Nie ma dobrej odpowiedzi na wiele pytań – co więcej – mimo tego dotkliwego braku, jeśli nie codziennie, to bardzo często dokonujemy wyborów opartych nie tyle o oczywiste kryteria, ile o chłodną kalkulację lub gorące emocje. Znane jest nawet pojęcie „zła koniecznego” jako swoistego usprawiedliwienia decyzji, o której nie można powiedzieć, iż jest obiektywnie dobra. Słyszy się też sformułowanie „mniejsze zło”, jakoby przez to owo zło zasługiwało na tolerancję.

Wpatrywanie się w zachodzące słońce nad Bałtykiem było mi dane jeszcze tydzień temu, a dzisiaj widzę ten obrazek w zupełnie inny sposób (nieco bardziej prozaiczny). O ile u nas złoty krążek znika gdzieś za jakimiś wzniesieniami czy zabudowaniami, o tyle tam (jeśli aura pozwoli), widzimy jak gorące słońce nurkuje w zimnych morskich toniach. To oczywiście jedno wielkie złudzenie, ale i tak patrzymy na ten obrazek urzeczeni, ludzie na takim tle masowo fotografują się i czynią ze związanych z tym obrazkiem wrażeń, jedno z miłych wakacyjnych wspomnień. To jedna z bezpłatnych atrakcji udostępnianych przez Stwórcę na wielkim timeline, do którego każdy człowiek może sięgać, gdy tylko chce. Nad polskim brzegiem morza jest pięknie, nad brzegami w innych krajach bywa nie gorzej albo i piękniej, więc karmimy zmysł wzroku, odrywając się przy tym na kilka chwil od rzeczywistości.

A rzeczywistość jest taka, że ognia z wodą nie da się pogodzić. Tak jak nie da się zatrzeć rozmaitych i niekiedy ekstremalnych różnic, z jakimi mamy do czynienia w wielu sferach życia. Począwszy od różnicy pomiędzy tym, czego chcemy, a tym co jest. Poprzez rozbieżności między tym nami a innymi ludźmi w wielu sekwencjach naszych obustronnych odniesień. Skończywszy na tym, co dla nas jest wartością, a dla innych może być nie tylko bez wartości, ale nawet może mieć znaczenie przeciwne i być antywartością / czymś nieakceptowalnym. Jeśli ktoś myśli, że ten wywód jest jedynie czczą pisaniną, niech się rozejrzy po naszej lokalnej scenie życia publicznego i niech sobie szczerze odpowie czy Ząbkowice Śląskie są wyjęte spod opisanych wyżej schematów?

Zmierzając do sedna: nie podzielam politpoprawnego kultu tolerancji, gdyż albo z kimś / z czymś się zgadzam, albo jest mi to obojętne i nie ma dla mnie znaczenia, albo się z kimś / z czymś nie zgadzam. Nie widzę sensu w udawaniu pozytywnego stosunku do czegoś, co nie stanowi dla mnie wartości czy też jest ich zaprzeczeniem. Nie jest to równoznaczne z wykopywaniem wojennego topora wobec osób mających inne zdanie. Może z tego nawet wynikać pasjonująca polemika na argumenty (artykułowane z otwartą przyłbicą), po odrzuceniu której pozostaje tylko siła (niekoniecznie fizyczna i bardzo często anonimowa). O ile argumenty przybliżają do prawdy, o tyle siła od niej oddala. Przez brak faktycznej debaty, oddalamy się od siebie, stajemy się targowiskiem, gdzie przekrzykujący się wzajemnie kupcy chcą przechwycić klientów, a ci stają się ich łupem, miast być partnerem wymiany dóbr. Jak wyobrażamy sobie kształt lokalnej wspólnoty?