Wbrew dwuznacznemu tytułowi sprawa jest jednoznaczna i stawia na baczność każdego człowieka trzymającego się logiki. Odpowiedź na tytułowe pytanie nie jest oczywista, ale sedno sprawy jest to samo. Jesteśmy świadkami, a może nawet uczestnikami, eksperymentu społecznego, którego pierwszą ofiarą ma być – lub już jest – rodzina.
Obecne wzory dokumentów używają określeń „kobieta” i „mężczyzna”, co uniemożliwia prawidłowe wpisanie małżeństw osób tej samej płci. Projektowane zmiany obejmują: neutralne płciowo nazwy rubryk: „Pierwszy małżonek” i „Drugi małżonek”; aktualizację sekcji danych rodziców: np. „Ojciec pierwszego małżonka”, „Matka drugiego małżonka” (…). Dostosowanie dokumentów i systemów administracyjnych pozwoli na: zagwarantowanie obywatelom prawa do równego traktowania, umożliwienie korzystania z praw związanych z małżeństwem (świadczenia, ubezpieczenia, podatki) (…).
Nie mam skłonności do żartowania z poważnych kwestii, więc przechodząc do rzeczy zacząłem od cytatu. Nie pochodzi on z książki szalonego futurologa i nie jest zaczerpnięty z analiz wdrażanych w niektórych landach niemieckich czy krajach Europy. To jest fragment opisu projektu rozporządzenia,które zmieni wzory dokumentów wydawanych z rejestru stanu cywilnego nie gdzie indziej, jak w Rzeczypospolitej Polskiej i to w 2026 roku! Niedowiarków odsyłam do źródła jakim jest oficjalna strona internetowa Ministerstwa Cyfryzacji z wpisem z 16 stycznia 2026 r. pt. „Polska przygotowuje zmiany w dokumentach stanu cywilnego po wyroku TSUE”.
W fiszce projektu opisującej jego cel i spodziewane rezultaty wdrożenia mowa jest wprost, że: Kraje UE dążą do wprowadzania określeń neutralnych płciowo wprowadzając określenia jak małżonek 1, małżonek 2, partner A, partner B. Rozporządzenie 2016/1191 w sprawie promowania swobodnego przepływu obywateli poprzez uproszczenie wymogów dotyczących przedkładania określonych dokumentów urzędowych w Unii Europejskiej i zmieniające rozporządzenie (UE) nr 1024/2012 (załącznik nr 4 „Małżeństwo – wielojęzyczny standardowy formularz”) wymusza stosowanie określeń neutralnych: Małżonek A i Małżonek B. Przewiduje się, że w pierwszym roku działania rozporządzenia na jego wdrożenie budżet państwa wydać ma 2,8 mln zł ze względu na konieczność wykonania prac programistycznych implementujących nowy wzór odpisu aktu małżeństwa wraz z jego obsługą w procesie nanoszenia przypisków i wzmianek i przeprowadzeniem testów całego rejestru stanu cywilnego oraz wykonanie niezbędnych prac w rejestrze PESEL. Nie jest zakładana ewaluacja efektów wprowadzania zmian.
Jaki jest cel zmian, które zamierza wprowadzić do polskiego systemu prawnego minister cyfryzacji? Według projektu rozporządzenia rekomendowanym rozwiązaniem jest zmiana wzorów odpisu zupełnego i odpisu skróconego aktu małżeństwa, a także zaświadczenia o zamieszczonych lub niezamieszczonych w rejestrze stanu cywilnego danych dotyczących wskazanej osoby przez zastąpienie nazw rubryk:
- „Kobieta” oraz „Mężczyzna” odpowiednio określeniem „Pierwszy małżonek”, „Drugi Małżonek” – w sekcji „Dane osób, które zawarły małżeństwo” we wzorze odpisu zupełnego oraz skróconego aktu małżeństwa, a także zaświadczenia o zamieszczonych lub niezamieszczonych w rejestrze stanu cywilnego danych dotyczących wskazanej osoby,
- „Ojciec mężczyzny”, „Matka mężczyzny”, „Ojciec kobiety”, „Matka kobiety” – określeniami „Ojciec pierwszego małżonka”, „Matka pierwszego małżonka”, „Ojciec drugiego małżonka”, „Matka drugiego małżonka” – w sekcji „Dane rodziców” we wzorze odpisu zupełnego oraz skróconego aktu małżeństwa,
- „Mężczyzny”, „Kobiety” – określeniami „Pierwszego małżonka”, „Drugiego małżonka” – w sekcji „Nazwiska małżonków po zawarciu związku małżeńskiego” oraz sekcji „Aktualnie noszone nazwisko, jeżeli jest inne niż po zawarciu małżeństwa” we wzorze odpisu zupełnego oraz skróconego aktu małżeństwa.
Projekt rozporządzenia już trafił do „konsultacji społecznych”. Na liście pytanych o opinię są: Fundacja ePaństwo, Fundacja Panoptykon, Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, Rada do spraw Cyfryzacji, Stowarzyszenie Inspektorów Ochrony Danych Osobowych, Stowarzyszenie Sieć Obywatelska – Watchdog Polska, Stowarzyszenie Urzędników Stanu Cywilnego Rzeczypospolitej Polskiej oraz Rady Dialogu Społecznego i Rada Dialogu z Młodym Pokoleniem. Ponadto wypowiedzieć się mają w tej kwestii: Prezes Głównego Urzędu Statystycznego, Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Rzecznik Praw Obywatelskich, Krajowa Rada Notarialna, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Krajowa Kasa Ubezpieczenia Społecznego oraz organizacje związków zawodowych i organizacje pracodawców. Na końcu listy konsultacji są także wszyscy konstytucyjni członkowie Rady Ministrów na czele z jej prezesem, czyli premierem. Można się już zakładać, że żaden z konsultowanych podmiotów nie wyrazi sprzeciwu wobec pomysłu ministra cyfryzacji.
Zauważmy, że rozporządzenie ministra nie przechodzi procedury parlamentarnej (Sejm, Senat) i nie podlega kontroli Prezydenta RP, bo nie jest to ustawa. Wydane rozporządzenie ministra wprawdzie nie jest źródłem prawa, ale jest aktem prawnym, wobec czego może być zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego RP. Jednak do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny obowiązuje reguła domniemania zgodności z prawem, co oznacza wykonywanie dyspozycji ministra przez zobowiązane do tego organy administracji publicznej, w tym przez organy samorządu terytorialnego (wójtów, burmistrzów i prezydentów). Może się zatem tak zdarzyć, że włodarz gminy czy działający z jego upoważnienia pracownik urzędu stanu cywilnego wyda – będzie musiał wydać! – dokument określający jako „małżeństwo” zarówno związek zawarty przed kobietę i mężczyznę, jak i przez dwie osoby tej samej płci. To się może zdarzyć już w 2026 roku, jeśli młyny ministerialne i informatycy będą zdeterminowani, by wprowadzić w życie pomysł ministra cyfryzacji.
Lewacko-liberalna frakcja dysponująca – póki co – większością parlamentarną, osłoną większości mediów i dominacją w sektorze organizacji pozarządowych, przeprowadzić chce krok pozornie drobny. Polega „tylko” na podmianie nazw w rejestrach stanu cywilnego. Faktycznie jednak zrównuje małżeństwo – zdefiniowane tradycyjnie i konstytucyjnie jako związek kobiety i mężczyzny, co wynika z logiki biologii i kultury cywilizacji – z partnerstwem dwóch kobiet lub dwóch mężczyzn (czego prawo cywilne nie zabrania, nie utrudnia i nie ogranicza w żaden sposób).
W projekcie rozporządzenia mówi się zrównaniu praw związanych z małżeństwem i wymieniono „tylko” kwestie świadczeń, ubezpieczeń i podatków” jako sfery „wyrównywania” praw. Czy i kiedy pojawi się temat adopcji dzieci przez osoby tej samej płci przekonamy się w następnym kroku. To, że z partnerstw jednopłciowych nie mogą się zrodzić dzieci, to objaśnia biologia, ale czy nie ma obejścia dla reguł biologii? Są! W stanowczym tonie mówił o tym niedawno do dyplomatów papież Leon XIV określając surogację jako przekształcanie ciąży w usługę podlegającą negocjacji, narusza się godność zarówno dziecka, które zostaje zredukowane do „produktu”, jak i matki, wykorzystując jej ciało i proces rodzenia oraz zniekształcając pierwotne powołanie rodziny do relacji.
Nie ustały jeszcze echa hecy wywołanej zapowiedziami wdrażania przez samorząd miejski Świdnicy wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazującego rejestrowanie związków osób jednej płci w aktach stanu cywilnego jako małżeństwa. Reakcje środowisk katolickich w tej kwestii, relacjonowane przez Diecezjalną Agencję Informacyjną DAI24.pl oraz przez inne media ogólnopolskie, były bardzo czytelne. Jak można sądzić, dla rządzących oraz części opinii publicznej to nie te opinie, nie Konstytucja RP oraz obowiązujące w Polsce prawo czy normy prawa naturalnego, zdrowy rozsądek i doświadczenie tradycji, są czynnikiem przesądzającym o kierunku działania. Z logiką prawa i biologii wygrywa bowiem ideologia w jej ekstremalnej emanacji.
Wyjaśnijmy na koniec tytułowy dylemat. Metaforę syndromu „gotującej się żaby” sformułował rzekomo pisarz i filozof Olivier Clark. W istocie nie było takiej postaci, a narracja o „gotującej się żabie” wywodzi się z makabrycznych eksperymentów fizjologicznych Friedricha Goltza lub Juliusa Steinera z drugiej połowy XIX w. Żaba to zwierzę zmiennocieplne. Potrafi dostosowywać temperaturę ciała do temperatury otoczenia. Gdy wrzucimy ją do garnka z zimną wodą, którą następnie będziemy podgrzewać, to żaba zacznie dostosowywać temperaturę swojego ciała do temperatury wody. Jednak każda taka reakcja i utrzymanie nowego stanu będzie wymagało od niej wydatku energii. Gdy temperatura wody zacznie się zbliżać do zabójczej dla płaza granicy zagotowania, to żaba nie będzie już miała energii, aby wyskoczyć z garnka z gorącą wodą i ugotuje się. Przyczyną śmierci żaby jest więc nie tylko wrzątek, ale odwlekanie decyzji o wydostaniu się z niekomfortowej dla niej sytuacji.
Syndrom „salami” po raz pierwszy zdefiniował węgierski wielbiciel Józefa Stalina (co znamienne)komunista Mátyás Rákosi. W latach 40. XX w. za skuteczny sposób na eliminowanie partii, środowisk czy osób opozycyjnych wobec rządzących Rákosi uznał tryb przejmowania władzy lub ograniczania wolności obywatelskich tak małymi krokami, aby opozycja lub społeczeństwo nie zauważyły momentu kulminacyjnego i nie stawiły oporu. Przedstawiając swoich przeciwników jako faszystów (lub co najmniej sympatyków faszyzmu), Rákosi sprawił, że opozycja wypchnęła swoje prawicowe skrzydło, następnie swoje centrum, a następnie większość lewego skrzydła, pozostawiając jedynie chętnych do współpracy z komunistami. Swoją metodą obrazowo ujął to jako „krojenie salami plasterek po plasterku”. Tak się faktycznie kroi salami, czyli potrawę pochodzenia włoskiego, ale bardzo popularną na Węgrzech.
Wracając do Polski w roku 2026, do spraw nurtujących każdego człowieka posługującego się logiką, kierującego się zdrowym rozsądkiem oraz do uzasadnionego niepokoju wywołanego odpowiedzialnością, patriotyzmem i wiarą, trzeba sobie powiedzieć jasno: jesteśmy albo „gotującymi się żabami”, albo nas „kroją jak salami”. Albo zgodziliśmy się na postępujące deformowanie naszej kultury cywilizacyjnej i prawnej, albo nie przeciwstawiamy się skutecznie naporowi kontrcywilizacji.
W odniesieniu do statusu kulturowego, społecznego i prawnego rodzin, proces destrukcji tradycyjnej struktury, osłony prawnej i kulturowej postępuje konsekwentnie. Czy dzieje się tak dlatego, że pogodziliśmy się z globalnym trendem, czy dlatego, że się temu stanowczo nie przeciwstawiamy? Konsekwencje są już widoczne w demografii, statystykach rozwodów, komunikatach o przemocy domowej czy informacjach o samotności dzieci, ale także czasem blisko nas – tam, gdzie jesteśmy na co dzień.
Jak powiedział XVIII-wieczny konserwatysta Edmund Burke jedyną rzeczą potrzebną złu do zwycięstwa jest bierność dobrych ludzi. Być może filozof kogoś nie przekonuje, więc przywróćmy w pamięci inne słowa.
Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, [w razie potrzeby] wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie! (2 Tm, 4,1-5).
Tekst dedykowany dla serwisu wAkcji.24.pl














