Giermek Sancho Pansa uosabiał zdrowy rozsądek. Był bystrym obserwatorem – w przeciwieństwie do żyjącego w ciągłej iluzji rycerza Don Kichota. Gdy jego pan walczył z niewidzialnym wrogiem, sługa powtarzał: >> Zważcie jegomość, że to, co tam się ukazuje, to nie żadne olbrzymy, ino wiatraki. << Ta metafora jest dobrym opisem konfliktu, jakiego jesteśmy świadkami także w Powiecie Ząbkowickim, który dotyczy budowy farm wiatrowych.

Pierwsi przypisują wiatrakom prądotwórczym szkodliwość dla zdrowia, zakłócenia krajobrazu, zagrożenia dla ptactwa, a ich budowniczym i władzy lokalnej zarzucają zachłanność. Drudzy widzą w nich alternatywne źródło energii, darmowość i czystość jej pozyskiwania, zabezpieczenie dostawy niezbędnej energii elektrycznej w lokalnym wymiarze oraz sposób na dodatkowe dochody zarówno dla gospodarza terenu, jak i administracji samorządowej. Obie strony nie znajdują jednak wspólnego języka i każda niemal próba posadowienia pojedynczej turbiny wiatrowej (czy tym bardziej lokalizacji farmy wiatrowej) wzbudza emocje. Najpierw dają one o sobie znać przy ustalaniu planów zagospodarowania przestrzennego, potem przy próbach wyznaczenia konkretnych miejsc, gdzie miałyby powstać wiatraki. Temperatura pomiędzy tymi, którzy widzą groźne „olbrzymy” i tymi, którzy widzą „ino wiatraki” rośnie dodatkowo w okresie zbliżających się wyborów. Zamiast racjonalnych argumentów „za” i „przeciw” wysuwa się dzidy albo tarcze. To tak, jak byśmy byli uczestnikami zmagań Błędnego Rycerza, który nie słuchał swego wiernego giermka.

W opinii wielu ekspertów prawo w Polsce niedostatecznie reguluje budowanie elektrowni wiatrowych. Bardzo częste są też głosy podkreślające, że obszary farm wiatrowych i tereny wokół nich tracą nie tylko pod względem estetyki, ale pod kątem wartości inwestycyjnej. Nie brakuje też przekonania, że w polskich warunkach bardziej racjonalne ekonomicznie i bezpieczniejsze dla ludzi jest pozyskiwanie nadal niedocenianej energii geotermalnej. Gdzieś na horyzoncie jawi się wizja wydobywania gazu łupkowego, wokół której niestety trwa olbrzymie polityczne zamieszanie. Trzeba jasno powiedzieć, że turbiny wiatrowe nie są jedynym i nie są też idealnym rozwiązaniem problemu deficytu energii elektrycznej. Wprawdzie obniżają koszt pozyskiwania energii, ale mają negatywny wpływ na zdrowie ludzi przebywających w ich okolicy.

>> To nie żadne olbrzymy, ino wiatraki << – mówił giermek do rycerza. Rycerz niezrażony niepowodzeniem mówił na to: >> Zamilcz przyjacielu! <<. Jak w każdej kwestii związanej ze środowiskiem naturalnym, problem w dużym stopniu tkwi poza racjonalnymi argumentami. Gdyby je zważyć na chłodno, bilans musiałby wskazać na zasadność lub niezasadność budowania wiatraków. Szkopuł w tym, że ludzie nie mają do nikogo zaufania. Eksperci są podejrzewani o lobbing, inwestorzy o chęć szybkiego zarobku, ekolodzy o oszołomstwo, politycy o beztroskę. Sprzeciwy mieszkańców są pokazywane jako bunt niedokształconych prowincjuszy, a stanowczość decydentów jako arogancja władzy.

Tekst opublikowany w Tygodniku „Gazeta Ząbkowicka” – nr 7 / 6 - 12.11.2013