Mówimy nie o teoretycznym przypadku i nie mówimy o jakimś hipotetycznym mieście, ale o konkretnej sytuacji i naszym mieście, o Ząbkowicach Śląskich. Tym razem dwa kluczowe wątki, od których właściwie należało zacząć cykl #Miasto2_0

Nie będzie przyszłości, jeśli Ząbkowice Śląskie nie będą miastem, w których ludzie zakładają rodziny. Bez poczucia spełniania się w najważniejszej dla zdecydowanej większości ludzi sferze, jaką jest miłość kobiety i mężczyzny oraz rodzicielstwo, człowiek mniej przywiązuje się do danego środowiska i łatwiej przychodzi mu podejmować wysiłek, czasem ryzyko, migracji (szczególnie zagranicznej). Naczelnym celem samorządu – absolutnym priorytetem wszelkich strategii układanych i wdrażanych przez urzędników, powinno być dobro rodziny. Rodzina to życie. Rodzina to szczęście. Rodzina to bezpieczeństwo. Rodzina to gniazdo.

Oczywiście – rola państwa, w tym samorządu, jest pomocniczą, ale nie oznacza to obojętności problemów rodzin na tle deficytu mieszkań, wobec oczekiwań w stosunku oświaty i służby zdrowia, a już szczególnie w sytuacjach kryzysowych, gdy poranienie psychiczne lub fizyczne dotyka słabszych (dzieci, małżonkowie, rodzice, seniorzy). Wrażliwość instytucji gminnych funkcjonujących najbliżej mieszkańców na krzywdę to ma być zasada, a nie reakcja. I z pewnością nie ingerencja, o jakiej wiedzą choćby Polacy mieszkający w Niemczech czy krajach skandynawskich.

Ząbkowice Śląskie niezwłocznie muszą wejść na rynek, po którym poruszają się inwestorzy i jednocześnie muszą się stać rynkiem dla rodzimych przedsiębiorców. Pod tym względem w latach 90. przyjęto błędne założenie, że ówczesna – stosunkowo korzystna – sytuacja gospodarcza w mieście nie ulegnie zmianie. Rozczarowanie przyszło szybciej, niż ktokolwiek się tego spodziewał i zapaść ekonomiczna była gwałtowna. Ząbkowice nie były pod tym względem wyjątkiem, ale nie podjęto działań przynajmniej neutralizujących skutki „prywatyzacji”.

Naczelnym i codziennym zadaniem aparatu urzędniczego z burmistrzem (i starostą) na czele musi być lokowanie przedsiębiorczości. Dosłownie: nie może być miesiąca, tygodnia i dnia bez aktywności włodarza i jego współpracowników w tym sektorze. Miło – być może – jest uczestniczyć w pląsach z przedszkolakami, w szkolnych akademiach i chadzać na wszelkie cenne w sensie towarzyskim spotkania. Można to potem eksploatować medialnie, jednak ciepłymi wrażeniami nie zastąpi się zimnych kalkulacji, a to one przesądzają o decyzjach biznesowych.

Rzeczywista – nie tylko werbalna – gotowość na przyjęcie inwestorów równolegle z otwieraniem się – nie tylko okazjonalnym – na rodzimych przedsiębiorców to oś faktycznego rozwoju gospodarczego, a ten przekłada się na zamożność całej lokalnej wspólnoty i jej najważniejszego ogniwa, czyli rodzin. Trzeba przypomnieć: pojęcie ekonomia wykreował Arystoteles. Słowo to jest zbitką dwóch słów z języka greckiego: οἰκος / „oikos” (domostwo) i νόμος / „nomos” (reguła). Definicja słowa ekonomia określa tę naukę i jej praktyczne zastosowania do wytwarzania, dystrybuowania, kumulowania i konsumpcji dóbr. Żadna z tych aktywności nie ma celu, jeśli nie służy finalnie dobru człowieka i jego rodziny. Możliwie stabilne zatrudnienie lub własna działalność gospodarcza, godziwe wynagrodzenia i uczciwie uzyskiwane zyski oraz społeczna wrażliwość biznesu stanowią materialny budulec gniazd, jakie wić sobie chcą rodziny i ci, którzy założenie rodziny planują.

O następnych tematach już wkrótce w minicyklu #Miasto2_0