Jest sprawa do rozwikłania. Do rozwikłania w duszy! Nic nie jest w tej sferze oczywiste i jednocześnie wszystko jest niewątpliwe. Powiesz, że paradoks podobny do kwadratury koła. Być może tak to wygląda z zewnątrz, gdy jednak wejść głębiej, widać więcej. Widać w perspektywie trzystu sześćdziesięciu stopni.
Nim przejdę do sedna sprawy, nie mogę nie wrócić do Weroniki. Nie da się zapomnieć tej historii, która wpisała się w moją świadomość trochę jak kropla w skałę, więc nie przez jeden epizod, ale przez systematyczne drążenie kokonu, w jakim chronić się jestem skłonny przed nadmiernym uzewnętrznianiem się. Chodzi o tę Weronikę, która stanęła na drodze. Ewangelia nie zna opisu sceny, którą znamy z VI stacji Via Crucis. Nawet papież Benedykt XVI promulgując w 2007 r. nową wersję Drogi Krzyżowej opartą ściśle o teksty ewangeliczne, uznał za zasadne wykreślenie między innymi szóstej stację, bo jej zwyczajowo przyjęta treść nie ma oparcia w Piśmie Świętym. W powszechnej świadomości właśnie ten epizod jest dla wielu chrześcijan na tyle ważny, że pomysł jednego z wpływowych rzymskich kardynałów nie znalazł akceptacji „vox populi”. Nota bene: Weronika z Drogi Krzyżowej jest przez niektórych uznawana za patronkę… fotografów. Są też i tacy, którzy upatrują w Weronice tej samej kobiety, którą Jezus uzdrowił dzięki jej tak silnej wierze, że bez użycia słów doświadczyła uleczenia z dotkliwej choroby.
VI stacja Drogi Krzyżowej wizualizuje ten aspekt duchowości, w którym nie słowa, ale czyn, znaczą najwięcej. Z wielu pobożnościowych i artystycznych wyrażeń wynika, że w tym momencie Męki Pańskiej zarówno Chrystus, jak i Weronika, nie wypowiedzieli ani jednego słowa. On bowiem odpowiedział odbiciem Swojego wizerunku na chuście, którą Ona w geście pomocy dotknęła Jego twarzy. Nie było czasu na słowa! Nie było warunków do najmniejszego choćby dialogu! Jakże to podobne do współczesnych zdarzeń, w których oskarża się bez prawa do obrony, pomawia się nie wysłuchując drugiej strony, wzbudza się nienawiść, aby zakrywać swoje kompleksy). Na szóstej stacji Via Crucis miała miała miejsce idealna równowaga pomiędzy treścią a formą, dla których słowa mogłyby być obciążeniem.

Używanie słów, jeśli już mają być wypowiadane lub pisane, bez poprzedzenia namysłem, rzadko kiedy prowadzi do dobrych rezultatów. Owszem, milczenie niekiedy nie służy dobru, bywa też koniunkturalne i na swój sposób bezpieczne lub wygodne, lecz werbalizowanie także może mieć charakter zabezpieczania sobie komfortu. Naprawdę zawsze i wszędzie warto uważać nie tylko na to, co się mówi, ale przede wszystkim uważności wymaga powód, dla którego zabiera się głos i cel, jaki się zamierza osiągnąć. Ani milczenie, ani mówienie nie może być skrywaną obojętnością.
Przejdźmy do sprawy zasygnalizowanej na wstępie, a którą w pewnym sensie esencjonalny obrazują bez słów, ale jakże wymownie gest Weroniki i replika Chrystusa. Pomiędzy ludźmi zdarzają się sytuacje, w których nie można nie podać drugiemu człowiekowi „chusty”. Takie zachowanie zawsze pozostawia „odbicie”. Pomówiony, a nawet skazany, słaby z powodu samotności czy choroby, banita, tj. cierpiący zranienie, odrzucenie, niezrozumienie – wszyscy są niezmiennie i nieodwołalnie ludźmi. Nosząc człowieczeństwo, są kimś godnym „weronikowej chusty”, nawet jeśli „swoje odbicie” pozostawiają niezauważenie, nawet jeśli mamy je ujrzeć w bliższej (tutejszej) czy dalszej (tamtejszej) przyszłości. Owa „chusta” nie zdejmuje bólu fizycznego czy moralnego, nie oznacza zapomnienia mimo wybaczenia, nie znosi wszelakiego cierpienia. Daje jednak oddech tonącemu, kroplę wody spragnionemu czy światło zagubionemu. Przywraca nadzieję.












