Mam wrażenie, że w naszym społeczeństwie istnieje podwójny trend. Z jednej strony, to ukrywanie naszych ran i udawanie, że one nie istnieją. Chcemy pokazać, że jesteśmy niewrażliwi. A potem tworzymy najlepiej jak potrafimy na Facebooku, Instagramie… Drugi trend to ten, który idealizuje bycie zranionym. W każdej gazecie można znaleźć ludzi, którzy byli ofiarami wypadku lub nieszczęścia, i którzy zgłaszają się, wyznając publicznie mówiąc: „To mi się przydarzyło i to są moje rany”. Kto powiedział te słowa?
Erik Varden ma 52 lata. Wywodzi się z niepraktykującej rodziny luterańskiej, po rozmowach z polskim salezjaninem ks. Tadeuszem Hoppe, w 1993 r. zdecydował się przyjąć sakrament Chrztu świętego w Kościele katolickim. Studiował w Paryżu i w Cambridge, gdzie uzyskał doktorat, a w 2002 r. wstąpił do opactwa trapistów w Mount Saint Bernard w Anglii, gdzie w 2007 r. złożył profesję zakonną. W latach 2009 – 2011 studiował teologię patrystyczną na Papieskim Instytucie Wschodnim w Rzymie. Sakrament święceń przyjął w 2011 r. W latach 2011 – 2013 był wykładowcą na Papieskim Ateneum św. Anzelma w Rzymie. W latach 2013 – 2019 był opatem macierzystego klasztoru zakonu trapistów, którego reguła słynie z surowości.
W 2019 r. papież Franciszek mianował Erika Vardena biskupem Trondheim w Norwegii. Sakrę biskupią przyjął w katedrze św. Olafa. Były to pierwsze od XVI w. święcenia biskupie w Trondheim od czasów Reformacji w 1537 r. Przyjmuje dewizę biskupią „Coram Fratribus Intellexi” (Wobec braci zrozumiałem). Od 2024 r. jest przewodniczącym Episkopatu Krajów Nordyckich, a od 2025 r. członkiem Dykasterii ds. Duchowieństwa w Stolicy Apostolskiej. W lutym 2026 r. wygłosił serię nauk wielkopostnych wobec Leona XIV i najbliższych współpracowników papieża.
Kilka dni temu (5 marca 2026 r.) ojciec biskup Erik Varden udzielił wywiadu hiszpańskiemu serwisowi RevistaEcclesia.es, z którego pochodzą cytowane na wstępie słowa. Rozmowa ta jest bardzo mocno nasycona przekonaniem norweskiego mnicha i hierarchy (cóż za paradoks!), że życie duchowe człowieka splecione jest z jego doczesnością, a konieczny balans pomiędzy obiema sferami nie polega na podzieleniu egzystencji na dwa niezależne sektory.
O podobnych kwestiach, ale językiem medytacji norweski biskup prowadzi czytelników książki „Uzdrawiające rany”. Publikacja jest już od kilku tygodni dostępna w Polsce dzięki wydawnictwu Esprit, a jej lektura czyni cuda z umysłem i duszą, jeśli czyta się wywody biskupa z Trondheim w poszukiwaniu głębi duchowej.
We wspomnianym już wywiadzie dla hiszpańskiego portalu pojawił się wątek, o którym nie można nie wspomnieć w trakcie Wielkiego Postu. Zacytuję fragment rozmowy i za chwilę wyjaśnię powód, dla którego skupiam się na tym motywie.
Wielki Post wydaje się być sprzyjającym czasem na medytację nad ranami Chrystusa i naszymi. Jak to zrobić?
Zagłębiając się w liturgię Kościoła. Liturgia jest niezwykłym narzędziem do nauczania, a Kościół jest wspaniałym nauczycielem. Liturgia, poprzez swoje znaki, teksty, działania, obecność i nieobecności, skupia naszą uwagę i wyostrza naszą świadomość. Jeśli pozwolimy, aby liturgia do nas przemawiała, jeśli będziemy w niej uczestniczyć, zostaniemy wciągnięci w tajemnicę. Jeśli pozwolimy, aby liturgia mówiła i nie zamienimy jej w coś banalnego i nudnego, tajemnica Wielkiego Postu zostanie nam objawiona i będziemy przygotowani na Wielkanoc.
Czy liturgia jest kluczem do ewangelizacji?
Uważam, że jest to niezwykle ważne. To nie jest jedyny czynnik, ale jest najbardziej znaczący. Zawsze tak było!
Zatrzymuję się na tym właśnie fragmencie wywiadu nie tylko dlatego, że obiegł on wszystkie media katolickie i relacjonujące życie Kościoła. Był cytowany, komentowany, analizowany na wszelkie możliwe sposoby. Przeszedł także przez polskie media (także media społecznościowe) i był powtarzany lub przynajmniej dostrzegany w sposób nadzwyczajny, jakby był czymś w rodzaju „odkrywania Ameryki”. Być może na fakcie, że biskup Erik Varden powiedział coś absolutnie oczywistego, polega efekt zaskoczenia. Szukałbym siły tych słów, w tym, że wyrażają one coraz głośniejszą tęsknotę katolików za głębią doświadczania wiary, a liturgia – z celebracją Mszy świętej jako źródłem i szczytem – jest przecież osią życia Kościoła.
Norweski duchowny, choć jest mnichem, hierarchą i intelektualistą – a może właśnie dlatego, że jest mnichem, hierarchą i intelektualistą – wychodzi z dobrego rozpoznania egzystencjalnych zranień współczesnego człowieka i przekonuje, że remedium na nie jest zwrócenie się ku Panu Bogu. Nie ma zaś lepszego sposobu na ów zwrot jak modlitwa z liturgią w centrum. W tym kontekście dobitnie brzmi przestroga, by liturgii nie banalizować, by nie stawała się nużącym rytuałem, a to jest wyzwanie w pierwszym rzędzie dla szafarzy liturgii, ale również dla obecnych w niej osób życia konsekrowanego i osób świeckich.
Co praktycznie oznacza lub oznaczać może przypomnienie znaczenia liturgii w życiu Kościoła? Kierunek, w jakim warto pójść, by znaleźć odpowiedzi na to pytanie, widzę w innej wypowiedzi biskupa Erika Vardena. Tym razem zacytuję fragment nauki wielkopostnej wygłoszonej przez biskupa trapistę przed papieżem Leonem XIV na początku Wielkiego Postu (24 lutego 2026 r.).
Konieczne jest, aby zobaczyć i wyrazić świat w świetle Chrystusa. Chrystus, który jest prawdą, nie tylko nas chroni; odnawia nas, niecierpliwy, aby objawić się przez nas stworzeniu, które staje się coraz bardziej świadome, że jest poddane daremności.
Kuszące jest myślenie, że musimy nadążyć za modą świata. To jest, powiedziałbym, wątpliwa strategia. Kościół, wolno poruszające się ciało, zawsze będzie ryzykować wyglądem i brzmieniem z zeszłego sezonu. Jeśli jednak dobrze mówi swoim własnym językiem, językiem Pisma Świętego i liturgii, swoich byłych i obecnych ojców, matek, poetów i świętych, będzie oryginalny i świeży, gotowy do wyrażania starożytnych prawd w nowy sposób, mając szansę, jak to robił wcześniej, na orientację w kulturze.
Tekst dedykowany dla serwisu wAkcji.24.pl












