SCENA 1: Młoda kobieta pochyla się nad sponiewieranym dojrzałym mężczyzną. Jej łzy spadają wprost w jego przymknięte oczy. Okrucieństwo otaczającej ich rzeczywistości na tę krótką chwilę jakby przestaje mieć znaczenie wobec ich niezwykłego odniesienia. Gdy następnego dnia ona ginie, on – biegnąc w strumieniu setek innych ludzi uciekających z miejsca niewymownego udręczenia – wynosi jej bezwładne ciało, by spoczęło na wolności. SCENA 2: Oficer, znajdując się w zniewolonym świecie, pisze pamiętnik nie przeczuwając tragicznego końca swojej podróży. Zostawia bezcenny zapis zdarzeń poprzedzających śmierć jego i tysięcy swoich kolegów. Ich krew wsiąka w zmarzniętą obcą ziemię. Kilka lat później polityk wolnego wrzuca do ognia w kominku tenże sam pamiętnik. Zaciera ślad cynicznego milczenia swoich mocodawców wobec masowej zbrodni. Następnego dnia pierwsze strony gazet ujawniają prawdę.

Obejrzałem dzisiaj dwa filmy. Przed południem rosyjsko-niderlandzko-niemiecko-polski „Sobibór”. Po południu brytyjsko-polski „Katyń – ostatni świadek”. Obie fabuły oparte na faktach, oba obrazy łączą epickość sekwencji z ich bolesną dosłownością. Udział polskich aktorów w zagranicznych produkcjach (w pierwszym Polka gra Żydówkę, w drugim Polak gra Rosjanina), symbolicznie zaznacza obecność Polaków w potoku cywilizacyjnego dramatu, jakim była II wojna światowa oraz jej konsekwencje. Na wielkim ekranie przewijają sceny i zdarzenia znane nam z historycznych odtworzeń, widziane oczami i interpretowane umysłami obywateli innych nacji. To dość niespodziewana konfrontacja. Udaje się z niej wydobyć uniwersalne przesłanie. „Sobibór” oglądałem dosłownie sam w wielkiej sali multipleksu. Na filmie „Katyń – ostatni świadek” było nas kilkoro.

Człowiek przekonany o wartości wyznawanej idei, przeświadczony o słuszności celu, jakiemu się poświęca, oddany całym sobą innym ludziom, musi poczuć smak łez i jest mu pisane doznanie zapachu krwi. Łzy mogą być oznaką nadziei, krew symptomem odrodzenia. Są też jednak synonimami cierpienia i bólu. I zawsze są doświadczane osobiście – można rzec: samotnie. Oportunizm, konformizm, koniunkturalizm pozwalają na komfort bycia w licznym gronie, a nawet w tłumie. Wierność wartościom, trwanie przy zasadach, konsekwencja w dążeniu do prawdy są wyrokiem samotności. W optymistycznym wariancie skłaniają do wewnętrznej emigracji (która wszakże jest postacią samotności). Być może to jest cena, jaką płaci się za nieuleganie stadu, za nie poddawanie się nurtowi, za niezdolność do kompromisu, tam gdzie byłby sprzeniewierzeniem się.

Nigdy dotąd nie widziałem w filmie tak głęboko prawdziwej i zarazem symbolicznej sceny ukazującej łzy. Nad czym płakaliście ostatnio i co stało się z waszymi łzami? Kiedy ostatni raz pisaliście słowa, jakich nigdy nie odwołalibyście, nawet za cenę krwi?