Można nie włączać telewizora, można nie sięgać po impulsy social-media, można nie czytać gazet i nie słuchać radia. Można rozmawiać o końcu pleców Maryni albo dłubać w nosie. Obok siebie trwają świadomość i bezhołowie. Pod tym samym niebem jest miejsce na ideowość i bezideowość. Na skrzyżowaniu pierwszeństwo ma nadjeżdżający z prawej strony, ale ten z lewej tak nie uważa.

Można się potknąć o normalność ulicznego bruku, podczas gdy nienormalność jest gładka jak asfaltowe drogi, jakimi znów (jak w latach 70. I 80.) ścielone są Ząbkowice Śląskie i okoliczne wsie. Nie budzą kontrowersji ząbkowickie ulice nazywane ku pamięci degeneratów (morderca Botwin wciąż ma swoje tabliczki), a pamięć Powstańców Warszawskich rozpływa się (cytat: „hołd oddali powstańcom, którzy kilkadziesiąt lat temu walczyli o wolną Polskę”) w odmętach imprez „za nami” i „przed nami” oraz niejednoznacznym imieniu ulicy (gdzie nota bene funkcjonują dwie jej nazwy).

Powstaje kryty basen, na którego budowę nie ma przyzwoitej dotacji, więc pożycza się pieniądze, nikt nie wie ile będzie kosztować owo cudeńko, ale za to już słyszymy i widzimy obietnicę (niemal identyczną jak w 2010 r.) o modernizacji 100-letniego kąpieliska pod chmurką tuż po tym, jak zostanie oddany do użytku basen pod dachem. Wpakowane wcześniej w kieszenie projektantów setki tysięcy złotych, jakimi zapłacono za słynne już trzy koncepcje krytego basenu, jakimi wymachiwano ząbkowiczanom przed poprzednimi wyborami, zostały zmarnowane. Wynurzający się powoli obiekt realizowany jest w trybie „zaprojektuj i wybuduj”, będziemy zatem mieć czwartą koncepcję, której już nikt z nikim publicznie nie omawiał.  Oby nie było tak samo jak ze słynną fontanną o zbiegu parku miejskiego z pl. Jana Pawła II. Tam też kilka lat temu wydano sporą gotówkę budżetową na koncepcję nowego wodotrysku, ale do dzisiaj mamy tam „słiciasty” klombik. Nie pomylę się, jeśli dopowiem, że zarówno 3 warianty basenu jak i 1 wariant fontanny opracowała ta sama firma.

Urzędnicy strzelają sobie selfiki na DK8 i wmawiają komu się da ileż to troski wkładają w to, by mająca powstać S8 przebiegała tak, by nam „żyło się lepiej”. Tak tandetnej ustawki dawno nie widziałem i nie współczuję ani trochę tym, którzy w nią uwierzyli. Natomiast aktorom i wykonawcom spektaklu życzę dalszego błogiego snu pomiędzy dniami pod Krzywą Wieżą a nocami z Frankensteinem. Po drodze będą jeszcze dożynki gminne i powiatowe hurtem, więc okazji do przedwyborczego chocholenia jest dostatek. Zresztą sztab od sprzedaży marzeń pewnie ma na biurku kolejne kolorowe obrazki szarzejącej i skrzeczącej rzeczywistości.

Tak było – tak jest. Mówicie, że nie było nic albo było tylko źle, ale odkąd jesteście przy sterze, nie zmieniło się nic. Administrujecie czasem wolnym mieszkańców, zarządzacie coraz szerzej pożyczanymi pieniędzmi i reagujecie inwestycjami na presję w obawie przed spadnięciem w elekcyjną przepaść. Najlepszym tego przykładem jest kapitalny remont części ul. Kamienieckiej. Arteria przestała być drogą wojewódzką cztery lata temu po otwarciu I odcinka obwodnicy Ząbkowic. Rok temu i tylko dzięki determinacji jednej radnej (opozycyjnej) doszło do modernizacji ulicy. Dlaczego nie całej? Nikt nie słyszał wyjaśnienia, bo w ogóle go nie było. Trawa porasta rynkowy bruk. Demografowie i socjolodzy pokazują twarde wskaźniki o deprecjacji miasta, a wy na to reagujecie zaproszeniem na kolejną „darmową” potupajkę. „Titanic” tonął, ale orkiestra grała.

Innymi obrazami nieudaczności można sypać jak z rękawa. Czy jest ktoś, kto odpowie na całą tę fasadową samorządność? Jeśli nie skrzykniecie się wokół celu, jakim są Ząbkowice Śląskie i nie pójdziecie razem, to przez kolejnych pięć lat płynąć będziemy już nie mieliznę, ale wprost na rafy. Wczasujecie się, szepczecie po kątach, przestawiacie nazwiska z jedynek na dwójki i odwrotnie.

Jedynka może być jedna. Są nią Ząbkowice Śląskie.