Grom z jasnego nieba czy może potwierdzenie domniemań, jakie snuto publicznie od słynnej „nocnej zmiany”, gdy będąc prezydentem RP Lech Wałęsa doprowadził do obalenia rządu premiera Jana Olszewskiego.

Gdy ówczesny przewodniczący NSZZ „Solidarność” ogłosił, że będzie kandydować na prezydenta Polski, byłem entuzjastą tego pomysłu. Z wieloma znajomymi w Ząbkowicach Śląskich poróżniliśmy się, bo gdy jedni obstawali przy „sile spokoju” Tadeusza Mazowieckiego, znalazłem się wśród tych zwolenników „przewietrzenia warszawki” zapowiadanej przez Lecha Wałęsę. Uwierzyliśmy w te deklaracje do tego stopnia, iż gdy jego prezydentura dobiegała końca i już wiedzieliśmy, że Lech nie wywiązał się z wielu obietnic, a niektórym nawet zaprzeczył swoimi decyzjami, wizja przejęcia najwyższej państwowej godności przez byłego funkcjonariusza komunistycznego reżimu PRL-owskiego, jakim był Aleksander Kwaśniewski, była na tyle fatalna, że Lech wzbudzał współczucie. Gdy alternatywą dla jego prezydentury był „pan znikąd”, czyli Stan Tymiński, wtedy nawet sympatycy „żółwia” głosowali na „elektryka”. Przypominając sobie okoliczności sprzed wielu lat, gdy Lech Wałęsa został wykreowany na polityczną alternatywę dla okrągłostołowego i magdalenkowego nowotworu, zastanawiam się nad dwiema kwestiami.

Pierwsza: jak bardzo skutecznie zdecydowana większość Polaków została odcięta od informacji na temat prawdziwego oblicza Lecha Wałęsy i to do tego stopnia, że nawet gdy docierały (np. do mnie) sygnały, że Lech nie gra czysto, to uznawałem je za plotki. Oczy otworzyły mi się, gdy w 2008 r. (nota bene w Bułgarii) przeczytałem książkę „SB a Lech Wałęsa”. Niedługo potem (już w Polsce) widziałem program Doroty Gawryluk, która dla Polsatu rozmawiała z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Na pytanie o to, czy Wałęsa jest TW „Bolkiem” odpowiedź nieżyjącego już dzisiaj prezydenta była krótka: „tak…”.

Druga: jak bardzo ważna jest w polityce świadomość alternatywności dla każdej osoby, dla każdej koncepcji, dla każdego mechanizmu praktykowanego w życiu publicznym. Słysząc z ust osoby publicznej czy człowieka biznesu, że „nie ma alternatywy”, albo słysząc  w jakimś środowisku, że „nie ma alternatywy”, czuję niepokój. Nie chciałbym być zmanipulowany i nie chcę manipulować innymi. Rzecz jasna nie można się zatrzymać na jałowym poszukiwaniu alternatyw, bo rolą polityków czy przedsiębiorców jest znajdowanie najlepszych lub przynajmniej optymalnych rozwiązań.