„Że ile Polska miała przyjąć tych uchodźców? 7 tysięcy? No to załóżmy, że przyjmujemy te 7 tysięcy i wśród nich jest jeden zamachowiec. I wysadza w powietrze, ginie 10 Polaków. Ale uratowaliśmy życie tych 6999 osób, które uciekały przed wojną.”

To jest cytat z wypowiedzi dla TVN24, związanej z „Gazetą Wyborczą” dziennikarki Anny Pamuły. Kierujący się takim tokiem myślenia, po wczorajszym ataku w Londynie (7 zabitych, 21 ciężko rannych i widząc efekty paniki w Turynie (ponad 1500 rannych, w tym 4 ciężko) zmienią zdanie? Obawiam się, że nie. Wśród zwykłych ludzi jednak, choć bardzo małymi krokami narasta świadomość, że łzawymi gestami, malowaniem kredkami po chodnikach i jeszcze większą otwartością brnie się ku katastrofie. Poprawność polityczna i brak jednoznacznego stosunku do obcych cywilizacyjnie osób gwałtownie kurczą sferę wolności i poczucie bezpieczeństwa u tych, którzy nie są na co dzień otoczeni kordonem fizycznej ochrony czy też nie mieszkają na wygrodzonych osiedlach. Muzułmański burmistrz Londynu kilka miesięcy temu powiedział, że ataki terrorystyczne „są częścią życia w wielkim mieście”. Rozumiem, że można stwierdzić, że awarie wodociągów są czymś, co może się wydarzyć w każdym mieście, ale banalizować prawdopodobieństwo aktu terroru i możliwych jego tragicznych skutków można tylko wówczas, gdy jest się w opozycji do zdrowego rozsądku. Wyobraźmy sobie miny pasażerów jadących rano do pracy czy szkoły, którym kierowca autobusu oświadcza na dzień dobry, że nie można wykluczyć wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym.

Można ludziom wmawiać, że to tylko incydenty i można wyśmiewać naturalną ludzką obawę o los swoich bliskich i własny. Można sprzeciw wobec ściągania do Europy wrogów europejskiej cywilizacji określać inwektywami. Można zarzucać brak wrażliwości szantażując udramatyzowanymi obrazami w mediach, przemilczając jednocześnie hekatombę chrześcijan w krajach zdominowanych islamem. Można, jak cytowana na wstępie dziennikarka – dla brylowania przed kamerami, domagać się poświęcania życie innych w imię ideologicznych łamańców.

Faktem jest wojna cywilizacji. Hybrydowo realizowana jest dekompozycja Europy – wewnętrznie rozsadzanej lewackimi prądami autodestrukcji deprecjonującymi jedyną ostoję naszej cywilizacji, jaką jest chrześcijaństwo oraz zewnętrznie zgniatanej ekstremalnie groźnymi afrykańsko-azjatyckimi kleszczami ekspansji terytorialnej i demograficznej. Bufor pozwalający odwrócić skutki tych procesów gwałtownie kurczy się na naszych oczach. Dzisiaj wieczorem nad moim miastem słyszałem dzwony kościołów. Ile razy je słyszę, jestem spokojny. Idąc ulicą widzę krzyże na wieżach kościołów. Ile razy je widzę, nie obawiam się niczego. Ile razy z innymi ludźmi mogę wymienić się znakiem pokoju, wierzę w jego trwanie.