Widzimy ich codziennie. Od rana do wieczora. Na ulicach, w kawiarniach, w komunikacji miejskiej, w naszych domach, w miejscach pracy, nawet w kościele. Może też w lustrze. Ja na przykład widziałem ich przed paroma chwilami pod jedną z największych ząbkowickich szkół.

Charakterystyczne pochylenie głowy. Wzrok omijający spojrzenia, zdarza się, że wbity jakby w zwierciadło. Paluszki szybko wędrujące subtelnym ruchem po gładkiej powierzchni albo widzialny ruch ust wskazujący na mówienie. Czasem kabelek przebiegający pomiędzy uszami i aparatem. Pod szkołą, na przystankach, na ławeczkach widuję grupki „podłączonych”, którzy tworzą wprawdzie nieformalne czy sytuacyjne zbiorowości, ale wszyscy są skupieni nad tym, co widzą lub co chcą zobaczyć na ekraniku smartfona. Jeśli w szkolnej czy akademickiej auli czy też (o paradoksie!) na placu zabaw lub przydomowym ogródku mają tablet, wówczas zaabsorbowanie nierzeczywistym odbiciem rzeczywistości lub jej ułudy jest jeszcze większe.

Z dzieciństwa pamiętam jak trudno mi było oderwać wzrok od ekranu telewizora. Czarno-biały, z czasem częściowo kolorowy obraz i jeden, potem dwa kanały do wyboru. Miałem – jak to niektórzy mawiają – „fazę” na wszystko, co można było zobaczyć w telewizji. Na szczęście Tato zakorzenił we mnie zamiłowanie na czytania książek. Samodzielnie już zaraziłem się pasją słuchania radia ze względu na stacje nadające wolny przekaz (Wolna Europa, Głos Ameryki) lub emitujące miłą muzykę (Trójka, Luxembourg). Czytanie i słuchanie budziło wyobraźnię w przeciwieństwie do telewizji, która wraz z postępem technologii przekazu zyskiwała magnetyczne właściwości, ale pakowała w umysł poprzez wzrok rodzaj papki. Współcześnie, gdy można znaleźć pilotem stacje telewizyjne o różnym profilu, to suflowanie nie ustało, ale widz może filtrować serwowany mu przekaz. Tak czy inaczej oglądanie telewizji jest rodzajem „podłączenia”.

Nową odmianą „podłączania” stał się internet, w którym statyczne albo dynamiczne treści, ale też ich wirtualizacja wraz z tzw. „rzeczywistością rozszerzoną”, zawładnęły znakomitą większością ludzkości żyjącej na obszarach cywilizacyjnie rozwiniętych. Bycie online jest tak samo standardem obecności w środowisku, jak bycie czystym i ubranym. Nikt rozsądny nie polemizuje z tym, bo na co dzień korzystamy, choć  w różnym stopniu, z instrumentów sieciowych.

Emocje i oceny wzbudza sposób, w jaki ludzie, będąc „podłączonymi”, komunikują się z realnym – otaczającym ich światem oraz to, czy przenosząc się umysłem i sercem do wirtualnego świata, nie uciekają od rzeczywistego. To jest jedna strona owego medialnego medalu. Druga, jakby mniej dostrzegana to niepoliczalna masa treści prawdziwych i nieprawdziwych, dobrych i złych, pięknych i wstrętnych, rozwijających i degenerujących, otwierających myślenie i budzących wrażliwość, ale też zaspokajających wścibskość i znieczulających na wszelkie wartości – a więc to wszystko, co w postaci terabajtów czy nawet petabajtów, generują w sieci rozmaici nadawcy. W tym gąszczu, przed którym jedni uciekają świadomie, inni nieświadomie błąkają się. Coraz trudniej, nawet wprawnym przewodnikom nie zgubić się w zmeandryzowanych i zniuansowanych strefach nachalnej autopromocji lub przewrotnej anonimowości. Coraz bardziej algorytmizacja i automatyzacja polane poprawnością polityczną lub jej równie niebezpiecznymi dla wolności przeciwieństwami (anarchizującymi już nie tylko sferę zastosowań prawa, ale przede wszystkim infekującymi estetykę i etykę) w połączeniu z nieformalną inwigilacją na podstawie metadanych i analiz prowadzonych w oparciu o big data, jakimi posługują się zarówno służby państwowe, jak i organizacje biznesowe, medialne czy polityczne – czynią odbiorcę treści dostępnych w sieci (także w darknecie) biernym konsumentem ssącym, niczym niemowlę w piersi mamy mleko, wszystko to, co ktoś chce innym trwale zaimplementować. To zaś, co przyswoi człowiek, czyli uczyni „swoim” zasobem, przekłada się jak najbardziej na jego realne zachowania.

Powiedz sobie jasno, że jesteś (skoro czytasz te słowa) człowiekiem „podłączonym” i jednocześnie zastanów się do czego jesteś podłączona/y. Weź pod uwagę, że inni też są „podłączeni”, ale nie wiesz do czego/do kogo są podłączeni. Porozmawiaj na ten temat z kimś twarzą w twarz.