Jak ona pięknie tańczy! Jak ona tańczy w pięknie muzyki, scenerii i dedykowanej jej choreografii. Jak pięknie harmonizuje wrażenia wizualne z brzmieniem muzyki, na kanwie której – w kilkadziesiąt sekund – obdarza nas symfonią wyobraźni i fenomenalną arią wdzięku.  

Arcydzieło tańca w wykonaniu Pauliny Bidzińskiej wczoraj dało tej 19-latce z Polski pierwsze miejsce podczas Konkursu Eurowizji dla Młodych Tancerzy w Pradze. Obejrzawszy popisy innych uczestników tego ekskluzywnego wydarzenia, nie będąc wprawdzie ekspertem w dziedzinie tańca, pozwalam sobie wyrazić opinię, że występ Pauliny był absolutnie poza konkurencją. Uczennica Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Ludomira Różyckiego w Bytomiu, na co dzień związana z Zespołem Baletowym Teatru Wielkiego Opery Narodowej w Warszawie, zatańczyła układ „La Certa” do kompozycji Antonio Vivaldiego, a twórcą choreografii jest Jacek Przybyłowicz.

Międzynarodowy sukces Pauliny w Pradze przypomina mi o nie tak dawnym cudownym programie Marty Fitowskiej w trakcie tegorocznego festiwalu polskiej piosenki w Opolu. Gdy Marta zaśpiewała o tym, „Ile udźwignie niebo” czułem poruszenie serca, bo ta młoda i jakże szczera w swoim występie wokalistka, dotknęła głosem, słowami i całą sobą niezwykle czułych strun. Tym razem Paulina – młoda tancerka – skoncentrowała swoim tańcem ten rodzaj energii, której moc nie daje się zamknąć w tym, co widzimy na scenie. Kompozycja Vivaldiego, przełożona na język opartego o aurę klasycznego baletu, na oczach widzów – za sprawą Pauliny – stał się hymnem pochwalnym piękna i nieugaszonego pragnienia poznania go (narracja zapisana w perfekcyjnie odwzorowanej choreografii) i obdarowania nim (niekwestionowany i urzekający zarazem talent tancerki). Niemal sto sekund na scenie, Paulina Bidzińska wypełniła w stu procentach w wymiarze tego, co można było zobaczyć i w niepoliczalnej dozie inspiracji, jakimi emanowała od pierwszej do ostatniej sekundy układu.

Balet jest jedną z uniwersalnych sztuk. Nie ma w nim wprawdzie lingwistycznych ograniczeń, choć zawsze można odczytać kulturowy kod miejsca i czasu, w jakim powstaje obraz malowany tańcem. Paulina, choć dzięki warstwie muzycznej osadziła swój popis w bardzo precyzyjnie wskazanym punkcie czasoprzestrzeni, to każdym gestem i całym ich płynnym ciągiem wymknęła się poza obręb czasu i miejsca. Zademonstrowała całą sobą, iż piękno wyzwala, a nawet więcej: zachwyca tak bardzo, że czyni tancerkę niejako wolną od ograniczeń ciała i wznosi widza w obszary, których nie domyślalibyśmy się, gdyby nie jej fenomenalny talent. Paulina pozwoliła nam ujrzeć piękno.

FOT: Dziennik Zachodni