Powrót do przeszłości nie jest możliwy. Można jednak wracać do wspomnień z przeszłości. Taki właśnie charakter wszelkich sentymentalnych podróży w czasie sprawia, że eskapada jest bezpieczna (można w każdej chwili wycofać się z niej) i sprawiać może satysfakcję (można selektywnie podchodzić do minionych zdarzeń).

Ząbkowickie Popołudnie z Młodością to była impreza, jaka w latach 70. XX wieku podkręcała co miesiąc atmosferę wśród ząbkowickich nastolatków. Wtedy byłem w gronie osób, które nie tylko przyglądały się wymyślnym popisom dziewcząt i chłopców – uczennic i uczniów dwóch największych ząbkowickich szkół, ale sam wdałem się w rozmaite występy sceniczne. Lepiej o nich nie wspominać, bo echo śmiechu na ich widok jeszcze do dzisiaj odbija się po zakamarkach Ząbkowickiego Ośrodka Kultury. Na szczęście nikomu wówczas nie śniło się o współczesnych technologiach, dzięki którym można rejestrować czy transmitować audio i wideo, co sprawia, iż występ pozostaje na zawsze w sieci. A może szkoda… Tak czy inaczej taniec na scenie był epizodem i poza moją Żoną już chyba nikt tego nie pamięta, a zdjęć nigdzie nie widziałem. Jest natomiast kilka ujęć, gdy prowadziłem kilka razy Ząbkowickie Popołudnie z Młodością. „Nawijkę” uprawiałem bez większej tremy i może dlatego dzisiaj, wychodząc na scenę ZOK-u miałem jakieś miłe déjà vu. Ktoś gdzieś „wykrył”, że byłem konferansjerem, skutkiem czego znalazłem się wśród tych, których obecny włodarz potraktował w rytmie „klapa – rąsia – buzia – goździk”. Goździk – jak za tamtych czasów – był prawdziwy. Uścisk rąsi pierwszego obywatela, a z paniami nawet buziak. Obyło się bez klapy, bo chyba nikomu nie wpadło na myśl, żeby z tej okazji przypinać medale.

A należałoby! Podczas dzisiejszej reaktywacji Ząbkowickiego Popołudnia z Młodością przez scenę przewinęło się kilkadziesiąt bez mała osób, które wykreowały onegdaj nasz lokalny showbiznes. Z tym biznesem to może było różnie, ale show było niesamowite. I dzisiaj okazało się, że nadal jest, bo mimo upływu lat i naturalnie niższego potencjału do scenicznych wygibasów, wszyscy wykonawcy prowadząc reminiscencje z kolejnych wokalnych i instrumentalnych dekad, dawali z siebie mnóstwo energii. Nie będę tu wymieniał nazwisk i nazw, bo od tego są lokalne media, ale nikomu nie odmówiłbym medalu za sceniczną kondycję. Niektórych osób już nie ma wśród nas – ujmujące było ich wspomnienie na początku imprezy. Ukłon należy się tym, którzy dzisiejszy wieczór wymyślili i doprowadzili do jego realizacji. Na wielkie brawa zasłużyli wszyscy, którzy dzisiaj zaśpiewali i zagrali na ZOK-owskiej scenie, ale i ci, którym z różnych przyczyn nie było dane dotrzeć, a którym zawdzięczamy aurę ząbkowickiej bohemy minionego wieku.

Ząbkowice Śląskie były wulkanem scenicznej atrakcyjności. Z Ząbkowic i okolicy na prestiżowe sceny w Polsce trafiały najprawdziwsze muzyczne osobowości. Nie było tego olbrzymiego marketingowego zadęcia i digitalnego lewarowania, bo ząbkowiczanie przekonywali do siebie autentycznym talentem i pracowitością. Były przeszkody materialne (drogie instrumenty) i formalne (cenzura). Byli jednak ludzie, którzy wiedzieli, że przeszkody są po ty, by je pokonywać. Mam nadzieję, że dzisiejszy remake Ząbkowickiego Popołudnia z Młodością ktoś w całości nagrał na video, bo nie wiem czy taki wieczór da się powtórzyć. Było bardzo spontanicznie – tak jak wtedy. Było bardzo szczerze – tak jak wtedy. Było po ząbkowicku – tak jak wtedy.