Naprawdę niespodziewanie dotknęła mnie fala muzyki. Nieznana mi dotąd kompozycja wybrzmiała w zupełnie zaskakujących okolicznościach i jedynie zbiegiem okoliczności umiem sobie wytłumaczyć to doznanie.

„Canzona di barocco” – jako kompozycja Henryka Czyża również jest sui generis muzyczną koincydencją. Wedle kompozytora to „pastisz dostojnego barokowego stylu”, ale nawet moje nieumuzykalnione zmysły wyczuwały przełamywanie służącego pogłębieniu brzmień linearnego strumienia brzmień. Ponadto autor dzieła winkrustował w jego finał akcent niejako pobrany z nowoczesnej stylistyki filharmonicznej. Pojawia się bowiem – jakby w poprzek szeregu fraz całej kompozycji – tuż pod koniec niczym ogon komety – odmienny nutowy tekst. I chociaż po tym przemknięciu utwór wraca do stabilnego i naturalnie cichnącego wątku, jeszcze słyszeć można ów kontrapunkt wibrujący w pamięci – jakby znak zapytania, a może zwiastun ogniwa w łańcuchu wirtuozyjnie zaplanowanych wibracji.

Koncertem Orkiestry Wrocławskich Solistów „Ricordanza” i sopranistki Hanny Błachuty wszyscy byli urzeczeni zaprezentowanym repertuarem. Pozwoliłem sobie na to, by uczestniczyć w tym wydarzeniu nie w roli dziennikarza, jaką zazwyczaj wykonuję przy tego rodzaju okazjach, ale postanowiłem zasiąść na widowni i po prostu posłuchać dobrej muzyki. Nie mam więc żadnego własnego zdjęcia czy nagrania (teraz żałuję!). O zespole „Ricordanza” przeczytałem wcześniej, więc usposobiłem się pozytywnie. Program muzyczny był wpisany w plan spotkania noworocznego, na jakie zaprosił ząbkowiczan pan burmistrz. Występ (wprawdzie z miłej muzycznej aury wytrącały „wierszyki” konferansjera wrocławskiego satyryka Jerzego Skoczylasa i słyszalne chwilami dzwonki niewyciszonych telefonów) był przedniej klasy! Spotkanie z muzyką wysokich lotów w Ząbkowicach Śląskich to niecodzienność.

Po zakończeniu koncertu miałem przyjemność rozmawiać chwilę z Panią Dagmarą Swystun. W 2012 r. ukończyła Akademię Muzyczną we Wrocławiu pod kierunkiem dr. hab. Viktora Kuznetsova, który jest założycielem i kierownikiem „Ricordanzy”, i który animował dzisiejszy występ. Zapytałem tę skrzypaczkę czy czuła tremę przed występem, a jeśli tak, czy to uczucie jest takie samo przed każdym wyjściem na scenę. Przede wszystkim oczywiście podziękowałem za interesujący repertuar i jego piękną prezentację. Powiedziałem też Pani Dagmarze, że w naszym mieście odczuwamy deficyt kontaktu z muzyką klasyczną. Interlokutorka uśmiechnęła się i zapewniła, iż każda zagrana nuta to chęć pozostawienia słuchaczom odrobiny piękna. Nie omieszkałem zauważyć, że dobór granych kompozycji był dla mnie miłym rozczarowaniem, bo mamy akurat sezon karnawałowy, w którym na scenach dominują rytmy operetkowe. Tymczasem niespodziewanie pojawiło się kilka dzieł z kategorii klasyki muzyki poważnej, a wśród nich rzeczona już „Canzona di barocco” Henryka Czyża. Za to dzieło podziękowałem najbardziej…

Biografia Henryka Czyża (przeczytana kilka chwil temu) to jeden z wielu typowych polskich życiorysów czasów dwóch epok. Urodzony w II Rzeczypospolitej, grał mając zaledwie kilkanaście lat, był żołnierzem Armii Krajowej, po udziale w akcji „Burza” został aresztowany i wraz z tysiącami innych wywieziony do obozu sowieckiego w Kałudze. Po wojnie studiował filozofię i prawo, a potem dyrygenturę i kompozycję. Muzyka stała się treścią jego życia – dyrygował orkiestrami filharmonicznymi w całej Europie. W 1974 r. został nawet nagrodzony za kwadrofoniczne nagranie utworów Schumanna, w latach 60. współpracował z Krzysztofem Pendereckim. „Canzona Di Barocco” na orkiestrę smyczkową powstała w 1983 r.

Jak już wspomniałem, nie mając nagrania z dzisiejszego występu „Ricordanzy” w Ząbkowicach Śląskich, dołączam zapis audio tej kompozycji w wykonaniu innego zespołu (najczystszy ze znalezionych w sieci). Jestem zasłuchany… I dziękuję za to, że mogłem to dzieło usłyszeć dzisiaj w moim rodzinnym mieście i porozmawiać o nim…

FOT: diversoquartet.eu