Bardzo łatwo ulec przeświadczeniu, iż wiem najlepiej co jest dobre dla innych. Równie nieskomplikowana jest droga do uznawania, że inni są od tego, by nam wszystkim było dobrze. Obie skrajne postawy – co jest paradoksem – wzajemnie karmią się, bo nakierowane są na partykularny komfort. Łączy je równie destruktywna skłonność do dyskryminowania jednostek czy grup zakłócających błogi stan władania lub bycia poddanym domaganiem się dialogu.

Teoretycznie wszyscy uznają, że brak rozmowy nie tylko nie sprzyja budowaniu dobra wspólnego, ale prowadzi do anihilacji wszelkich wspólnot. Praktycznie jednak coraz mniej jest przestrzeni rzeczywistej wymiany opinii, konfrontowania poglądów i tym samym ubywa szans na odkrywanie i wdrażanie pozytywnych rozwiązań. Mnożą się przy tym okoliczności destabilizujące i dezintegrujące społeczności.

Na co dzień nie ma kiedy, od święta nie wypada. Rano są pilniejsze kwestie, wieczorem jesteśmy już zmęczeni. Z początkiem tygodnia grafik jest szczelnie wypełniony, pod koniec dążymy do limitowania w nim rubryk. Nowy miesiąc czy nowy rok pełne są oczekiwania i obietnic czegoś nowego i lepszego, a gdy dobiegają końca, podsumowania nie wypadają równie optymistycznie. Zawsze można szybko znaleźć uzasadnienie dla autokracji i inercji. Tyrania zmian, dyktatura postępu, wszechwładza braku czasu izolują zarówno tych, którzy wiedzą lepiej, jak i tych, którzy nie potrzebują czegokolwiek wiedzieć. Zegary wskazują upływ czasu, rzeki płyną, życie toczy się dalej.

730 lat Ząbkowic Śląskich – świętowane dzisiaj i przez cały mijający 2017 rok – to idealna okazja do rozmowy. Były konferencje, wystawy, koncerty, konkursy, dzisiejsza uroczysta sesja rady miejskiej, okolicznościowe lekcje w szkołach – były. Czy była chociaż jedna debata o tym jak wyobrażamy sobie Ząbkowice Śląskie za 10, 20, 30 i więcej lat? Kiedy zaproponowano mieszkańcom, by poznali wizje urbanistów, pomysły architektów, koncepty twórców kultury, projekty przedsiębiorców, oczekiwania dzieci, młodzieży i seniorów, wyobrażenia spragnionych aktywnego wypoczynku w zdrowym środowisku naturalnym, pasjonatów historii i wizjonerów przyszłości – zaproponowano? Czy paniom i panom w magistracie, zaabsorbowanym od rana do wieczora biurową pracą, zasiadającym w mniej lub bardziej eksponowanych fotelach przyszło na myśl, by wyjść poza schematy i otworzyć się poznawczo na szersze spektrum zjawisk tworzących społeczność lokalną – ktoś coś słyszał na ten temat? W jakim punkcie linii czasu jesteśmy, abyśmy mogli uznać, iż wpisujemy w łańcuch historii miasta fakty i zjawiska cechujące się trwałością ponadpokoleniową – są takie fenomeny?

Mieliśmy dzisiaj one man show. Sprawnie zaplanowane i poprawnie przeprowadzony event. Z rozmów, jakie były moim udziałem na plan pierwszy wybijało się logo jubileuszu – udana kreacja i koncert smyczkowy na finale części oficjalnej – miłe brzmienia. Miała być książka nawiązująca do jakże wartościowej kwietniowej konferencji naukowej, a był okolicznościowy medal z dedykacją podpisaną imieniem i nazwiskiem włodarza. Zaczęło się pobożnie, skończyło kulinarnie – złego słowa nie da się powiedzieć – oceny homilii i menu pozostaną subiektywne. Pogoda była znośna i towarzystwo znanych osobistości – zatem nic dodać, nic ująć. Było. Minęło. A co będzie?

Foto: ks. Marek Chmielniak