma być – jego zdaniem – przesunięcie siedziby jednej z działających u nas od wielu lat zagranicznych firm z jednego końca miasta do drugiego końca.

„Dociskany” o zbliżającą się kampanię wyborczą, urzędujący włodarz deklaruje, że nie zamierza zajmować się „bieganiem po mieście i krzyczeniem >>wybierzcie mnie<<” (…) Jeżeli mieszkańcy mi zaufają, to będę godnie im służył przez następne pięć lat”. Nieskrywane poczucie wyższości nad tymi, którzy już „biegają” lub będą „biegać” po gminie, aby pokazać alternatywę dla obecnego burmistrza daje wiele do myślenia. Bardzo przypomina postawę pewnego pana, który nota bene biegał po tym samym mieście i już nie jest ważną osobą, a w podobnym tonie odnosił się do swoich rywali wyborczych.

Ani doskonałość, ani perfekcja, ani profesjonalizm. Amatorszczyzna. Amatorszczyzna zdecydowanie poniżej środków, jakimi dysponuje. Amatorszczyzna, powyżej nie chce się wspinać? A może wręcz pewność siebie?