Przelatują co pewien czas przez firmament opinii publicznej asteroidy przestrogi przed mową nienawiści. Gdy jakaś z nich uderzy w grunt i mamy do czynienia z groźnymi konsekwencjami fizycznego ciosu, wówczas podnosi się larum. Po każdym z takich zdarzeń, kurz opada coraz szybciej, bo nowa wrzawa podnosi się pod wpływem kolejnego brutalnego faktu. Spada kometa nienawiści – umiera człowiek – wtedy następuje chwila ciszy, ale odreagowanie na nieodwracalność skutków nakręca spiralę nienawiści.

Tworzy się proces społeczny, którego praktycznie nie sposób zatrzymać. Ludzie błąkają się w poczuciu krzywdy, ich umysły i serca toczy odruch zemsty mieszający się z domaganiem się sprawiedliwości. Miejsce na przebaczenie zajmuje niewidzialną przestrzeń duchowości, poza którą w zasadzie nie ma motywacji do odpowiadania dobrem na zło. Jednocześnie są siły i środowiska żywiące się złymi emocjami, karmiące swoje ofiary toksyną agresji, podsycające najniższe żądze.

W publicznym dyskursie pojawia się pojęcie „mowy nienawiści”, które ma stanowić – zdaniem niektórych – klucz rozszyfrowujący mechanizm agresji werbalnej. Rzuca się mediom gładkie frazesy o zakazie „mowy nienawiści”, potępia się jej rzekome przejawy, stawia się oskarżenia o jej stosowanie. Niczego to nie zmienia, a co najwyżej (jak to ma miejsce w wielu krajach zachodu) utwierdza się stereotypy poprawności politycznej, a więc de facto stosuje się cenzurę prewencyjną w jej najbardziej destrukcyjnej postaci, jaką jest autocenzura.

Co stoi u początków całego wyżej opisanego syndromu? Zamiast mówić / pisać / debatować o „mowie nienawiści” należy przywrócić świadomość czym jest nienawiść. Nie „mowa nienawiści”, lecz mowa o nienawiści jest nam potrzebna, aby ustrzec się samej nienawiści. Trzeba wiedzieć czym jest nienawiść, aby nie dać się nią ukąsić.

Nienawiść jest przeciwieństwem miłości. Prościej: jest jej brakiem. Inaczej: jest antymiłością. Wprost: neguje miłość. Oznacza: beznadziejność. Wyklucza: wybaczenie. Odrzuca: piękno. Eliminuje: prawdę. Zabija: dobro. W sumie: jest kultem śmierci. Nie jest bezosobowa, więc jest niebezpieczna.