Anna Urbaś: Po ostatnich przegranych wyborach na burmistrza z Pana wypowiedzi dało się odczuć, że współwinnymi w pewnym sensie są nasze lokalne media, które wyjątkowo Pana atakowały. Nadal Pan tak uważa? 

Krzysztof Kotowicz: Nigdy nie powiedziałem, że są współwinne, bo to byłoby za daleko powiedziane. Media mogą pomóc lub przeszkodzić w każdym sukcesie politycznym, mają ogromny wpływ, bo dziennikarze kreują opinię publiczną.

Prasa lokalna niewątpliwie budowała pewien wizerunek burmistrza i on był dla mnie bardzo nieprzychylny. Przegrana w wyborach była jednak skutkiem różnych okoliczności, w tym i moich błędów. Gdybym być może używał jakichś sposobów, na przykład własnej gazetki, może udałoby mi się przełamać tę barierę, ale tego nie zrobiłem. Nie zależało mi na tym aż tak bardzo. Robiłem to, co do mnie należało, jako do burmistrza. Uważam, że wykonywałem swój mandat rzetelnie, uczciwie, natomiast opis tej rzeczywistej pracy bywał zupełnie inny i o to, nie ukrywam, mam w pewnym sensie pretensje do mediów ząbkowickich. Wielokrotnie prosiłem tylko o jedno – o możliwość porównania mojej opinii, mojego zdania, ze zdaniami i opiniami nawet najbardziej krytycznymi wobec mnie, ale w jednym czasie i w jednym miejscu. Takiej możliwości nigdy mi nie stworzono. Jeśli nawet udostępniono mi łamy gazety od czasu do czasu na jakiś wywiad czy sporządzono przychylną notkę, to była ona poprzedzona lub po niej następowała ostra jatka wokół mnie, marginalizowano dobre rzeczy, „pompowano” potknięcia. Ludzie czytający gazety mogli odnieść wrażenie, że dzieje się źle. Niekiedy krytyka była uzasadniona, ale ja z nią nie miałem szansy polemizować.

Przyjmując stanowisko wiceburmistrza Głuszycy, zrezygnował Pan z mandatu radnego w Ząbkowicach. Nie żałuje Pan tej decyzji?

I tak, i nie. Po pierwsze nie mogłem nie zrezygnować, bo łączenie tych dwóch funkcji jest prawnie niemożliwe, po drugie pani burmistrz Głuszycy prosiła o wsparcie. Rzeczywiście trochę żałuję, że nie mogę uczestniczyć w sprawach Ząbkowic, że moja rola jest tylko rola obserwatora, bardzo rzadko komentatora zdarzeń na moim prywatnym blogu. Radnym czy burmistrzem się bywa. Ząbkowiczaninem się jest! Jestem nim i zależy mi na naszym mieście.

A dlaczego nie pełni Pan już funkcji wiceburmistrza?

W pewnym momencie nasze drogi z Panią Burmistrz i koncepcje działania rozeszły się całkowicie. Trudno mieć zastępcę burmistrza, który ma kompletnie inne zdanie od burmistrza w tych samych sprawach. W pewnym momencie doszło między nami do nieporozumienia i zostałem odwołany. Nie mam żadnych pretensji z tego tytułu, ale pozostaję przy swoich opiniach na temat Głuszycy i jej szans oraz przyczyn problemów tej społeczności. Mile wspominam wiele osób.

Co się Panu nie podoba w Ząbkowicach pod rządami Marcina Orzeszka?

Razi mnie w obecnej kadencji samorządu olbrzymie skupienie na wizerunku. Wiem, że trzeba dbać o wizerunek gminy, by przyciągać inwestorów i turystów, a przede wszystkim, żeby dobrze się w niej czuli mieszkańcy, ale odnoszę wrażenie, że przesadnie kładzie się nacisk na to, żeby wywierać wrażenie, że tylko bardzo dobrze dzieje, że się wszystkim bardzo dobrze żyje, że nie ma żadnych problemów, porażek. Gdyby poczytać się informacje na oficjalnej stronie internetowej Ząbkowic Śląskich, to można by pomyśleć, że jesteśmy nie tylko zieloną wyspą, ale wyspą z palmami. Razi mnie ten nachalny przekaz, że w Ząbkowicach żyje się jak w raju, bo tak nie jest. Nie mam tu żadnych osobistych pretensji do Pana Burmistrza Marcina Orzeszka. Mało tego – mieszkańcy powinni wiedzieć, że Pan Burmistrz realizuje dokładnie to, co jest potrzebne Ząbkowicom. Nie oceniam jego polityki kadrowej, to jest jego suwerenna dziedzina, choć moje krytykowano od pierwszego dnia. Jeden raz tylko sformułowałem krytyczną opinię na ten temat, gdy nastąpił wyraźny wzrost zatrudnienia w Urzędzie Miejskim i przybyło stanowisk kierowniczych. W żadnej mierze nie odnoszę tego do konkretnych osób, których działalność oceniać musi osobiście Pan Burmistrz. Natomiast, powtórzę jeszcze raz, brakuje mi w działaniach samorządu myślenia perspektywicznego. Wszystkie fajerwerki medialne przyprawiane mnóstwem imprez nie zagłuszą pytania, co dalej z Ząbkowicami Śląskimi? Oczywiście, niech się ludzie bawią, niech mają za darmo rozrywkę (choć to, że jest ona darmowa, to się tak tylko wydaje, bo w końcu ktoś za to musi zapłacić). Następnego dnia po każdej udanej imprezie wracają pytania: co ze szkołami, jak się mają środowiska twórców czy sportowe, czy mamy dostęp do kultury z prawdziwego zdarzenia? Co brakiem pracy? Czy jest realna możliwość pojawienia się nowego inwestora w strefie inwestycyjnej? Co z deficytem mieszkaniowym pod kątem osób, których nie stać na budowę własnego domku?  Na te pytania trzeba szukać odpowiedzi. Pan Burmistrz jest pierwszym wśród nas powołanym do znajdowania tych odpowiedzi.

Za co w takim razie mógłby Pan podziękować obecnemu samorządowi, co zrobił dla Ząbkowic?

Cieszę się, że samorząd w obecnej kadencji kontynuuje wszystkie projekty, które zastał na biurkach urzędników i burmistrza poprzedniej kadencji. Wszystko, co się dzieje obecnie, jak choćby rewitalizacja miasta, która jest kontynuowana. Tak samo inwestycje drogowe, które są realizowane. Radują place zabaw. Jako ząbkowiczanin mogę tylko być zadowolony. Martwię się, mówiąc oględnie, przedłużającą się budową obwodnicy Ząbkowic Śląskich. Nie wiem co tak naprawdę usprawiedliwia tak duże opóźnienie inwestycji, która zaczęła się formalnie rzecz biorąc sześć lat temu. Mieszkańcy długo czekali na tę inwestycję, więc pewnie poczekają jeszcze. Być może Pan Burmistrza lub ktoś z jego otoczenia powinien pukać do właściwych drzwi. Cieszą obietnice remontów ul. Kamienieckiej czy ul. Żeromskiego, ale obwodnica musi być pierwsza. Życzę Panu Burmistrzowi realnego sukcesu dla Ząbkowic Śląskich w każdej dziedzinie.

Zaangażował się Pan w dwa ciekawe projekty, pisze Pan dla Świdnickiej Akcji Katolickiej i prowadzi portal VVENA.PL

W Akcję Katolicką, która jest stowarzyszeniem świeckich, zaangażowałem się dwa lata temu. Zrodził się pomysł, aby powołać portal internetowy, którym rzeczywiście zajmuję się jako wolontariusz. VVENA.PL to portal kreatywnych ludzi, obejmujący swym zasięgiem byłe województwo wałbrzyskie. To jest przedsięwzięcie, które, mam nadzieję, z czasem rozwinie się.  Na razie jest to takie raczkujące dziecko w internecie. Obecnie portal skupił się na działalności związanej z szeroko pojętą kulturą, może z czasem pojawią się nowe wątki, bo kreatywność to również przedsiębiorczość, wynalazczość, to jest cała sfera intelektualnych poszukiwań człowieka i umiejętności pokazania ich światu. Uważam, że nie doceniamy tego, że wokół nas są zdolni ludzie. Często zachwycamy się jakąś gwiazdą, głęboko wstrzymujemy oddech, gdy przyjeżdża do nas jakiś wybitny aktor czy malarz. Słusznie, bo trzeba się cieszyć takimi wydarzeniami, ale obok nas są ludzie naprawdę niezwykli, którym nie stworzono dotychczas miejsca. Oni sami nie potrafią się przebić przez różne instytucje. Może to wynika z nieśmiałości, niepewności, czy to, co robią jest rzeczywiście wartościowe. Takie osoby chciałbym wynajdywać i udostępniać ich dorobek innym ludziom. Uważam jest to bezcenny skarb każdego miasta, każdej gminy. Nie chciałbym promować taniej rozrywki, ale rzeczy unikalne, które naprawdę są wokół nas.

Czy skupienie się na nowych projektach oznacza dla Pana rezygnację z polityki?

Z polityki nie da się zrezygnować. Rozumiem politykę jako troskę o dobro wspólne. Jeżeli będę mógł na nią wpływać zajmując się np. kulturą, w zupełności mi to wystarczy. Jeśli się okaże, że ktoś będzie potrzebował mojej osoby do ról stricte politycznych, to wtedy to rozważę. Na razie takich propozycji nie poszukuję, bo jeszcze chyba sezon polityczny dostatecznie się nie rozkręcił. Interesuje mnie dobro wspólne Ząbkowic, ale nie w kategorii bijatyki o fotele.

Dziękuję za spotkanie i rozmowę.

Wywiad przeprowadzony przez Annę Urbaś – opublikowany w portalu DOBA.PL pod datą 20.09.2013