Najtrudniej śpiewa się piosenki powszechnie znane. Dlatego śpiewanie kolęd (a właśnie wchodzimy w kilkutygodniowy maraton kolędowania czy też już w tej fazie roku jesteśmy) wymaga wyjątkowej staranności, albo można pozwolić sobie na zawodzenie, albo warto zaryzykować własną aranżację.

Dzisiejszy koncert zespołu „Santo” był mieszanką tradycyjnych wersji kolęd i ich śmiałych interpretacji. Występ tchnął spontanicznością i to była zaleta dzisiejszego spotkania. Czworo młodych wokalistów nie siliło się na gwiazdorskie popisy. Bardziej chcieli uraczyć przybyłych słuchaczy swoim charakterystycznymi brzmieniem głosów ciepłych, wręcz słodkich (Paulina Malinowska), energetycznych i mocnych (Magda Wąż), subtelnych i krystalicznych (Kamila Łyko) łagodnych i lekkich (Radek Tarach). Relacja z koncertu znajdzie się na wirtualnych łamach Ząbkowice4YOU.pl , w sieci są filmiki z niektórymi piosenkami – można zatem osobiście wyrobić sobie opinię.

Bardzo chcę jednakże zatrzymać się nad jednym punktem dzisiejszego repertuaru. Kilka miesięcy temu pisałem o wyjątkowym głosie Kamili Łyko. Słyszałem tę młodziutką wokalistkę, gdy z niesamowitą finezją zaśpiewała piosenkę Anny German. Wybrała sobie na udział w konkursie piosenki rosyjskiej utwór wymagający, bo pierwowzór wciąż przecież słyszymy. Później było mi dane słuchać Kamili, gdy w konkursie profilaktycznym zaśpiewała skomplikowany melodycznie przebój Beaty Kozidrak. Zademonstrowała wtedy zupełnie inne, ale równie porywające, rzekłbym nawet drapieżne, oblicze swego wokalnego talentu. Dzisiaj oddała swój głos kolejnej osobowości polskiej piosenki – Marii Sadowskiej i po raz kolejny wprawiła mnie w oniemienie. Słychać było bowiem Kamilę – dziewczynę (napisałbym „dziewczynkę” ale pewnie poczułaby się infantylizowana), czyli właśnie taką, jaką zapewne jest na co dzień. Urok jej głosu w połączeniu z trudnym poetycko tekstem piosenki „Mali Kolędnicy” sprawiał, że widać było w przestrzeni malowanej wyobraźnią, jak od domu do domu tak chodzą i szopkę maleńka niosą ścieżkami, drogami, brzegami, śpiewają młodymi głosami do Boga w lipowej kolebce na chwałę Najświętszej Panience na sławę świętego Józefa i słowa i wina i chleba. Zastanawia mnie czy Kamila sama wybiera sobie piosenki czy ktoś prowadzi ją do nich…

Warunki dzisiejszego koncertu, który nosił tytuł „Nasze Betlejem”, nie należały do sprzyjających słuchaniu, ale (czego się domyślam) także śpiewaniu kolęd. Kolędy bowiem najczęściej śpiewa się przy stole wigilijnym lub w kręgu bliskich osób. Gdy kolędy słyszymy ze sceny lub oglądamy na ekranie, nieco trudniej jest przeżyć ich treść czy podzielić się uczuciami, jakie wyzwalają. Kolędy śpiewa się lub słucha się. „Santo” śpiewało dzisiaj w sali restauracyjnej, co jakby zaburzało specyficzny klimat kolędowania. Z tym większym uznaniem przyjąłem dary, jakimi „Santo” podzieliło się ze swoimi sympatykami. To miłe, że chce się im śpiewać, że wkładają w śpiew serce, że znajdują czas na występ, i że jest nam to dane w naszych Ząbkowicach Śląskich, gdzie kultura to dobro rzadkie.