Ocean czasu dzielił od ostatniego spotkania ze światem „Open Vocal”, więc ponowne znalezienie się w tym twórczym środowisku było jak powrót z długiej podróży. Może dlatego pierwsze wpatrzenie się i wsłuchanie w brzmienia kojarzy się z próbą schwycenia całego spektrum wrażeń. W kolejnym kroku dopiero dało się ustawić fokus zmysłów i wyobraźni na cząstki wokalnej i muzycznej mozaiki. Ku mojemu zaskoczeniu nie była ona tak harmonijna, jak to miało miejsce w trakcie poprzednich koncertów.
Być może miejsce, być może wspomniany już czasowy dystans od minionych artystycznych wydarzeń w Kłodzku, a być może swego rodzaju łaknienie emocji, do jakich byłem „przyzwyczajony” (co ważne bez rutyny), nastawiło estetyczne i uczuciowe sensory na fale, z jakimi dotąd w „Open Vocal” miałem do czynienia. 5 marca 2026 r. potwierdziła się natomiast jedna reguła, której działanie rejestrowałem przez kilkanaście lat moich obserwacji. Te koncerty za każdym razem wymykają się z ram i przechodzą takie metamorfozy, że mimo wielu podobieństw (osób, miejsc, stylistyki) każdorazowo są czymś nowym. Tak też było i tym razem.
Jak już wspomniałem, nie było w kłodzkim koncercie „Open Vocal LIVE!” linii melodycznej, jakiej się mogłem spodziewać ze względu na znane z wcześniejszych wydarzeń zainteresowania czy upodobania twórców i wykonawców. Paleta barw i przesłań dziewiętnastu pozycji repertuarowych (wykaz na końcu niniejszej relacji) była, jak hiszpański wachlarz, szeroko rozwarta, a horyzont, po jakim mogli się przemieszczać słuchacze i widzowie, był bardzo szeroki. Zarówno inspiracje muzyczne, jak i tekstowe prezentowanych kompozycji – można tak rzec – nie dawały… spokoju. Było bowiem tak różnorodnie pod względem stylów muzycznych (nawet epok!), jak i przekazów słownych zawartych w tekstach (może w niektórych o ideach trudno mówić), że z utworu na utwór było, jeśli nie mocniej, to inaczej. Nie da się zatem zrelacjonować koncertu liniowo, czyli według kolejności występów.
- „Largo” z koncertu nr 4 f-moll „Zima” Antonio Vivaldiego (wydanego – uwaga – w 1725 r.) było – dla mnie – najintensywniejszym doznaniem. Po pierwsze: nie spodziewałem się tego rodzaju muzyki. Po drugie: chociaż jest jeszcze kalendarzowa zima, to przełożenie jej na wibrando kobiecego głosu i strun gitarowych dotykanych męskimi uderzeniami wykreowały nadzwyczajne zjawisko w mojej wyobraźni. Słyszę je dotąd mimo upływu czasu i zbliżania się wiosny. Widziane przez zamknięte oczy płatki śniegu ze swoimi niepowtarzalnymi geometriami zanim się rozpłyną pod wpływem słońca urzekają krystalicznością i to piękno nie topnieje.
- „Get here” w wykonaniu Laury Wodejko była nie tylko piosenką, bo brzmiała jak śpiewany list. Ballada w oryginale z 1988 r. oraz w interpretacji z 2026 r. stanowi mieszankę klubowych drgań i wiosennej spontaniczności, za którymi zazwyczaj się tęskni, przy których zazwyczaj robi się cieplej na sercu, i po których zazwyczaj chciałoby się znajdować czas i miejsce tylko dla dwojga.
- „Wish I didn’t miss You”, choć to utwór zaledwie z 2001 r., to wytwarza wrażenie klasyki soulu. Tę bardzo subiektywnie kobiecą optykę w niesamowicie przejmujący emocjami sposób oddała formacja „Soul Mama”, czyli: Anna Gajek, Katarzyna Kott, Magdalena Taurogińska Joanna Jakubowicz, Ewa Mikołajczak, Agata Bilińska. Bardzo długo nie słyszałem tak skoncentrowanego ładunku afektu w muzycznej i wokalnej wersji. To wykonanie, w przeciwieństwie do wspomnianych wyżej kompozycji „Largo” i „Get here” było jak wrzątek, którego para, skraplając się zamienia się w morze łez. Kobiecych łez!
- „Lay me down” to piosenka przeszywająco smutna. Zaistniała na rynku muzycznym w 2014 r. i nie schodzi z firmamentu ze względu na swoje rzewne brzmienie. Słowa utworu dają się rozumieć jako rodzaj pożegnania, może nawet są opisem próby pogodzenia się z nieodwołanym odejściem. Katarzyna Woźnicka oddała ten właśnie sentymentalny, wręcz nostalgiczny klimat, niuansując właściwym sobie ciepłym tembrem w odrobinę nadziei, że koniec „tutaj” nie musi oznaczać końca „w ogóle”. Może to jakaś metafora?
- „Cavatina” to gigantyczne zaskoczenie, bo gdy Roho Konar zagrał ten gitarowy klasyk to, mimo niepewności (nie jestem przecież muzykologiem), przeczuwałem styk z czymś znacznie większym od typowego gitarowego murmurando. Zaraz po wyjściu z koncertu sprawdziłem i okazało się, że pierwsze nuty kompozycji Stanleya Myersa z 1970 r. to nie kto inny jak Wolfgang Amadeusz Mozart! Chociaż nieco zmodyfikowana, to jednak słyszalna maestria z 1780 r., zakodowana (rzeklibyśmy współczesnym żargonem), we wciąż nowocześnie brzmiący utwór, wyzwala słuchacza z przywiązań do płytkiego odbioru „brzdąkania na gitarze”. Jak się bowiem okazuje, słyszymy XX-wieczne echo dzieła z wieku XVIII z jego przyjazną dla średnio-muzykalnego audytorium (jakiego jestem reprezentantem) nadbudową.
Można byłoby pisać o wszystkich niewymienionych dotąd wykonaniach, ale wymóg zwięzłości narzucany poniekąd modą na skrótowość nakazuje mi poprzestać na wspomnianych wyżej czterech pozycjach. Wszystkie prezentacje udostępniłem na You Tube (mimo mankamentów audio wynikających z akustyki sali) i pewnie ukażą się również w mediach społecznościowych „Open Vocal”-owych.
Nie chcąc przedłużać ponad cierpliwość czytających te słowa, zamknę relację słowem: dziękuję. Dziękuję za kolejne spotkanie. Dziękuję za piękną muzykę. Dziękuję, że jesteście ponad przyziemnościami. Dziękuję, że pozwalacie oddychać wyszukanymi artystycznymi smakami. Dziękuję, bo dzięki Waszym koncertom nawet szarość ma odcienie, pomiędzy którymi widać światło.
Z kronikarskiej rzetelności należy zapisać kto wystąpił i co zaprezentował w koncercie Open Vocal LIVE!
Utwór „Freedom” wykonał zespół w składzie Milena Gajek, Natalia Chłanda, Katarzyna Woźnicka, Zuzanna Czuba, Laura Wodejko, Marysia Słodyczka, Hania Ciepko, Emilia Trzebońska, Amelia Pinkiewicz, Wiktoria Sadowska. Piosenkę „Falling slowly” zaśpiewały: Milena Gajek, Marysia Słodyczka, Zuzanna Czuba, Hania Ciepko. „Wiosna przyjdzie i tak” zabrzmiało w interpretacji Wiktorii Sadowskiej z Laurą Wodejko. „Ołów” wykonała Emilia Trzebońska z Laurą Wodejko. „Jak liść” śpiewała Amelia Pinkiewicz z Katarzyną Woźnicką, Mileną Gajek i Natalią Chłandą. „Co mi Panie dasz” przypomniała Natalia Chłanda z Mileną Gajek, Katarzyną Woźnicką i Amelia Pinkiewicz. „The Pines” wykonała Agata Rychlińska z Mileną Gajek i Katarzyną Woźnicką.
Piosenkę „Get here” zaśpiewała Laura Wodejko. „Something’s gotta hold on me” śpiewała Milena Gajek.„Lay me down” interpretowała Katarzyna Woźnicka. Wersję utworów „I’ll be over you” oraz „Jutro rano” usłyszeliśmy w wykonaniu zespołu w składzie: Milena Gajek, Natalia Chłanda, Katarzyna Woźnicka, Zuzanna Czuba, Laura Wodejko, Marysia Słodyczka, Hania Ciepko, Emilia Trzebońska, Amelia Pinkiewicz, Wiktoria Sadowska.
Piosenki „Wish I didn’t miss You” oraz „Your love is king” wykonał zespół „Soul Mama”: Anna Gajek, Katarzyna Kott, Magdalena Taurogińska Joanna Jakubowicz, Ewa Mikołajczak, Agata Bilińska.
Utwory „Cavatina” i „Hard Roho” (tytuł wymyślony po koncercie) zagrał na gitarze Roho Konar. „Dawno już” oraz „Flame still burns” śpiewająco i grająco zaprezentował duet Agata Bilińska i Roho Konar. „Largo” Antonio Vivaldiego wybrzmiało dzięki Agacie Bilińskiej (wokaliza) & Roho Konarowi (gitara).

















































