Mamy kolejną odsłonę widowiska nazywanego „przetargiem”, a w rzeczywistości będącego dopełnieniem już wcześniej opisywanych nie tylko przeze mnie, machinacji wokół obsługi medialnej burmistrza Ząbkowic i podległego mu aparatu administracyjnego.

Wczoraj minął termin składania ofert w kolejnym postępowaniu, jakiego celem jest sformalizowanie relacji pomiędzy Urzędem Miejskim a jednym z lokalnych mediów. We wcześniej rozpisanym „castingu” w kategorii medium internetowe z wiadomościami dotyczącymi Powiatu Średzkiego (to nie pomyłka!) zabrakło takiej propozycji. Zarządzono więc „dogrywkę”, w której można spodziewać się jedynie słusznego wyniku. Portal Ząbkowice4YOU.PL , którego jestem redaktorem naczelnym nie stanął do rywalizacji o kontrakt, bo zajmujemy się li tylko wiadomościami z obszaru Powiatu Ząbkowickiego. Każda gmina ma swoją osobną zakładkę, jest też podział informacji wg tematów. Nie trzeba szukać informacji przedzierając się przez news’y z innych terenów Dolnego Śląska czy szperać pomiędzy zdjęciami z wypadków drogowych czy doniesieniami kryminalnymi. Portal nie miał szans na udział w konkursie, bo działa dopiero od listopada ub.r., więc liczba odsłon czy unikalnych użytkowników w skali roku jest w sposób oczywisty mniejsza. To, że internet nie ma granic i portal jest czytany poza Powiatem Ząbkowickim nie wymaga objaśniania nikomu, kto ma choć gram pojęcia o tym, czym jest internet. Nie mam więc pretensji do tych, którzy rzeczony „przetarg” wygrali czy wygrają, bo o podpisywaniu umów z szefami zwycięskich mediów lokalnych nigdzie nie ma mowy. Niemal wszystkie inne przetargi w magistracie ząbkowickim kończą się zazwyczaj w news’em w serwisie Urzędu i przynajmniej jedną „słitfocią” z udziałem podpisujących, a w przypadku zleceń dla mediów, panuje cisza. Nie mam też zastrzeżeń do samego faktu propagowania informacji za pośrednictwem lokalnych gazet czy portali, choć w obecnej kadencji samorząd gminny niemal do perfekcji opanował propagandę za pośrednictwem własnych środków masowego komunikowania (www, gazetka, sms). Rozumiem przy tym konieczność zapłaty za przestrzeń wynajmowaną we wspomnianych prywatnych gazetach czy portalach.

Gmina postanowiła porozumiewać się z opinią publiczną nie poprzez wszystkie media, lecz poprzez wyselekcjonowane media. I to budzi mój niesmak. Redagowany przeze mnie portal jest oczywistą ofiarą tej selekcji, choć pod względem jakości nie ustępuje innym komunikatorom internetowym. Jako właściciel portalu uważam takie potraktowanie za nieobiektywne. Nierówne traktowanie podmiotów gospodarczych, w tym medialnych, naraża Gminę nie tylko na zarzut braku obiektywizmu i stronniczości. Można poddawać w wątpliwość także wiarygodność samych mediów, bo każdy ma świadomość, że ostrze selekcji może dotknąć istniejące lub mogące powstać tytuły prasowe. To zaś może skłaniać do wpisywania się w nurt propagandy dyktowanej przez sztab „PR-owy” rządzących. Może? Ktoś zapyta dlaczego? No właśnie – dlaczego? Ano dlatego, że skoro wszem i wobec sugeruje się, że w przetargach na obsługę medialną wybierane są „najkorzystniejsze oferty”, a faktycznie kontrakty ze środków publicznych otrzymują oferenci, których „rysopis” w specyfikacji ogłoszeń przetargowych jest wyraźniejszy, niż fotografia, to na jakiej podstawie można mówić o rzetelności i gospodarności takiego działania? Zupełnie na marginesie w tym miejscu napomknę, że słyszałem już pytania o rzetelność i obiektywizm innych przetargów ogłaszanych i rozstrzyganych przez Gminę Ząbkowice Śląskie pod rządami obecnego burmistrza. Zaskakuje mnie to tym bardziej, że z różnych kierunków słyszę, że w jesiennych wyborach Marcin Orzeszek nie ma z kim przegrać.