Nie byłoby kobiet bez mężczyzn i mężczyzn bez kobiet też nie byłoby. Jesteśmy od siebie uzależnieni, co nie wynika jedynie z naturalnych cech objawiających się choćby biologicznie. Nade wszystko kobiety i mężczyźni oraz mężczyźni i kobiety są dla siebie wzajemnie drugą połową istnienia. Od początku do końca jesteśmy – kobiety i mężczyźni oraz mężczyźni i kobiety – kwintesencjonalną sumą człowieczeństwa.

Jutro przypada tzw. „dzień kobiet”. Stosunek do tego specyficznego momentu w roku bardzo zmieniał się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Mam wrażenie, że obecnie jesteśmy w fazie „komercjalizacji” ósmego dnia marca, przez co składanie życzeń pannom i paniom nabiera cech rytuału. Gdyby ten punkt w kalendarzu „sprywatyzować”, to znaczy uczynić osobistym doświadczeniem bliskich sobie osób, zwracających się do siebie z potrzeby serca, może dzień kobiet nabrałby kształtu święta, w którym nie uprzejmościowe formułki, ale rzeczywisty stosunek do kobiet inspirowałby gesty, słowa czy deklaracje.

Jakby nie spoglądać na oczywistą – z męskiego punktu widzenia – chęć afirmowania kobiecości, jej źródłem nie jest popkulturowa presja, ale podziw dla dzieła, jak Stwórca uczynił, powołując człowieka właśnie jako kobietę i mężczyznę. Mężczyzna, bowiem, nie pojmie kim jest, bez odniesienia do kobiety i kobieta nie obejmie swego bogactwa, jeśli nie zwróci się ku mężczyźnie.

Wszyscy ci, którzy usiłują zmiksować ten dualizm jedności i wdrukować nam wirusy dotyczące deidentyfikacji płciowej w oparciu o fenomeny i procesy socjologiczne, brną w nicość (czego można współczuć lub obserwować z politowaniem). Nawet jednak oni, demonstrując płciowy nihilizm czy też serwując wysysane z palca (u lewej nogi) fantasmagorie wokół seksualności w przeróżnie opisywanych i pozbawionych mierzalnych uzasadnień kontekstach społecznych – nawet oni ustosunkowują się właśnie do fenomenu kobiecości i męskości.

Kobieta i mężczyzna są sobą jako kobieta i mężczyzna. Jutro uwielbiajmy tę wartość człowieczeństwa, jaką przynoszą sobą kobiety.

FOT: Mona Saad