Odmieniane na wszelkie możliwe sposoby słowo „przełom” było najczęstszym tytułowym komentarzem do informacji o werdykcie Naczelnego Sądu Administracyjnego nakazującego zarejestrowanie w polskich aktach stanu cywilnego związku dwóch osób tej samej płci zawartego w Niemczech jako… małżeństwa.
Jak podała Polska Agencja Prasowa w likwidacji wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 20 marca 2026 r. dotyczy „dwóch Polaków, którzy zawarli małżeństwo w 2018 r. w Berlinie i chcieli przenieść ten akt do polskiego rejestru”. Rządowa agencja opublikowała komunikat o tym, że NSA „uchylił wyrok stołecznego sądu administracyjnego oraz decyzję odmawiającą wpisania do rejestru stanu cywilnego aktu małżeństwa jednopłciowego, zawartego za granicą. Jednocześnie zobowiązał kierownika stołecznego urzędu stanu cywilnego do przeniesienia do polskiego rejestru takiego aktu małżeństwa jednopłciowego”.
W stosunkowo krótkiej depeszy kilkunastokrotnie powtórzono słowo „małżeństwo”. Tym samym PAP akcentowała pogląd (nie informację!), że związek dwóch osób tej samej płci można uznawać za… małżeństwo. Zacytowano nawet wypowiedź sędziego NSA, według którego z zapisanej w art. 18 Konstytucji RP prawnej ochrony małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny nie może wynikać… „zakaz niedyskryminacji w życiu społecznym, w tym z powodu płci i orientacji seksualnej”.
„Uchylanie drzwi złu, jakim jest zrównywanie małżeństw ze związkami osób jednej płci”. „Oczywista niesprawiedliwość wobec rodzin, które rodząc i wychowując dzieci, budują naszą wspólną przyszłość”. „Działanie wbrew prawu i próba obchodzenia przepisów Konstytucji”. „Uleganie ideologicznym ekstremizmom”. „Temat zastępczy odwracający uwagę od rzeczywistych problemów, z jakimi na co dzień borykają się rodziny”. Tak brzmiały najczęściej powtarzane reakcje na deklarowaną w listopadzie 2025 r. chęć wpisywania do rejestrów aktu stanu cywilnego związków osób tej samej płci. Były to tylko incydentalne wypowiedzi polityków czy przedstawicieli samorządu terytorialnego związanych głównie z rządzącą obecnie koalicją.
Teraz mamy do czynienia z wyrokiem sądu administracyjnego. Osoby znające się na mechanizmach prawa wiedzą, że wyrok sądu nie jest źródłem prawa i nie może być wydawany bez podstaw prawnych czy wbrew przepisom prawa. Poza tym werdykty sądu administracyjnego odnoszą się wyłącznie do konkretnej sprawy rozpatrywanej przez tenże sąd, a więc skutki prawne nie mogą się rozciągać na inne analogiczne okoliczności. Z analizy przepisów Konstytucji wynika wniosek, że gdyby ustawodawca wprowadził regulację umożliwiającą zawieranie małżeństw jednopłciowych, pozostawałoby to w sprzeczności z art. 18 Konstytucji, definiującym małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Z tej przyczyny Kodeks rodzinny i opiekuńczy aż 28 razy posługuje się wyrażeniem „mąż” oraz 2 razy – słowem „żona” – przypomniał Nikodem Bernaciak, adwokat i analityk prawa. Opublikował on drobiazgową analizę na platformie X zaraz po ogłoszeniu wyroku NSA. Warto dodać, że wdrożenie tego wyroku w terminie 30-dniowym nakazanym przez sąd jest fizycznie niemożliwe ze względu na konstrukcję systemów informatycznych stosowanych przez urzędy stanu cywilnego w całej Polsce. Zmiana ich cyfrowej architektury wymaga rozporządzenia ministra właściwego do spraw administracji (obecnie MSWiA), a to nie może stać w kontrze do Konstytucji RP bez obawy o skuteczne zaskarżenie przed Trybunałem Konstytucyjnym. Tyle można mówić, stojąc na gruncie prawa, tak jak je czytamy, choć nie tak „jak my je rozumiemy”…
Wyrok NSA to uchylanie tzw. „okna Overtona”. Co to jest „okno Overtona”? Zdaniem niektórych socjologów i politologów istnieją ramy tolerancji, a nawet akceptowalności różnych opinii lub postulatów w wypowiedziach publicznych. W tych ramach polityk, aktywista czy ideolog może głosić swoje pomysły, nie narażając się na zarzut skrajności. Politykom pozwala to zdobyć czy zachować władzę, bo wyborcy przeważnie nie lubią radykalizmów. Amerykański politolog Joseph Overton w połowie lat 90. XX wieku opublikował tezę, w myśl której można przesuwać granice tolerancji, a nawet akceptacji społecznej w kierunku skrajnych poglądów czy zachowań. Dziać się to może poprzez dyskutowanie nad nimi, analizowanie potencjalnych skutków ich wdrażania w życie lub osadzone na emocjach wpajanie poczucia winy wobec rzekomo krzywdzonej albo dyskryminowanej mniejszości.
Mówiąc prościej, chodzi o… oswajanie opinii publicznej z poglądem masowo nieuznawanym obecnie lub traktowanym jako ekstremalny. Po pewnym czasie społeczeństwo nabywa skłonność do uwzględniania jako dopuszczalnych lub możliwych poglądów czy postulatów wcześniej nieakceptowanych zbiorowo. Skrajności przestają szokować, bo mieszczą się w „oknie” tolerancji wypracowanej debatami, badaniami, manifestami, etc.
Dotychczasowe radykalizmy przesuwają się nawet do akceptowanego centrum, mimo swojej nonsensowności lub wbrew oczywistym faktom. Tymczasem owe oczywiste fakty mogą nabrać charakteru niszowego czy skrajnego, co stanowi kolejny etap manipulacji społecznej. Przykład? Rodzina tworzona przez małżeństwo kobiety i mężczyzny będących rodzicami dwojga czy trojga dzieci w części opinii publicznej uchodzi za obciążenie gospodarki. Jednocześnie para dwóch osób tej samej płci ma mieć ulgi podatkowe „jak małżeństwo” i domaga się prawa do świadczeń emerytalnych wypracowywanych przez kolejne pokolenia, do których zaistnienia w żaden sposób nie może się przyczynić ze względów oczywistych biologicznie.
Czym jest w istocie decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego nazywana przez niemal wszystkich komentatorów „przełomem”? Jest w rzeczywistości wyjęciem kolejnej cegiełki z tamy, jaką stanowią polski system prawny i kultura społeczna w Polsce, które dotąd zgodnie stoją po stronie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny oraz po stronie rodziny jako podstawowej komórki życia narodu, z której rodzą się kolejne pokolenia Polek i Polaków. Polskie prawo i obyczaj chronią dzieci przed rodzeniem ich „na zamówienie” (surogacja) i wychowaniem przez pary jednopłciowe. Dzieci mają prawo do miłości dwojga rodziców, co – mimo nacisków progresistów – jest trwałym kodem społecznym, zakorzenionym w Polsce głównie dzięki katolicyzmowi.
Wyrok NSA jest przesunięciem granic w stronę demontażu tradycyjnego modelu małżeństwa i rodziny. Nie jest to – niestety – jedyny manewr w tym kierunku. Równolegle gorączkowo modyfikowane są programy nauczania w szkołach publicznych, aby oswajać dzieci i młodzież z preferencjami seksualnymi „innymi” niż tradycyjne i wynikające z biologii. Opracowywane są zmiany w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, zmierzające do usankcjonowania rozwodów z pominięciem sądów. Mamy też podsuwany przez niektórych psychologów model tzw. „rodziny patchworkowej”, która bywa nie tyle próbą rekonstrukcji zakłóconych czy utraconych relacji w rodzinie pierwotnej (co mogłoby uchodzić za coś pozytywnego), ale za styl alternatywny wobec tradycyjnego modelu poprzez wyzwolenie w formalnych więzów, w tym reguł dyktowanych przez biologię. Trudno też nie zauważyć promowania w kulturze masowej stylu życia osób określających się jako „single” albo kodem składającym się z liter: l, g, b, t, q, itd.
Według Wielkiego Słownika Języka Polskiego słowo „przełom” oznacza „czas, gdy kończy się jeden okres a zaczyna następny”. Natychmiast po upublicznieniu werdyktu sądu administracyjnego z 20 marca 2026 r. przez fora prasowe i polityczne przetoczył się walec opinii. Najczęściej oceniano wyrok NSA jako… przełomowy. Czyżbyśmy zatem byli świadkami przejścia w Polsce do jakiejś nowej biologicznej, kulturowej czy prawnej epoki? Oczywiście, że nie! Słowo „przełom” używane jako opis czy komentarz do decyzji NSA przypomina wytrych.
Wyrok NSA to wyrok ideologicznie motywowany, to wyrok sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem i obowiązującym prawem, to wyrok skandaliczny. Widoczne lewarowanie co najmniej kontrowersyjnego ze względów formalnych wyroku ma znaczenie dla kręgu polityków i zwolenników progresywnej rewolty sączonej do mentalnego krwiobiegu życia publicznego w Polsce, a w ślad za nim do regulacji stanowionych przez rządzących. Wyrok NSA to nie przełom, lecz wyłom! Jedynie twardy sprzeciw wobec rozregulowania prawa i obyczaju może zatrzymać złą zmianę, której konsekwencje są nieobliczalne dla trwałości rodziny. Destrukcja rodziny to zawsze początek katastrofy społecznej na szerszą skalę.
Tekst dedykowany dla serwisu wAkcji.24.pl



























