Ból fizyczny to początek i jakkolwiek jest dojmujący, a nawet odbiera samokontrolę nad ciałem, nie jest wszystkim. Ból jest symptomem rozpadu, a więc progu istnienia i doznawania w rozumieniu ludzkim. Droga Krzyżowa – jeśli nie boli fizycznie – jest doświadczeniem niespełnionym. Trzeba dotknąć tej krawędzi bytu, by uwierzyć.
Każde przejście ulicami mojego rodzinnego miasta, po którym przecież poruszam się nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat, gdy staje się ono Drogą Krzyżową, jest zaznawaniem nieznanych i niewidzialnych na co dzień cierpień i nadziei będących udziałem każdej i każdego z nas. Nie tylko w Ząbkowicach Śląskich, ale gdy dzieje się to właśnie tutaj, owa świadomość i konkretność (niekiedy wynikająca z pamięci, innym razem ze skojarzeń) nabierają nadzwyczaj intensywnej postaci.
Idę wraz z setkami osób, z których jednych znam, innych nie znam, ale ze wszystkimi łączy mnie wiara. Jesteśmy w jednym strumieniu historii zbawienia przepływającym przez dzieje miasta i nasze indywidualne biografie. Pomiędzy nami jest Krzyż, „przez który przyszło zbawienie świata”. Słyszymy – tak było w tym roku – nawiązania do Biblii, która jest Słowem Boga nie wysyłanym „bezadresowo”, lecz do identyfikowalnych z imienia i nazwiska osób. Pismo Święte nie jest tylko jakimś listem z przeszłości, bo jest żywą obecnością Pana pomiędzy nami.
Droga Krzyżowa ulicami Ząbkowic Śląskich jest tradycją miasta od wielu lat (tu niektóre: 2017, 2018, 2023, 2024, 2025). Idąc za krzyżem szliśmy w przedostatni piątek Wielkiego Postu od kościoła św. Jadwigi do kościoła św. Anny. Pan za każdym razem przychodzi do nas tu i teraz. Tu – czyli do naszych Ząbkowic Śląskich. Teraz – czyli w 2026 roku. To nie jest jakiś abstrakcyjny, iluzoryczny, symboliczny, wykreowany emocjami stan czy rodzaj duchowego samopoczucia.
Pan jest rzeczywiście obecny w niezmiennym Słowie. Krzyż, którego tło co chwilę zmienia się, jest wciąż ten sam. Jest samym sednem Kościoła. Stanowi centrum, przez które przebiega horyzont wspólnoty „aby wszyscy stanowili jedno” (J 17,21), i który wyznacza wertykalną oś pomiędzy doczesnością i wiecznością. Chrystus umierając na Krzyżu dał „swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,45). Krzyż jest tym Jego słowem, którego nie wypowiedział, ale którego dokonał. „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój” (Mt 16,24).














































