Poplątanie z pomieszaniem i powiat pozamiatają. Takie spostrzeżenie przyszło mi do głowy po dzisiejszych „obradach” rady powiatu ząbkowickiego. Z sesji na sesję, lawina bierności zasypuje dziewiętnastu wybrańców i nawet jeśli niektórzy bronią się przed katastrofą, to są „demokratycznie” anihilowani.  

Jeśli ktoś pamięta jeszcze ekwilibrystykę, jaką uprawiali samorządowcy na początku lat 90., aby ulokować w Ząbkowicach Śląskich tzw. „rejon rządowej administracji ogólnej”, na bazie której niespełna dziesięć lat później ustawodawca zdecydował o przywróceniu powiatu ząbkowickiego (zlikwidowanego w 1976 r.), to wie, że myśl o tym, by ubrać geograficzno-historyczny obszar Ziemi Ząbkowickiej w konstrukcję administracyjną stanowiła rodzaj idei. Po tym, jak w 1990 r. odzyskaliśmy samorząd gminny, wiele nadziei wiązano z włączeniem kolejnego ogniwa do łańcucha demokracji lokalnej, jakim miał być właśnie powiat. Gdy w 1999 r. zaczęły funkcjonować samorządowe powiat i województwa, zachwytom nie było końca i duma rozpierała rzesze ludzi związanych z samorządem terytorialnym. Bardzo szybko jednak ujawniła się dysfunkcjonalność powiatów. Gminy okrzepły i ich rozwój przebiega niejako autonomicznie, województwa zasilone (póki co) funkcjami regionów Unii Europejskiej i związanymi z tym olbrzymimi środkami, stanowią rzeczywisty ośrodek kreowania i decydowania. Powiaty natomiast kuleją od początku i tam, gdzie nie dysponują mocnymi zasobami intelektualnymi i naturalnymi (w parze), tam przędą cienko i właściwie zarządzają same sobą.

Z roku na rok przybywa sceptyków wobec tworu, jakim jest powiat, a umiarkowani krytycy uważają, że nieuniknione jest scalenie powiatów w większe organizmy (mniej więcej odpowiadające 49 zlikwidowanym w 1998 r. województwom). Dodają do tego komasację mniejszych gmin w drodze wchłonięcia przez większe. Mówiąc szeroko: administracja publiczna wcześniej czy później zderzy się z rachunkiem ekonomicznym oraz postępem technologicznym. Ten drugi od dwóch lat postępuje w Polsce bardzo dynamicznie, w skutek czego digitalizacja usług publicznych przenosi ich ciężar operacyjny do sfery wirtualnej, której serwis będzie wymuszał radykalną korektę struktury zatrudnienia w obecnych urzędach (od gmin i powiatów, do województw, urzędów centralnych i ich agend terenowych). Poruszony tutaj aspekt ekonomii jeśli nie wcześniej, to później, zmusi polityków do podjęcia potwornego (z punktu widzenia ich zasobów kadrowych) ryzyka kroków, których efektem będą zmiany genetyczne w administracji publicznej. Państwo pozostanie jeszcze bardzo długo (oby na zawsze!) organizmem, a więc systemem unitarnym, zatem jego instrumentarium nie zniknie, a jego ewolucja nie wyłączy znanych nam mechanizmów przenikania się wizji centralistycznych z perspektywami lokalnymi. Nie będzie można jednak utrzymywać struktur generujących mierzalną skalę błędów, partykularyzmów, subiektywizmów i na dodatek nieefektywnych z punktu widzenia racjonalności wydatkowania zasobów publicznych.

Tak już teraz coraz częściej słyszy się o zadaniowości w instytucjach publicznych, o zarządzaniu ich potencjałami poprzez projekty oraz o potrzebie godzenia wąskospecjalistycznych kompetencji z holistycznym procesem decyzyjnym, tak nieuchronnie trendy te nie będą obserwowane przez okna w biurowcach, lecz wypełnią ich wnętrza i to zarówno te open-space’owe, jak i vip’owskie. Bez wątpienia i jeśli będzie nam dane żyć w warunkach pokoju, stabilności gospodarczej i bez cywilizacyjnych rewolucji, w administracji publicznej, szczególnie w jej sektorze samorządowym, wzrośnie znaczenie kryterium celowości i transparentności, a tym samym kreatywność oraz profesjonalizm działania przeformują kadry i tworzące je struktury.

Nie było mi dane –  przynajmniej od 2006 r. – na przykładzie powiatu ząbkowickiego dostrzec niczego, co przekonująco broniłoby idei powiatu przed opisanymi wyżej wątpliwościami. Owszem, bywało tak, że śmielej sięgano po rozmaite rozwiązania z zakresu bieżącego administrowania, zdarzały się jakieś namiastki debat o rzeczywistej roli powiatu wobec obywateli, wobec poszczególnych gmin i w stosunku do innych ogniw systemu państwa. Obserwuję sesje rady naszego powiatu, przyglądam się różnym aspektom działalności starostwa i związanych z nim (nie zawsze podległych) jednostek.  Przygnębia inercja radnych, przybijająco działa dezynwoltura osób sterujących całą machiną, czyli zarządu ze starostą na czele i być może najwięcej pracy w tym całym aparacie wykonują sami urzędnicy, bo obracając w lewej dłoni przepisy, a prawą to, co wpływa do nich od mieszkańców i polityków, muszą w istocie rozstrzygać o biegu wielu spraw. Nie wiem jak są wynagradzani, jak wygląda organizacja ich pracy, trochę widzę warunki, w jakich wykonują swoje zadania, ale zupełnie nie wiem nic o relacjach pomiędzy nimi a kierownictwem politycznym.

W pierwszym zdaniu napisałem: „Poplątanie z pomieszaniem i powiat pozamiatają”. Nie znam przykładu takiej inicjatywy – w granicach i na podstawie prawa, ale jednocześnie motywowana inwencją, samodzielnością i sercem – byłaby argumentem za tym, by (w kontekście powyższych rozważań) mówić, iż powiat ząbkowicki ma przed sobą przyszłość.  Ten stan nie zmieni się do jesieni 2018 r. A potem?