Rozglądanie się wokół siebie przez różowe okulary czy interpretowanie tego, co nas otacza i co dzieje się wokół przez tzw. „myślenie życzeniowe”, mogą tymczasowo poprawiać nastrój. W każdej dziedzinie życia, a już szczególnie w ekonomii, wcześniej czy później trzeba stanąć z prawdą twarzą w twarz. Nie po to, by popaść w odwrotność nadmiernego optymizmu, lecz po to, by odczytywać rzeczywistość jako znak, czyli coś, co ma znaczenie.
Współczesny kryzys kultury i cywilizacji europejskiej (a w pewnym wymiarze również światowej) jest zjawiskiem poważnym, gdyż dotyczy nie tyle struktur i instytucji, co samej istoty kultury i jej korzeni, jej fundamentów, dotyka cywilizacji chrześcijańskiej. Jednym z procesów zmian cywilizacyjnych jest sekularyzacja i towarzyszący jej kryzys moralny i obyczajowy.
Tak napisał dr hab. Stanisław Grochmal we wstępie do książki pt. „Paradygmat jedności w kontekście zarządzania organizacjami”. Publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Rzeszowskiego w 2013 r. i mimo upływu kilkunastu lat jest zadziwiająco aktualna. Lektura jest interesująca, bo obraca się wokół wątków społecznej odpowiedzialności przedsiębiorców i… duchowości w zarządzaniu. Uprzedzam jednak, że nie jest to modlitewnik biznesmena (choć i taka książeczka pewnie przydałaby się wielu przedsiębiorcom i jak się zdaje czeka na swojego twórcę). To raczej wywód prowadzony starannie od strony metodologii naukowej oraz zestaw niekiedy zaskakujących wniosków.
Wychodząc jedynie z cytowanych wyżej tez chcę, abyśmy wspólnie dostrzegli prawdę, że materialne aspekty naszego życia nie są li tylko efektem przysłowiowej „niewidzialnej ręki rynku” czy zderzeń pomiędzy rywalizującymi ze sobą ekonomicznymi centrami wpływu lub grupami interesu. Każdy proces ekonomiczny toczy się w określonym otoczeniu kulturowym, politycznym i geograficznym. Niezależnie od tego jak skuteczny jest mechanizm globalizacji i jednocześnie jak silny jest trend lokalności (w wymiarze kontynentu, kraju, regionu) tryby przedsięwzięć nie kręcą się tylko w rytmie opłacalności, konkurencji czy monopolizacji.
Każde przedsięwzięcie, w którym wynik finansowy jest paliwem aktywności, rozgrywa się również na niwie etyki (prawda), w sferze wpływu na jakość ludzkiego życia (dobro) oraz ma właściwą sobie estetykę (piękno).
- Działalność polegająca na odbiorze nieczystości stałych czy płynnych (śmieci i ścieków) nie należy do atrakcyjnych pod względem wizualnym, ale usuwanie odpadów i ich przetwarzanie pomaga nam w codziennym funkcjonowaniu. Nie może też polegać na przerzucaniu niechcianych mas w inne miejsce bez brania pod uwagę oddziaływania na dany punkt i jego sąsiedztwo. No i wreszcie, musi się przynajmniej bilansować, jeśli nie opłacać.
- Działalność handlowa zdecydowanie sprzyja realizowaniu codziennych i niecodziennych potrzeb ludzi, bo kupujemy chleb codziennie wszyscy, ale plazmowy telewizor tylko raz na jakiś czas i nie wszyscy. Rzecz jasna handel musi się opłacać sprzedawcy, ale klient nie może być traktowany jako worek z niczyimi pieniędzmi, gdyż takich nie ma. Nieuczciwością jest zatem nie tylko sprzedaż po wygórowanych cenach czy wypchnięcie produktu pozbawionego wartości. Nieuczciwością jest też zabór towarów bez zapłaty. Oba rodzaje nieuczciwości są po prostu różnymi postaciami kradzieży.
- Działalność polityczna w samej swojej istocie oparta jest na przestrzeganiu zasad prawa, ukierunkowana jest na dobro wspólne, choć w praktyce polega na podejmowaniu rozstrzygnięć nie zawsze powszechnie akceptowanych oraz na ścieraniu poglądów i zderzaniu argumentów. Abstrahuję w tym idealistycznym opisie od realiów polityki, która jest jedną z dziedzin życia, która na naszych oczach mocno dewaluuje się. To, że politycy są najniżej notowani pod względem zaufania społecznego, jest wierzchołkiem góry lodowej. Jest nią redukowanie polityki to gry interesów, czemu nadzwyczajnie sprzyja tak powszechnie afirmowana… demokracja. Tak czy inaczej warstwa polityki przesądza w dużym stopniu o tym, w jakim świecie żyjemy na co dzień, jakie ponosimy tego koszty (w tym jak wysokie płacimy podatki) i na ile czujemy się wolni (co ma kolosalne znaczenie).
Wymieniłem zaledwie trzy sektory życia, z którymi mamy ciągły kontakt. Wyrzucanie śmieci, robienie zakupów i decyzje burmistrzów czy posłów oraz wszelkie inne sfery naszego funkcjonowania mimo diametralnie różnych skojarzeń i oczywiście innej za każdym razem skali oddziaływania, poza wynikiem finansowym czy szerzej rezultatem ekonomicznym, łączy lub dzieli coś jeszcze.
Spoiwem lub barierą jest sens działania lub jego deficyt. Jeśli coś jest „bez sensu”, to już nie tylko irytuje czy wyzwala bunt, ale przede wszystkim wpływa niszcząco na obie strony danej aktywności oraz na ich relacje.
Jeśli panowie uwalniający nas od wytworzonych przez nas odpadów, wyrzucą je, gdzie popadnie, to nie możemy mieć wątpliwości, że działają na swoją i naszą niekorzyść. Jeśli pani sklepowa sprzeda nam przeterminowany produkt, nie mamy wątpliwości, że nas oszukała i ona też te wie, a niezależnie od wartości transakcji oszustwo zrywa kontakt na przyszłość. Jeśli osoba uprawiająca politykę nie wywiązuje się ze swoich deklaracji i przy tym mami swoich i cudzych wyborców dyktowaną sondażami i algorytmami propagandą, jest winna destrukcji wspólnoty, nawet jeśli udaje się jej utrzymać władzę, a ludzie z braku determinacji godzą się na ponoszenie osobistych strat.
Zacytuję fragment dysertacji Stanisława Grochmala z książki pt. „Paradygmat jedności w kontekście zarządzania organizacjami”. Skutki wykluczenia etyki i moralności z postaw i zachowań współczesnego człowieka są widoczne w każdej niemal dziedzinie życia społecznego, politycznego, kulturowego, duchowego oraz ekonomicznego. W wymiarze gospodarczym kryzys ten objawia się przede wszystkim w zanegowaniu podstawowych praw ekonomii, przedsiębiorczości, rynku oraz w zaprzeczeniu istoty i sensu pracy ludzkiej.
Nadawanie kierunku każdej sferze życia zbiorowego zaczyna się – albo kończy się! – na racjonalnym wykazaniu sensu określonej aktywności. Człowiek jest zdolny podejmować wybrany wysiłek (nawet wbrew kryterium materialnej „opłacalności”, a więc „dokłada” do pokrywania kosztów materialnych i niematerialnych) tylko wtedy, gdy widzi jego sens. W każdym innym przypadku do danej pracy lub roli zmusza się. Może ją wykonywać zgodnie z wymaganiami, spełnia minimalne oczekiwania i… zagryza zęby z nadzieją, że coś szybko zmieni się lub ktoś odwróci bieg spraw. Zdarza się, że w imię dobrze pojętego buntu chwyta los w swoje ręce albo (niestety) godząc się na rolę bezwolnego trybika, w istocie traci poczucie swojej wartości.
Przedłużający się dysonans emocjonalny i poznawczy trawi każdą osobę najpierw od wewnątrz. Aby o tym wiedzieć i aby przed tym chronić siebie oraz inne osoby, wystarczy kierować się regułami rozumu, który nieustannie pyta o sens działania. O sens działania pyta również sumienie, którego odpowiedzi nie muszą i zazwyczaj nie są łatwe.
Człowiek nie może stale znajdować się w depresji wobec swoich aspiracji, ale też nie może bez ustanku orbitować ponad realiami życia. Nie można bez końca funkcjonować w stroboskopowych błyskach karnawału i kryzysu bez obawy o utratę sensu życia. Człowiek potrzebuje rytmu dnia i nocy, czyli dobrze rozumianej zmienności, dzięki której osiąga swoje cele i odnajduje sens życia, w którym po ciemności przychodzi światło.
Tekst dedykowany dla serwisu wAkcji.24.pl













