Zaczęło się! Do kandydującego z urzędu dołączył kandydat na urząd. Jeśli nawet już nikt inny nie zgłosi się albo zgłosi się kilkoro kolejnych pretendentów do jedynego takiego fotela w okolicy, czeka nas czkawka.

Kampanijna czkawka udzieli się bowiem wszystkim zapalonym dyskutantom, którzy na ławeczce pod ratuszem, przy piwku pod parasolem, w trakcie grilla na ogródku lub w półmroku rzekomej anonimowości przy klawiaturze, będą wydawać: opinie, oceny, osądy, oczekiwania. I dobrze! Prognozowanie przyszłości nie jest bowiem jedynie domeną wróżek. Wprawdzie zainteresowanie polityką, także tą w wymiarze samorządowym, oscyluje w optymistycznym wariancie na poziomie 45 – 50% dorosłych (czyli wyborców), to jednak nawet niezainteresowani muszą brać pod uwagę jej wpływ na bieg swoich spraw: osobistych, rodzinnych, zawodowych. Wśród owych kilkudziesięciu procent na co dzień detale i meandry pracy rajców, włodarza i magistratu zajmują w porywach połowę tej grupy. Jedynie okazjonalnie, w związku z jakimiś szczególnymi sytuacjami pułap aktywności bywa wyższy. Tym wyjątkiem może być – wcale nie musi – kampania wyborcza. Oficjalnie otwiera ją decyzja premiera (w odniesieniu do wyborów samorządowych) o ustaleniu terminu wyborów. Faktycznie toczy się od pierwszego dnia po poprzednich wyborach (choćby urzędnicy państwowej komisji wyborczej zgrzytali zębami), a nabiera rozpędu zazwyczaj kilka(naście) miesięcy przed spodziewaną datą elekcji.

W taki sezon weszliśmy właśnie z chwilą, gdy na scenę batalii o stanowisko burmistrza Ząbkowic Śląskich wszedł kandydat, którego się wielu nie spodziewało. Urzędujący burmistrz Marcin Orzeszek i Dariusz Jagieła – pierwszy kandydat, jaki publicznie potwierdził zamiar startu wyborczego stanęli na przeciw siebie. Nie mamy jeszcze do czynienia z formalną procedurą wyborczą, ale z uprawnioną z punktu widzenia kandydatów i należną nam, mieszkańcom gminy, prezentacją osób ubiegających się o zaufanie na 5-letnią kadencję burmistrza oraz z przedstawieniem przez te osoby planu na przyszłość naszej gminy. Stosunek do przeszłości, z oczywistych względów może być skrajnie odmienny. Inaczej musi ją widzieć urzędujący burmistrz – wiem to. Inaczej postrzega ją człowiek, który tej funkcji nie pełnił – też to wiem.

Osią debaty, jaka powinna nabrać kolorów i temperatury, jaka powinna się toczyć pomiędzy kandydatami (tymi znanymi już i tymi, którzy ewentualnie pojawią się na elekcyjnym firmamencie) i w naszej obecności, i z naszym udziałem, jest nasza wspólna przyszłość w Ząbkowicach Śląskich. O tym rozmawiajmy. Kto zaczyna?